Małgorzata Jarosz - „Tylko tym się żyje, za co się umiera”, czyli recenzja książki „Kraków cywilizacjonistów 2055”

Nie ma chyba człowieka, który przynajmniej raz nie podjąłby refleksji nad przyszłością, jaka go czeka. Część z nas zazdrości być może przyszłym pokoleniom, którym dane będzie korzystać z bardziej zaawansowanych osiągnięć nauki. Jako osoby zaangażowane politycznie i społecznie najczęściej głowimy się chyba jednak nad przyszłością Polski i świata. Zadajemy sobie pytania, czym jeszcze mogą zaskoczyć nas tak zwani postępowcy. Czy dożyjemy czasów, w których chrześcijaństwo na nowo zepchnięte zostanie do katakumb, a w życiu społecznym jedyną słuszną ideologią będzie ideologia gender. Co będzie dalej z naszą tożsamością? Czy globalizacja zada ostateczny cios państwom narodowym? Na te i inne pytania odpowiedzi próbuje udzielić Paweł Słomiak w powieści science-fiction „Kraków cywilizacjonistów 2055”.

„Nie ma już biologii, nie ma wiary moich ojców, nawet rodziny już nie ma”- krótki fragment wypowiedzi głównego bohatera idealnie opisuje świat przedstawiony przez Pawła Słomiaka.

Akcja książki toczy się w 2055 roku, kiedy to w przededniu wyborów na pierwszego w historii prezydenta Ziemi naukowcy dokonują sensacyjnego odkrycia – w jednej z tatrzańskich jaskiń znajdują zahibernowanego człowieka. Tajemniczym przybyszem z przeszłości okazuje się być Włodzimierz Podgórski, żołnierz z czasów II Wojny Światowej.

Postać hibernatora powoduje, że oczy całego świata zwrócone są na Polskę. Na nasz kraj zazdrosnym okiem spoglądają przede wszystkim Stany Zjednoczone, które za wszelką cenę próbują nakłonić Podgórskiego do podróży za ocean. Podgórski nie jest co prawda człowiekiem pozbawionym wad, a odbyta spowiedź wyjawiła na światło dzienne jego liczne grzechy. Mimo to jako żołnierz jest on jednak polskim patriotą, człowiekiem honoru, a przede wszystkim synonimem normalności.

Świat, w którym obudził się hibernator nie przypomina już w niczym świata, który pamiętał, ani nawet świata nam współczesnego. Stał się on swego rodzaju globalną wioską, co zaowocowało między innymi wyborami na prezydenta Ziemi. Swoje triumfy świętuje również posunięta do granic absurdu laicyzacja. Przykładowo, w szpitalu, w którym wybudzony został Podgórski nie ma już kaplicy, jest jedynie Izba Tolerancji, czyli miejsce, gdzie można oddać się medytacji. Jedynym emblematem religijnym, który można było tam znaleźć być czakram z tęczą w tle, znak religii Ziemi. Bezwzględnie zakazany stał się natomiast publiczny znak krzyża. Niestosowanie się do zakazu groziło nie tylko zwolnieniem z pracy, ale również skierowaniem na test z tolerancji i demokracji. Oblanie testu mogło pociągać za sobą nawet odebranie dzieci i przekazanie ich „parze otwartej”. „Krzyż to poświęcenie, dziś to nie jest modne”- tłumaczy Podgórskiemu spowiednik, który w ramach wyjątku mógł pojawić się w szpitalu.

Powszechne stało się ponadto organizowanie konkursów „Bądź dumnym Judaszem”, które polegają na donoszeniu na osoby oddające się praktykom „rodem ze średniowiecza”. Potwierdzony przypadek nagradzany jest równowartością miesięcznej pensji oraz szansą na zdobycie nagrody wręczanej podczas gali Człowieka Czynu, której organizatorami są największe „demokratyczne” media’.

Jeden z kandydatów na prezydenta Ziemi postuluje nawet wprowadzenie Systemu Zaufania Społecznego. System ten polegałby na przyznaniu każdemu obywatelowi po 1000 punktów, które będzie mógł on powiększać lub pomniejszać. Dodatkowe punkty można uzyskać np. poprzez działalność charytatywną czy pomoc rodzinie. Obierane są one za mandat drogowy, rozpowszechnianie fakenewsów, ale też za mowę nienawiści i faszyzujące poglądy. Osoby posiadające mniej niż 600 punktów narażone będą na to, że ich twarz wyświetlana będzie na billboardach. Nie będą mogły one ponadto latać samolotem, czy otrzymać kredytu.

Innym symbolem nowego świata jest tak zwany infantylizm, nowa choroba cywilizacyjna, będąca wynikiem możliwości zaprojektowania inteligencji dziecka. Zbyt duża ilość dzieci inteligentnych powodowała, że miały one problem z doborem odpowiedniej szkoły czy pracy. Zaczęły ponadto domagać się przywilejów godnych swojego potencjału. Brak możliwości osiągnięcia wygórowanych celów, skutkował mentalnym zatrzymaniem się. W efekcie podjęto decyzję, że projektowanie inteligencji możliwe będzie tylko za specjalną dopłatą, darmowa była jedynie możliwość zaprojektowania wyglądu i płci.

Jak nietrudno się domyślić, system edukacji i kanon lektur nie jest już taki sam, jak kiedyś. Kiedy hibernator dziwi się, dlaczego w szpitalnej bibliotece nie ma ani jednej książki autorstwa Sienkiewicza, słyszy, że książki fanatyków miałyby źle wpływać na psychikę.

Widok mężczyzny w sukience na ulicy nie jest już niczym nadzwyczajnym. W niemal wszystkich dyscyplinach sportowych zobaczyć można zawodniczki, które identyfikują się jako mężczyźni. Wyjątek stanowi jedynie piłka nożna, ponieważ obawiano się reakcji kibiców.

Relacje damsko-męskie również uległy zmianie. Przykładowo, grzecznościowe pocałowanie kobiety w rękę utożsamiane jest z napastowaniem, a obdarowanie jej kwiatami pociąga za sobą oskarżenie o… zabijanie roślin. Co więcej, ludzie nie używają już zwrotów typu „Pan” lub „Pani”, zamiast tego używa się jedynie określenia „postać”.

Jak widać, świat opisany przez Słomiaka jest jedynie rozwinięciem elementów obecnych już w naszych czasach. Już teraz próbuje się wmówić nam, że religia jest sprawą prywatną, a płeć biologiczna nie jest tożsama z płcią kulturową. Zdobyczne demokracji nie uczyniły jednak świata lepszym. Bohaterowie książki dysponują, co prawda nowinkami technicznymi, o których możemy tylko pomarzyć. Przykładowo, w świecie opisanym przez Słomiaka nikt nie musi uczyć się już języków obcych, ponieważ każdy może posługiwać się tak zwanym multitłumaczem, urządzeniem umożliwiającym zrozumienie rozmówcy. Nawet sceptyczny wobec zastanej rzeczywistości hibernator chwali rozwój medycyny i wyznaje, że cieszy go fakt, że ludzie nie umierają już masowo na gruźlicę czy zapalenie płuc.

Mimo to ludzie żyjący w 2055 roku nie są szczęśliwi. Wręcz przeciwnie, liberalizm uczynił ich zimnymi i uciekającymi od wszelkiej odpowiedzialności. Aborcja i eutanazja nawet w Polsce są już na porządku dziennym. Ludzie nie chcą już okazywać sobie czułości, ponieważ obawiają się, że uznane będzie to za konserwatyzm i brak szacunku wobec osób aseksualnych. By utrzymać demografię, państwa zachodnie finansują banki spermy i coparenting (współrodzicielstwo dwojga obcych sobie ludzi). Posiadanie dziecka wiąże się jednak z koniecznością uiszczenia taksy klimatycznej jako rekompensaty za produkowany przez dziecko dwutlenek węgla.

„Kraków cywilizacjonistów 2055” z pewnością nie ma jednak na celu obudzenia w nas ducha pesymizmu. Wręcz przeciwnie, jest to zachęta do buntu i walki o normalność. Hibernator stanowi tu symbol postawy, którą powinien przyjmować każdy nacjonalista. Podgórski przyznaje, że nie ma zamiaru walczyć o państwo świeckie, ponieważ kiedyś z takim państwem walczył, tyle że wtedy nazywało się ono sowieckie. Nie oznacza to jednak, że nie utożsamia się z pojęciami takimi jak „tolerancja, wyzwolenie, wolność”, jednak rozumie je zupełnie inaczej niż liberałowie. Podkreśla, że to właśnie on walczył z prawdziwymi totalistami, z bolszewikami i Niemcami. „Jak Boga kocham, nie pozwolę pluć naprawdę ani na moich przyjaciół z armii”- deklaruje.

Paweł Słomiak w genialny sposób opisuje „gniew ulicy” i ducha buntu, który zrodził się u tytułowych cywilizacjonistów, zwolenników hibernatora i wyznawanych przez niego wartości. Postać Podgórskiego wchodzi nawet do popkultury. Wśród młodzieży rodzi się swego rodzaju moda na interesowanie się II Wojną Światową. Produkowane są również również koszulki z cytatami hibernatora. Szczególnie popularne były: „Chciałbym mieć normalną rodzinę, jak każdy – żonę i dzieci” oraz „Wróciłem do życia dzięki Bogu”.

Książkę „Kraków cywilizacjonistów 2055” śmiało polecić można każdemu, komu bliska jest walka o normalność, bez względu na wiek czy wykształcenie. Powieść napisana została prostym i przejrzystym językiem. Pomimo tego, że zaliczyć należy ją do gatunku science-fiction, nie znajdziemy tu żadnej skomplikowanej terminologii z dziedziny nauk przyrodniczych.

Uważam, że świat przedstawiony w powieści Pawła Słomiaka powinien być dla nas jednocześnie przestrogą, ale też swego rodzaju „pokrzepieniem serc” i wezwaniem do zjednoczenia się przeciwko złu, które nam zagraża’. „Posługuję się prawdą, ponieważ ona wyzwala”- niech słowa Włodzimierza Podgórskiego staną się naszym mottem.

Komentarze do "„Tylko tym się żyje, za co się umiera”, czyli recenzja książki „Kraków cywilizacjonistów 2055”"

  1. Czołem
    Fajna recenzja, książka wydaje sie ciekawa.
    Fajnie, że pojawia się też coś z kultury. Nie można jej oddawać lewakom.
    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *