Kacper Słomka - Wyspa Epsteina jako ukoronowanie liberalizmu

Niedawno całym cywilizowanym światem wstrząsnęło ujawnienie akt Epsteina. Wiedza o istniejącym w Kalifornii pedofilskim przemyśle zbrodni kierowanym przez człowieka będącego agentem Izraela zszokowała wszystkich ludzi, którzy posiadają zmysł moralny i interesują się sprawami publicznymi. Nie dziwi więc fakt, że wnet intelektualiści z wielu stron zaczęli zadawać odwieczne pytanie: unde malum? To pytanie pada zresztą w tytule filmu Marcina Matczaka ,,Wyspa Epsteina- skąd to zło?” Zwracam uwagę na ten film, bo pomimo pewnych, prawdopodobnie wynikających z kunktatorstwa, błędów poznawczych, film ten stał się wyjściową do nader potrzebnej dyskusji etycznej w polskim środowisku intelektualnym- czego świadectwem jest z jednej strony odpowiedź Tomasza Sommera udzielona Matczakowi, z drugiej wywiad ,,Gazety Wyborczej” z Agatą Bielik-Robson, która także próbuje zaprzeczać Matczakowi jednak z zupełnie innych pozycji. Warto popatrzeć na każde z tych stanowisk, bo choć i Matczak, i Sommer mają swoje ziarna prawdy a pani Bielik-Robson, nawet sama nie widzi jak włazi w buty adwokata diabła, to jednak by dotrzeć do głębi potrzeba nieco więcej refleksji niż każdy z wymienionych autorów.

Matczak i jego adwersarze

Dokonany przez Marcina Matczaka osąd moralny sprawy Epsteina, jego odpowiedź na pytanie skąd zło jest bardzo mocny i dobrze, że taki jest. Matczak otwarcie porównuje wyspę Epsteina do Auschwitz, co w mojej ocenie jest, pomimo różnicy proporcji, uzasadnione. Wszak w obu wypadkach sprawcy uważali się za nadludzi, za jednostki wyjęte spod osądu, uważali bezkarność za przynależną im w sposób niezaprzeczalny. Jednak słusznie autor filmu ,,Wyspa Epsteina- skąd zło?” więcej uwagi poświęcił różnicom niż analogiom, bo dopiero te odkrywają pełnię zgrozy. I tak Matczak stwierdza, że o ile Auschwitz było wynikiem wiary ideologicznych fanatyków w pełne posiadanie jednej, jedynej prawdy, o tyle wyspa Epsteina jest wynikiem odrzucenia przez hedonistycznych degeneratów wiary w istnienie jakiejkolwiek prawdy. Jest to stwierdzenie silnie uargumentowane: o ile w hitlerowskich obozach ludzie cierpieli i umierali z powodu opętania innych ludzi przez zbrodniczą ideologię, o tyle na wyspie Epsteina to samo działo się wyłącznie dla sadystycznej przyjemności ludzi konsumpcjonistycznie podążających tylko za kolejnymi dawkami dopaminy. Matczak dochodzi tą drogą wreszcie do logicznej konkluzji: tak jak Auschwitz było ostatecznym wynikiem, ukoronowaniem oświeceniowego i pozytywistycznego racjonalizmu i utylitaryzmu, tak samo wyspa Epsteina jest ostatecznym ukoronowaniem postmodernistycznego dekonstruktywizmu i relatywizmu. Jak kończy Matczak- ludzie odrzucili pokorę i zasady jako opresję i w zamian dostali wyspę, na której bogaci ubermensche zabawiają się ludźmi jak gadżetami.

W mojej ocenie Matczak nie dotarł do samego jądra problemu, bo zatrzymał się niejako w połowie drogi, co może wynikać z faktu, że nie jest łatwo wyrwać się pewnym dogmatom. Wrócę do tego, niemniej najpierw chciałby skonstatować inną kwestię. Z jednej strony nawet ta mimo wszystko nadal zbyt kunktatorska pozycja intelektualna przyjęta przez Matczaka była dla salonu lewicowo-liberalnego tak odważna, że natychmiast dokonał on frontalnego ataku na wspomnianego prawnika. Oczywiście najbardziej zażarci (jak zwykle w mediach salonowych) byli anonimowi komentatorzy, ale nie zabrakło i głosu podpisanego nazwiskiem, którym to głosem była pani Bielik-Robson. Z drugiej strony ostrożność Matczaka, a ściślej pominięcie przez niego kwestii kulturowo- etnicznych sprowadziło nań atak z zupełnie innej strony- ze strony Tomasza Sommera. Panią Bielik- Robson zajmiemy się w dalszej części artykułu, gdyż stanowi ona wspaniałe lustro salonu w opisanej wyżej sytuacji, na razie zajmijmy się Tomaszem Sommerem.

Dziennikarz ów, człowiek niewątpliwie niemałej erudycji, zarzucił Matczakowi zbytnie komplikowanie sprawy i bardzo prędko (w zasadzie w dwóch zdaniach) przedstawił własne wyjaśnienie. W jego opinii na klasyczne pytanie unde malum można odpowiedzieć nazwą jednej narodowości- sic! W optyce Sommera sprawa jest prosta i jednoznaczna: unde malum? de Judeos! Wedle Sommera Epstein ma być jedynie kolejnym wcieleniem znanej z wcześniejszych wieków postaci żydowskiego handlarza niewolników. Można by przyjąć to wyjaśnienie, gdyby nie to, że jest ono aż zbyt proste. Jeden Epstein nie jest bowiem całym złem. On jest tylko ukoronowaniem pewnego szerszego zjawiska, którego z kolei nie da się wytłumaczyć tylko ,,spiskiem żydowskim” ani ,,charakterem cywilizacyjnym Żydów”, choćby nie wiem jak mocno wierzyć we wszechobecne wpływy tej nacji. Co więcej takie ,,wytłumaczenie” w pewien dziwny sposób koresponduje z głosami salonu lewicowo-liberalnego. Oczywiście nie chodzi o to by ten drugi nagle zaczął widzieć żydowskie zbrodnie: co to to nie… Chodzi tylko o to, że w komentarzach ludzi z tej ,,bańki” atakujących Matczaka motywem bez przerwy przewijającym się jest pewien whataboutism. Ci ludzie bez końca mnożą przykłady na to, że rzeczy podobne do wyspy Epsteina działy się dawniej, zanim w ogóle powstał postmodernizm, itd. itp. Widać tu wyraźną korespondencję, a tymczasem głosy te są wybitnie kulawe argumentacyjnie. Po pierwsze – z powodu skali zjawiska, po drugie – z powodu nieuwzględnienia zmian obyczajowych jakie zachodziły w ciągu owych wieków w różnych społeczeństwach, po trzecie wreszcie – z powodu zawartego w nich potencjału usprawiedliwiania sprawców, do czego doszło: w tekście pani Bielik-Robson. Owa korelacja zachodząca między głosem Sommera a głosami adwersarzy Matczaka z drugiej strony politycznej sceny sprawia, że jestem skłonny do tezy publicysty,,Najwyższego Czasu” podchodzić ostrożnie, nawet jeśli operuje on pojęciami wziętymi od Feliksa Konecznego. Z drugiej strony nie mogę tej tezy całkowicie odrzucić, nawet, pomimo że sam mam tu nieco odmienne stanowisko. Teza autora książki ,,Jedwabne. Historia prawdziwa.” zyskała bowiem właśnie potężnego sojusznika, o czym nie mogę nie wspomnieć i to z pewnym ukontentowaniem.

ONZ popiera Sommera

Ten fragment jest pewną dygresją, stąd próba zwięzłości. Otóż ONZ uznało to co działo się na wyspie Epsteina za zbrodnie przeciw ludzkości. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że aby ONZ przyjęło takie postanowienie musi wcześniej uznać, że dany czyn zbrodniczy miał umocowanie ideologiczne. Za owo umocowanie ideologiczne został uznany min. rasizm. Lewicowe salony zakrzyknęły z oburzeniem, a ja, i myślę, że setki tysięcy jak nie miliony ludzi razem ze mną uśmiechnęły się z niejakim schadenfreude. Dlaczego? Bo wszystkie ofiary Epsteina to były białe dziewczęta, konkretnie głównie Słowianki. Ergo, ONZ przyznał, że rasizm wobec białych istnieje, co więcej może być motywem zbrodni przeciw ludzkości. Co więcej ONZ przyznał, że Żyd też może być rasistą, co więcej może z tego powodu dokonywać zbrodni, albo zbrodnie dokonywane z innych powodów rasizmem usprawiedliwiać. Słowem wreszcie poważne, międzynarodowe gremium odważyło się otwarcie powiedzieć o żydowskim szowinizmie i żydowskiej nienawiści. To budzi pewną nadzieję na to, że wreszcie świat zacznie podchodzić do tej nacji jak do każdego innego Narodu, zamiast z racji jednego historycznego wydarzenia, traktować ich na wzór świętej krowy. Ale to temat osobny. Wróćmy do naszych rozważań.

Bielik-Robson- adwokat kalifornijskiego diabła

Na tle wszystkich ludzi, którzy atakowali Marcina Matczaka za jego film najbardziej obrzydliwie wypadła pani Bielik-Robson stąd warto o niej wspomnieć, choćby po to by było wiadomo, komu nie podawać ręki i nie ustępować miejsca w autobusie. Otóż owa pani w wywiadzie twierdziła jakoby Matczak ,,zazwyczaj był bardziej zniuansowany” (tak jakby w ogóle w sprawie dotyczącej pedofilii dało się nie niuansować jeszcze bardziej niż już to Matczak robił). Dalej pytana o sprawę Epsteina nie zdołała z siebie wykrztusić żadnej, dosłownie żadnej oceny moralnej- co stawia ją w rzędzie ludzi podpisujących się pod filozofią ubermenschów z wyspy. Nie wspominała w ogóle o ofiarach, za to lała łzy rzewne nad ,,skokowym spadkiem zaufania do elit” i wreszcie- co chyba najbardziej szokujące nazwała sprawcę ,,wygodnym kozłem ofiarnym” a usprawiedliwieniem dla takiego nazwania go ma być fakt, że w Iranie, Arabii Saudyjskiej, Korei Płn. czy Rosji jest więcej podobnych i gorszych spraw. I niby to jest fakt, ale chyba ktoś przeoczył, że jakoś żaden z tych krajów nie legitymizuje się jako ,,Ojczyzna Wolności” tak jak to robią Stany Zjednoczone. W tym miejscu mogę przedstawić po krótce swój własny pogląd, a raczej jedynie stwierdzić co w mojej ocenie jest błędem Matczaka.

Matczak-intelektualista arcypolski, albo o chorobie niedomyślenia

Po raz któryś już przychodzi mi twierdzić, że główną chorobą większości polskich inteligentów jest nieumiejętność domyślenia sprawy do końca. Nie inaczej jest u Matczaka.

Jego oskarżenie postmodernizmu jest ze wszech miar słuszne, ale zatrzymanie się na samym tylko postmodernizmie sprawia, że ów wywód etyczny ostatecznie nie odpowiada na zadane w nim pytanie: skąd zło?

Postmodernizm nie wziął się znikąd. Był on dzieckiem znacznie dłuższego procesu rozwoju filozofii, niż to może się wydawać i gdybyśmy chcieli prapoczątki idei stojących u jego źródeł wybadać, to należałoby się cofnąć do… Oświecenia. Ni mniej, ni więcej. To samo oświecenie, które zrodziło Auschwitz, zrodziło i wyspę Epsteina, co Marcin Matczak przyznałby, gdyby nieco więcej zgłębił myśl oświeceniową. W oświeceniu bowiem właśnie pojawia się liberalizm, a razem z nim libertynizm. Liberalizm stał się bazą ideologiczną dla kapitalizmu, libertynizm zaś dzielnie wywalczał sobie przestrzeń akceptacji służąc z zapałem sprawie zwiększania konsumpcji. Postmodernizm zaś jedynie dał temu ostatniemu pole do popisu. Odrzucając bowiem oświeceniowy racjonalizm i utylitaryzm, jednocześnie zachował on sobie liberalizm jako centrum swojej filozofii. Zwłaszcza antropologia postmodernistyczna jest niczym innym jak konsekwentnym pociągnięciem projektu liberalnego w dziedzinie filozofii. Czymże bowiem, jeżeli nie konsekwentnym rozwinięciem liberalizmu jest twierdzenie o braku obiektywnej prawdy i wyłącznie subiektywnym charakterze poznania? Jest to przekształcenie człowieka w monadę, a stąd prosta droga do uczynienia centrum życia dążenia do dopaminy. A właśnie to stało za zbrodniami bywalców wyspy Epsteina. Problem w tym, że Matczak jako deklaratywny liberał musiałby przy takiej konstatacji napluć na system aksjologiczny na którym zbudował znaczną część własnego. Jednakże to już jest jego problem.

Dla mnie sprawa jest prosta. Jeżeli by ktoś mnie zapytał, czy pierwowzorem Epsteina jest Simone de Beauvoir, zwabiająca własne uczennice do starego oblecha Jean Paul-Sartra, czy może raczej Donatien Alphonse Francois markiz de Sade, od którego nazwiska bierze się sadyzm, to odpowiem, że ten drugi. Z tą tylko różnicą, że w owym XVIII wieku, w którym libertynizm się zrodził wspomniany markiz, będący jego największym promotorem, był więziony i omal nie zgilotynowany za cząstkę tego co robił Epstein, o czym de Sade głównie pisał. Współcześnie zaś, dzięki ,,zdobyczom” liberalizmu i kapitalizmu dużo gorsi od XVIII wiecznego arystokraty zboczeńcy latami unikali jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Tak więc odpowiadając Matczakowi: unde malum? Z liberalizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *