Jerzy Frodsom - We mgle wojny

Silne instytucje, silna armia, silne państwo. Od wieków w taki sposób “prawica” postrzegała
kwestie państwowe. Niepodległość, suwerenność, czy też podmiotowość to wartości, których
obrona w sposób oczywisty związana jest z siłą organizmu państwowego oraz jego
zdolnością do stosowania aparatu przemocy tak do wewnątrz (policja), jak i na zewnątrz
(armia). Mimo tego, że do tego poglądu nie przychylą się osoby o poglądach skrajnie
progresywnych lub anarchistycznych, to jednak są one współdzielone przez większość
obywateli Polski. Dziś jednak stoimy w obliczu pewnej zmiany w tym względzie. Odwieczne
fundamenty odporności naszego państwa są podmywane, a my zaczynamy przegrywać wojnę
informacyjną. Tracimy z oczu wskazania kompasu moralnego i gubimy się we mgle wojny…

Od czasu wybuchu wojny na Ukrainie mamy do czynienia z intensyfikacją wojny
cybernetycznej. Z roku na rok gen. Molenda opowiada o wzroście ataków na naszą
infrastrukturę i tysiącach odpartych cyberataków. Popularne “fake-newsy” zaczynają być
istną plagą, która w dobie upowszechniania się tanich narzędzi sztucznej inteligencji ma
idealne warunki do rozwoju. Do tego wszystkiego dochodzi nieudolność rządu Tuska, który
wykorzystuje każdą możliwą okazję do popełnienia błędu w przestrzeni informacyjnej, co
jest natychmiast wykorzystywane przez wszechobecne w sieci boty i trole żywiące się
wszelkimi nieścisłościami, półprawdami i uproszczeniami. Warunki, które prowadzą do
erozji naszego państwa w sferze informacyjnej nie są niczym niespodziewanym ani
zaskakującym. Od 2000 roku w doktrynie wojennej Federacji Rosyjskiej możemy znaleźć
zapisy dotyczące działań w sferze informacyjnej. W ujęciu resortu obrony FR „wojna
informacyjna” to walka mająca na celu uszkodzenie systemów informacyjnych, destabilizację
struktur politycznych, społecznych i ekonomicznych przeciwnika oraz masową obróbkę
psychologiczną ludności i personelu, aby zdezorientować, zdemoralizować i rozbić spójność
społeczną. W sferze ideologicznej celem jest rozmycie podstaw tożsamości narodowej i
poznawczej, zasianie chaosu w świadomości i podważenie zaufania do instytucji, co ma
ułatwić wymuszanie decyzji korzystnych dla Moskwy. Dążenie do „dominacji
informacyjnej” obejmuje zarówno obronę własnej infosfery, jak i aktywne oddziaływanie na
społeczeństwa i elity państw przeciwnych.

W takich warunkach należy nieustannie wracać do niezmiennych fundamentów. Do
kamieni węgielnych, na których budujemy na co dzień gmach swojej prywatnej hierarchii
wartości. Nacjonaliści swój aksjologiczny gmach (w sferze wartości ziemskich) stawiają na
pierwszej wartości, jaką jest naród. Zbiorowość połączona sztafetą pokoleń, wspólnym
językiem, kulturą oraz współdzielonym doświadczeniem. Podstawowym narzędziem
realizacji interesów tej zbiorowości jest państwo. Jako narzędzie realizacji woli narodu
państwo jest instytucją o doniosłym znaczeniu dla zbiorowości. Jako naród mamy tę
negatywną cechę, że lubujemy się w malkontenctwie, narzekaniu i postrzeganiu
rzeczywistości w czarnych barwach. Dodatkowo jako szeroko pojęta “prawica” mamy tę
przywarę, że od lat patrzymy na działania państwa z perspektywy “reformatorskiej” lub
nawet “rewolucyjnej” ze względu na sposób prowadzenia naszej Ojczyzny. To połączenie
cech, choć w czasach pokoju może pełnić pozytywną rolę wywierając presję na politykach do
działań zgodnych z interesem narodowym, to w czasach wojennych może być skutecznie
wykorzystane przeciwko nam samym.

W warunkach wojennych (a także przedwojennych przygotowujących społeczny
grunt pod przyszłą operację militarną) należy oczekiwać, że adwersarz będzie stosował
wzmożony wysiłek w celu destabilizacji wewnętrznej sytuacji politycznej. Należy
oczekiwać, że każde kłamstwo z ust naszych polityków będzie nagłośnione z potężną siłą.
Zaufanie do rządu, instytucji państwowych, policji czy wojska będzie redukowane. Każdy
urząd w państwie będzie malowany w jak najbardziej opresyjnych barwach. Każdy lęk
występujący powszechnie w narodzie będzie w nagłówkach gazet i na językach
internetowych troli oraz botów. Każda różnica polityczna między grupami interesu będzie
podsycana, a każda kość niezgody będzie urastała do rangi powodu do wszczęcia wojny
domowej.

W końcu, kto zaciągnie się do armii w godzinie “W”, jeśli będziemy tylko “mięsem
armatnim dla anglosasów w wojnie proxy”? Kto zaufa policjantowi, który ukraińskich
bandytów wypuszcza, a Polaków zamyka jak w sprawie Owsiaka? Kto posłucha lekarza, jak
konowały kazały nam się szprycować? Kto pójdzie walczyć “za Tuska”? Kto będzie
ochotnikiem w wojsku dla państwa, które zabiera nam tak dużo pieniędzy przez ZUS? Kto
będzie walczył za kraj, w którym kolejki do lekarzy są takie długie…

Powyższy akapit mógłby zostać rozwinięty do kilku stron i nadal nie wyczerpałby
wszystkich możliwych argumentów. W tym miejscu należy jednak zwrócić uwagę na to, jak
daleko są te zdania od naszych poglądów. Niezależnie od tego, czy mówimy o sobie jako
“patrioci”, “narodowcy”, czy “nacjonaliści” – mamy obowiązki polskie! Żyjemy w naszej
Ojczyźnie, która jest niedoskonała, ma cały szereg wad, nieudaczników u władzy i
zaczynamy w zgniliźnie moralnej gonić kraje Zachodu. Kupiecka postawa nigdy jednak nie
była naszą postawą. To inna przestrzeń aksjologiczna – my nie kupczymy z Ojczyzną. My
pracujemy dla dobra narodu w sposób bezinteresowny. Pragniemy budować silne państwo,
które będzie poważane w świecie i będzie regionalnym liderem. Chcemy osobistymi
wysiłkami pracować na suwerenność i niepodległość Polski, aby kolejne pokolenia, którym
oddamy nasz kraj mogły skutecznie się bogacić i żyć w dobrobycie.

We mgle wojny, gdy docierają do nas informacje niejasne i natychmiast narracje są
narzucane przez siły, które wypowiadają się w tonie z akapitu opisującego wątpliwości
defetystów, nie możemy pozwolić sobie na luksus ich kontemplacji. Nie możemy zadawać
pytań i dyskutować z nimi. Nie jest to bowiem wewnętrzna demokratyczna dyskusja. Jest to
wrogie działanie zbrojne w naszej infosferze. Musimy pamiętać, że “pierwszą ofiarą wojny
jest prawda” i nie możemy pozwolić sobie na luksus błądzenia we mgle wojny, biegając za
błędnymi ogniami. Jeśli chcemy pozostać wierni swoim ideałom, hierarchii wartości, którą
współdzieliliśmy w czasach pokoju, to musimy z uporem maniaka spoglądać na swój kompas
moralny i przeć w stronę wroga pomimo wszystkich ułud, którymi próbuje nas mamić na
manowce. Musimy przyjąć postawę zbrojną w infosferze i z pełną siłą odpierać wrogi napór
w infosferze. Dziś wszyscy jesteśmy cyberżołnierzami i od naszego zachowania w sieci
zależy, jaką Polskę zostawimy potomkom – i czy w ogóle…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *