Gdybym miał opisać za pomocą jednego rzeczonika dominującą cechę polskiego życia politycznego w okresie ostatnich trzydziestu lat to tym słowem byłoby warcholstwo. Warcholstwo obecne wśród polityków na równi z ich elektoratem i u elektoratu na równi ze szczytami elit politycznych każdej barwy. Termin ten jest dość stary- pojawił się w oświeceniu dla krytyki postaw szlachty sarmackiej. Ale samo zjawisko jest jeszcze starsze i wielokroć miewało dla naszego kraju skutki jak najstraszniejsze. Nim przejdę do omówienia tego smutnego fenomenu pragnę tu zaznaczyć, że wspomnianego terminu używam tu w znaczeniu pierwotnym i ścisłym- a więc warcholstwo jako połączona z chorobliwą kłótliwością i maniakalną megalomanią skłonnośc do prywaty i przedkładania dobra własnego ponad publiczne.
Ta cecha towarzyszy nam w naszych dziejach od dawna i ma setki wcieleń niekiedy wybitnie pokracznych. To nic innego jak właśnie powszechne warcholstwo i co gorsza szeroka akceptacja dla niego sprawia, że nieomal każdy najgorszy zdrajca w naszych dziejach uważał się za patriotę, ba często wręcz najlepszego patriotę, jedynie, samotnie rozumiejącego prawdziwy interes kraju. To samo zjawisko stoi za prześladującym nas także od dość długiego czasu ,,kombatantyzmem”- przekonaniem, że stanowiska i związane z nimi profity są po to by nagradzać ,,zasłużonych”, a nie po to by być obsadzanym przez ludzi kompetentnych i skutecznie służyć społeczeństwu. To samo zjawisko stoi także za ciągłą polaryzacją sceny politycznej, za grą trumnami, za wycieraniem sobie gąb postaciami historycznymi, za braniem historii i pamięci narodowej na zakładniczkę ideologii partyjnych, et caetera, można by tu wymieniać długo. Je jednak chcę skupić się na innej rzeczy- kiedy to się zaczęło, od kiedy Polska mierzy się z tą zmorą?
Nauczanie szkolne przyzwyczaiło nas do utożsamiania warcholstwa z sarmacją i ma to swoje podstawy. Zapewne większości z czytelników warchoł w pierwszej kolejności kojarzyć się będzie np. z Franciszkiem Ksawerym Branickim, albo wcześniejszym odeń o stulecie Bogusławem Radziwiłem jednak to są dopiero koncentraty warcholstwa zsączone z wieków podobnych postaw już wcześniej. A warchołowie wieków późniejszych to osobna jeszcze sprawa. Jak napisałem w refrenie- akty szkodliwego i często wręcz zdradzieckiego warcholstwa są smutnym refrenem naszych dziejów. Aby to sobie unaocznić uczyńmy mały wykład egzemplaryczny- exempla znajdziemy już w pierwszych wiekach naszego państwa.
Warcholstwo w średniowieczu
Nie będzie wielką przesadą z mej strony, gdy napiszę że pierwszą figurą rodzimego warcholstwa jest Bezprym. Ów władca, wykreślany uparcie z większości pocztów królów i książąt polski w ramach damnatio memoriae był księciem w latach 1031-1032. Wiemy że,jak podaje Rocznik Hidelshaimski, został on zamordowany, z powodu najstraszniejszej srogości swojego tyraństwa, ale i nie bez knowań braci. Dlaczego jednak uważam go za pierwszą figurę warcholstwa. Wcale nie z powodu tego jak rządził, z reszta trudno jest wyrokować na postawie ledwie roku rządów. Chodzi o to jak doszedł do władzy. Gdy jego młodszy brat- król Mieszko II, bronił kraju przed najazdem cesarza niemieckiego Konrada II, Bezprym sprzymierzył się z książętami ruskimi i wkroczył do kraju pozbawiając brata korony przy wsparciu Rusinów. Część ludności przypuszczalnie poparła uzurpatora. Istnieją hipotezy, że mogło się do tego przyczynić rzekome wykorzystanie przez Bezpryma retoryki antykościelnej, nie wydaje się to jednak prawdopodobne, gdyż kłóci się z chronologią wydarzeń- młodszy syn Chrobrego nie mógł stać na czele reakcji pogańskiej, gdyż jej szczyt przypada dopiero na rok 1038. Mógł jednak odwoływac się do tradycji- to on był wszak starszym synem. Pokazuje to jednak zupełny brak poczucia odpowiedzialności z los państwa- po nieszczęsnej wyprawie czeskiej Chrobrego Bezprym był kastratem. Z tej racji nie mógł mieć potomostwa, co w oczywisty sposób zagrażało ciągłości dynastii, a tym samym w ówczesnych warunkach również i państwa. Synem Chrobrego kierowała więc wyłącznie rządza władzy, a w imię jej utrzymania gotów był do czynów najpodlejszych- zdrady własnego brata, sprowadzenia na kraj najazdu ruskiego, wreszcie oddania insygniów koronacyjnych Niemcom- korona królewska nie wróciła do Polski do czasów Bolesława Śmiałego. Mamy więc w jednym ambicję, megalomanię, skłonność do chorobliwej rywalizacji i przedkładanie prywaty ponad dobro publiczne. Słowem warcholstwo w pełnej krasie. Trudno się dziwić rzuconemu na Bezpryma damnatio memoriae.
Każdy kto interesuje się tematyką rozbicia dzielnicowego wie na pewno o tym czym była zbrodnia gąsawska. To tragiczne wydarzenie jesto doskonałą okazją by przypomnieć kolejnego warchoła- Świętopełka II z Sobiesławiców, ksiącia gdańskiego. To właśnie on stał za zdradzieckim zamordowaniem Leszka Białego w roku 1227. Musimy zaś pamiętać, że właśnie książę Leszek Biały był de facto ostatnim księciem zwierzchni, którego władze uznawali wszyscy pozostali książęta dzielnicowi. Swą osobą stanowił on ostatni gwarant szczątkowej bodaj jedności państwa. Jednak Świętopełk pragnął władzy, bogactw i zaszczytów dla siebie i swojego rodu. Drogą do tego miało być całkowite uniezależnienie się Pomorza Gdańskiego poprzez odrzucenie przez Sobiesławiców zwierzchności Piastów. Aby tego dokonać Świętopełk zamordował więc księcia Leszka Białego.
Drugim równie bijącym w oczy przykładem warchoła średniowiecznego jest chyba Sędziwój Zaremba z Jarocina. Ów możnowładca regularnie utrudniał Przemysłowi II jego próby zjednoczenia kraju, min. podnosząc bunt przeciw niemy w roku 1284. Jednak nie to czyni go szczególnym przykładem człowieka opętanego chęcią własnej korzyści wbrew interesom Ojczyzny. Bowiem wedle wszelkich prawdopodobieństw to właśnie on dwanaście lat później dopomógł Branderburczykom zamordować księcia w Rogożnie. Potem dla ocalenia skóry poparł Władysława Łokietka, jednak tylko po to by zdradzić go i w zamian za kolaboracje z Czechami, a ściślej Wacławem II utrzymać dla siebie stanowisko wojewody poznańskiego.
Co oprócz jawnej zdrady kraju łączy Bezpryma, Świętopełka II z Sobiesławiców i Sędziwoja Zarembe? Otóż każdy miał doskonałe, pseudomoralne wyjaśnienie dla swych uczynków. Każdy legitymizował się przed innymi i przed samym sobą pobudkami ,,szlachetnymi”. Bezprymowi przyświecać miało umiłowanie tradycji przodków, ochrona jej. Świętopełk II z Sobiesławiców uważał, że rozrywając do reszty kraj, dba o swoich poddanych, zapewne również i tłumaczył sobie swe łajdactwa potrzebą ,,wielkości rodu”. Sędziwój Zaremba uważał, że utrzymując się na stołku wojewody poznańskiego także dba o poddanych. Jednym słowem każdy miał jakieś ,,szlachetne” wytłumaczenie. A to z kolei przedziwnie łączy ich z warchołami epoki sarmackiej i współczesności.
,,Złota wolność” warchołów- czyli o zdradzie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów
Nie bez powodu exempla średniowieczne zakończyłem wykazaniem ich wspólnej cechy w postaci pseudomoralnych uzasadnień. Podobnie rzecz będzie się przedstawiać w epocę najbardziej kojarzonej z warcholstwem, z tym że tam owa racjonalizacja dojdzie już ad absurdum. Najgorsi bowiem zdrajcy będą swe zdrady przedstawiać jako czyny (sic!) patriotyczne.
I tak Zebrzydowski, przywódca rokoszu przeciw Zygmuntowi III Wazie oczywiście uzasadniał swoje warcholenie obroną ,,złotej wolności szlacheckiej” i koniecznością powstrzymania króla przed zakusami ,,absolutum dominium”, co oczywiście miało świadczyć o patriotyzmie uczestników rokoszu, bo przecież chronili oni ,,najlepszy ustrój na świecie”. Ale to nic przy Januszu Radziwile.
Ten człowiek, będący dziś dla nas synonimem zdrady narodowej, sam uważał się za patriotę pod każdym względem i to nawet wówczas, gdy uznawał Karola Gustawa za swojego króla i gdy próbował wykroić z Rzeczpospolitej państwo dla siebie. Skąd to przekonanie? Otóż jako Litwin, uważał on że ma prawo wypowiedzieć posłuszeństwo polskiemu królowi i Litwę związać z tym, z kim akurat ,,Litwie” (czyli jemu) jest dogodniej. Poddanie się Szwedom traktował on jako konieczną ,,zmianę sojuszy” wobec zagrożenia rosyjskiego. Ta pokrętna logika pozwalała mu uważać się za patriotę nawet wówczas, gdy kazał strzelać do rodaków. Widać tu logikę najzupełnej zbieżną z logiką takich ludzi jak Gomułka czy Jaruzelski. Obecność wroga pozwala na usprawiedliwienie zdrady Narodu w imię rzekomego ,,ocalania go” przed potencjalnym ,,jeszcze gorszym losem”, nawet jeżeli owa potencjalność jest co najwyżej hipotetyczna.
Na koniec warto dodać Jerzego Lubomirskiego. Choć nie był on zdrajcą na miarę Radziwiła to jednak jako przywódca zupełnie nieuzasadnionego rokoszu był niewątpliwie warchołem. Jednak prócz chęci ,,ochrony złotej wolności” przyświecała mu jeszcze jedna idea- kombatantyzm. Jego otoczenie stanowiła grupa niezadowolonych ze swojej pozycji społecznej szlacheckich kombatantów walk ze Szwedami i innymi wrogami kraju z lat wcześniejszych. Wywołana przez Lubomirskiego wojna domowa z lat 1665-1666, w którym dawni weterani wycinali się wzajemnie z gorliwością godną lepszej sprawy wynikała w znacznym stopniu z niespełnienia ambicji części z nich w podnoszącym się z gruzów państwie. Widać tu jako żywo analogię do późniejszych o dwa i pół wieku piłsudczyków szykujących zamach majowy. Jak widać mutacje warcholstwa nie ustają.
Warchołów nie brakowało i później, ale spróbujmy teraz przyjrzeć się współczesności, nie zapominając o tym jak bardzo warcholstwo ,,naumiało się” maskować wszelkimi szlachetnymi pobudkami, włącznie nawet z patriotyzmem.
Warchoły dzisiaj
Współcześnie określenie ,,warchoł” zrobiło się w ustach demoliberalnego salonu czymś analogicznym do określenia ,,faszysta”. Określają nim oni każdego kto nie przystaję do ich poglądów. Ale nie dajmy się zwieść- nie po to zdefiniowałem warchoła na początku artykułu, żeby dawać się manipulować jakiemuś lewactwu. Bo to właśnie wśród przedstawicieli salonu demoliberalnego (ale i patoliberalnej ,,alternatywy”) najwięcej jest ich dziś.
Jeżeli bowiem przywódca lewicy Włodzimierz Czarzasty po wejściu do rządu w roku 2023 oświadczył wyborcom otwartym tekstem, że razem z partią szli do wyborów ,,żeby mieć władze”- to czy może być to lepszy obraz warchoła.
Jeżeli reakcją Tuska na zwycięstwo Nawrockiego w wyborach prezydenckich jest stwierdzenie, że tu cytat ,,my i tak będziemy robić co chcemy, czy się prezydent będzie zgadzał czy nie”- to kim w tym momencie jest premier jeśli nie warchołem?
Z drugiej strony jak nazwać postępowanie Sławomira Mentzena mówiącego, że ,,nie wyklucza żadnego wariantu koalicyjnego”?
To są realne akty warcholstwa.
I nie ma tu znaczenia ile pseudoszlachetnych wytłumaczeń znajdą dla nich ich autorzy. Tak jak nie ma to znaczenia w wypadku Bezpryma, Sędziwoja Zaremby, Janusza Radziwiła czy Franciszka Ksawerego Branickiego.
Jedyne nad czym można tu się zadumać, to fakt tego jak bardzo warcholstwo pozostaje refrenem naszych niełatwych dziejów.
Ale jest nadzieja.
Wiemy co stało się z Bezprymem, co stało się z Januszem Radziwiłem, et caetera…
,,W końcu zwycięża Chrystus Judasza!”
Z tym promieniem nadzieii pozostawiam czytelników.