Kacper Słomka - Słowiańskość, łacińskość, katolicyzm- albo rozważania o naturze polskości

Wśród rożnorakich konceptów polskości, a także stereotypów, wyobrażeń, wreszcie co chyba najistotniejsze teorii historiozoficznych trzy zdają się najbardziej żywotne w obiegu intelektualnym szeroko pojętych kręgów nacjonalistycznych. Pierwszym z nich jest konstrukt słowiańskości- oparty w głównej mierze na teoriach etnogenetycznyc i językoznawczych, w mniejszym zaś zakresie na kwestiach kulturowych, czy tym bardziej aksjologicznych, zwłaszcza gdy uwzględnimy fakt zaliczania do Słowian narodów o zupełnie odmiennym od typowego dla polskiej kultury zestawie wartości. Drugim jest wywiedziona z nauk Feliksa Konecznego koncepcja łacińskości, czy też przynależności do cywilizacji łacińskiej. Ta koncepcja z kolei opiera się w głównej mierze właśnie na aksjologii, zwłaszcza że sam Feliks Koneczny swą teorie cywilizacji tworzył głównie w oparciu o swoje wcześniejsze rozważania etyczne- min. teorie pięciomianu, czy teorie generaliów. Trzecim zaś konstruktem wyobrażeniowym jest stereotyp Polaka-katolika. Stereotyp ten jest z kolei wynikiem takich a nie innych doświadczeń dziejowych Narodu zwłaszcza okresie zaborów, a rejonami gdzie funkcjonuje on najżywiej pozostają tereny poddawane na przestrzeni dziejów germanizacji- zwłaszcza Śląsk i Wielkoposka. Utrwaliło się w tych rejonach myślenie kategoriami Polak-katolik, protestant-Niemiec i właśnie owo zlanie się dychotomii narodowościowych z religijnymi utrwaliło zwłaszcza w tych rejonach ów stereotyp. Prowadząc jakiekolwiek rozważania nad naturą naszej tożsamości narodowej, a także nad ewentualnymi pokrewieństwami między naszym narodem a innymi nacjami Europy należy mieć na uwadzę każdy z tych trzech konceptów, jednakże powinniśmy niejako ustalić wagę każdego z nich, wyraźnie powiedzieć sobie co jest bardziej co mniej istotne, co bardziej co mniej zaś realne. Rozważaniom nad tymi kwestiami, oczywiście w daleko idącym skrócie, pragnę poświęcić poniższy artykuł.

Słowiańszczyzna- albo o fiksacjach etnogenetycznych słów kilka

Pierwsze co trzeba zaznaczyć na wstępie jakichkolwiek rozważań dotyczących szeroko pojętej Słowiańszczyzny to fakt, iż etnogeneza narodów słowiańskich jest daleko bardziej skomplikowana niż się to wydaje różnej maści fanatykom. Przede wszystkim od dawna żaden poważny badacz nie podważa tezy allochtonicznej. Trzymanie się tezy autochtonicznej, mówiącej jakoby Słowianie byli na ziemiach obecnie zajmowanych ,,od zawsze” na ten moment jest już domeną li tylko pseudonaukowców takich jak Janusz Bieszk czy Lew Sylenko. Autorzy ci zresztą najczęściej pomijają zupełnie w swoich rozważaniach ustalenia naukowe tak ważnych znawców Słowiańszczyzny jak Janusz Piontek, Włodzimierz Pawluczuk, czy nawet Lew Gumilow. Dla uczciwych historyków jasnym jest, że Słowianie przybyli na obecnie zajmowane ziemie około V wieku, a ich pierwotną ojczyzną były tereny Kaukazu tudzież Kubania. Wcześniej tereny dziś zamieszkiwane przez narody słowiańskie były terytorium zajmowanym przez plemiona pochodzenia już to germańskiego (vide Lugiowie, przez Sienkiewicza błędnie zwani Ligami) już to celtyckiego (vide kultura łużycka), już to do dzisiaj nieustalonego- najlepszym przykładem tego ostatniego mogą być Wenedowie czy Sarmaci. Oczywiście oba te wspomniane przeze mnie ludy były wymieniane jako przodkowie dzisiejszych Polaków, pierwszy z nich bywał często utożsamiany ze Słowianami, widać to często w literaturze pięknej (vide ,,Lilla Veneda” J. Słowackiego) niemniej z perspektywy czysto naukowej brak jest jednoznacznych dowodów na słowiańskość Wenedów (nieliczne zachowane świadectwa językowe świadczą raczej o korzeniach italo-celtyckich), co do Sarmatów zaś ich etnogeneza pozostaje już w ogóle całkowitą zagadką i obiektem wielu wzajemnie się wykluczających hipotez. Niezależnie jednak od pochodzenia owych ludów należy zadać sobie pytanie co się z nimi stało, wraz z przybyciem Słowian? Otóż, romantyczna wizja całkowitego upadku, wytępienia czy tez wypędzenia, pielęgnowana z uporem godnym lepszej sprawy przez kilka pokoleń, została całkowicie obalona przez badaczy, którzy po II wojnie światowej przyjrzeli się tym kwestiom z nowej perspektywy. Nawet badania genetyczne potwierdzają, że ludy te zwyczajnie wymieszały się ze Słowianami. W efekcie praktycznie nie ma narodu czysto słowiańskiego. Nawet najbardziej słowiańskie ze słowiańskich ludów mają w sobie geny także Celtów, Germanów, a być może nawet ludów tureckich (pewnym jest że takim ludem byli Scytowie, nie brak zaś badaczy uważających podobnie na temat Sarmatów). Co więcej stan ten nie jest wynikiem późniejszych najazdów, wojen, itp. choć one oczywiście również wpłynęły na nasza etnogezę. Przeciwnie- od samego początku bytności ludów słowiańskich na ich ziemiach mieszanie się puli genetycznej Słowian z innymi okolicznymi ludami było czymś najnormalniejszym w świecie. Późniejszy kształt kultury narodów słowiańskich miał się dopiero wykuć we wczesnośredniowiecznym tyglu wędrówek ludów i ich wzajemnych hybrydyzacji. Wyjątkiem są tu jedynie Białorusini, którzy rzeczywiście są nieomal czysto słowiańscy, ale wynika to wyłącznie z faktu ich daleko posuniętej izolacji, oraz tego, że na ziemiach białoruskich przed przybyciem Słowian istniały tylko nader nieliczne osady Wenedów, więc tamtejsze plemiona prawie nie miały się z kim mieszać. Późniejsze wieki jeszcze bardziej komplikują kwestie słowiańskiego etnosu, zwłaszcza, że zupełnie różnymi drogami miały się potoczyć dzieje słowiańszczyzny wschodniej, zachodniej i południowej, co znalazło swoje odbicie także w odmiennych wpływach, nie tylko kulturowych, lecz także genetycznych. Ujmując rzecz w największym skrócie- ekspansja Wikingów na tereny basenu morza bałtyckiego, ich osadnictwo na tychże ziemiach spowodowało zasilenie północnych Słowian (w tym i naszych przodków) znaczną pulą genów nordyckich, co jednakże ominęło Słowian południowych. Warto przy tym dodać, że zarówno Waregowie osiedlający się na Rusi jak i wikińscy osadnicy na Pomorzu ulegli tak daleko idącej slawizacji, że poza genami nic po nich nie zostało. W bliższej nam perspektywie czasowej wieku XIII miały miejsce najazdy mongolskie. Mongołowie zupełnie podporządkowali sobie wówczas Ruś na następne dwa i pół wieku. Zniszczenie przez nich nieomal doszczętne Kijowa dodatkowo zachamowało jakiekolwiek ciążenia Rusi ku kulturze zachodniej oraz przyczyniło się do stopniowego wzrostu znaczenia Moskwy. Pomijając jednak nawet kwestie kulturowo-polityczne, do których wrócimy przy omawianiu zagadnienia łacińskości, odbija się ten proces historyczny na etnogenezie. Słowianie wschodni mają znacznie więcej genów mongoidalnych niż Słowianie zachodni czy południowi. Z drugiej strony lokacja na prawie niemieckim, która w XIII i XIV wieku przyczynia się do zwiększenia osadnictwa niemieckiego właśnie na ziemiach Polski czy Czech, powoduje, że u Słowian zachodnich zwiększa się pula genowa od ludów germańskich, a z kolei podboje osmańskie powodują, iż u południowych Słowian pojawiają geny zaczerpnięte od ludów tureckich, co zwłaszcza jest widoczne w wypadku np. Bułgarów. Pominę tu już dalsze perypetie genotypu Słowian w kolejnych wiekach, skoro już pod koniec średniowiecza był on tak bardzo zmiksowany. Dodać przy tym jednak wypada, że nie jest to nic zaskakującego, a raczej ściśle wpisuje się to zjawisko w generalną dynamikę procesów etnogenetycznych na terenie średniowiecznej Europy. Niemcy, Francuzi, Włosi, Węgrzy, o Hiszpanach i Portugalczykach nawet już nie wspominając mają równie skomplikowaną etnogenezę. Zaś niby to bardzo odizolowani na swych wyspach Anglicy są już chyba największymi mieszańcami Europy. Mieszanie się ludów było w średniowieczu zupełnie naturalnym procesem, który ominął tylko naprawdę bardzo odizolowane rejony Europy takie jak Szkocja, Norwegia i kraj Basków. W wypadku Słowian proces ten zaszedł w niektórych rejonach dalej, niż w wypadku innych ludów. I zaklinanie rzeczywistości nic nie da- jesteśmy narodem mieszańców, tak jak są nimi bez mała wszystkie narody słowiańskie (prawdopodobnie nawet wzmiankowani przeze mnie Białorusini) i tak jak są nimi nieomal wszystkie narody Europy, łącznei z tymi od których fiksacja na punkcie ,,czystości” wyszła- Niemcy są takimi samymi mieszańcami jak my, a Anglicy jak to już zaznaczyłem jeszcze bardziej. Czy wobec tych powyższych danych warto tak bardzo przywiązywać się do konceptu Słowiańszczyzny, jak czyni to część naszego środowiska? Należałoby rozważyć, czy za owym przywiązaniem stoi cokolwiek oprócz fiksacji etnogenetycznych, jak to już wykazałem, w znacznym stopniu bezsensownych. Pewnej odpowiedzi, mogą nam tu udzielić językoznawstwo, kulturoznawstwo, a także religioznawstwo- choć odpowiedzi udzielane przez tą ostatnią z nauk mogą wielu rozczarować. Ale zacznijmy po kolei.

Z perspektywy językoznawstwa wszystkie języki słowiańskie są ze sobą spokrewnione, niemniej poziomy owych pokrewieństw są różne. Ogół języków słowiańskich dzieli się na wschodnio, zachodnio i południowosłowiańskie. Język polski zalicza się do zachodniosłowiańskich. To jednak nie koniec, w ramach bowiem języków zachodniosłowiańskich wyróżnia się dwa odrębne szczepy jezykowe- grupę lechicką i czesko-morawską. Język polski wraz z językiem łużyckim, językiem obodryckim i etnolektem kaszubskim należą do grupy lechickiej. Należy przy tym dodać, że język obodrycki zupełnie wymarł, język łużycki zaś ma obecnie tak niewielu użytkowników, że w zasadzie gdyby nie silna odrębność kulturowa Łużyczan od germańskich Niemców, język ich również miałby status li tylko etnolektu. Jednocześnie oddzielenie Słowian południowych od północnych przez Rumunie, Węgry i Austrie spodowowało, że liczniejsze są wpływy językowe Słowian zachodnich na wschodnich i na odwrót, niźli wpływy Słowian północnych na południowych bądź odwrotnie. Ergo polszczyzna bliższa jest językowi czeskiemu niż rosyjskiemu, ale z drugiej strony język rosyjski bliższy jest polszyźnie niźli np. chorwackiemu. Dodać należałoby tu jeszcze kwestie używanych alfabetów, jednak jest to już zagadnienie osobne. Nie chcę tu bardziej rozwlekać kwestii językowych. Przejdźmy do kwestii kulturowych.

Taka a nie inna historia Europy Wschodniej, liczona przestrzenią jedenastu wieków doprowadziła do tego, iż kwestie kulturowe stały się bezpośrednio powiązane z religijnymi. Przyjęcie chrztu przez Mieszka z Rzymu, a przez Włodzimierza z Bizancjum miało daleko idące skutki nie tylko religijne, ale przede wszystkim kulturowe właśnie. Chrzest przyjęty z Rzymu włączał Polskę, tak jak wcześniej Czechy i Chorwacje w krąg cywilizacji łacińskiej, gdy tymczasem chrzest w obrządku wschodnim przyjęty przez Włodzimierza włączał Słowian wschodnich w obręb bizantyjskiej cywilizacji ze wszytkimi tego konsekwencjami pozytywnymi i negatywnymi. Co prawda w XIII wieku zarysowują się szanse na zakończenie rozłamu chrześcijaństwa wraz z wyjaśnieniem kwestii filioque w ramach unii lyonskiej, jednak dotyczą one de facto jedynie południowej Słowiańszczyzny, bliższej geograficzne Grekom, gdyż Słowiańszczyzna wschodnia, w tym czasie zaczyna już popadać w turanizm, gdyż cała rzecz ma miejsce już po podboju mongolskim. Właśnie tenże podbój, dokonany w pierwszej połowie wieku XIII stanowi cezurę cywilizacyjnego oddzielenia Słowańszczyzny wschodniej od zachodniej. Żadne późniejsze procesy dziejowe, łącznie z polonizacją elit Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie zdołały już odwrócić tego trendu. W efekcie wschodnia Słowiańszczyzna do dziś pozostaje de facto w głównej mierze w kręgu cywilizacji turańskiej, południowa stanowi mozaikę cywilizacyjną w której w znacznym stopniu kwestią decydującą zarówno o identyfikacji narodowościowej jak i przynależności cywilizacyjnej pozostaje wyznanei, a jedynie Słowiańszczyzna zachodnia przynależy do kręgu cywilizacji łacińskiej, przy czym warto zauważyć fakt, że nawet protestantyzacja a potem laicyzacja Czechów nie zdołały podważyć łacińskości naszych południowych sąsiadów i tym samym względnej jedności cywilizacyjnej całości zachodniej Słowiańszczyzny.

W tym miejscu pozwolę sobie przejść do kwestii religioznawczych. Jak już pisałem- część czytelników może się rozczarować tym co tu napiszę, jednakże przeczytają samą tylko prawdę bazującą na badaniach znawców zagadnienia takich jak Dariusz Sikorski, Mirosław Białous, czy Włodzimierz Antoniewicz. Wszystkich tych badaczy łączy fakt, iż każdy z nich dowiódł jednej i tej samej tezy, która z miejsca unieważnia wszelkie pretensje ,,rodzimowierców” do ,,prawdziwości”. To teza bardzo prosta- nie było jednej religii Słowian. Istniały liczne religie słowiańskie i jeszcze liczniejsze słowiańskie kulty. Nie tylko odłamy, ale zgoła szczepy a nawet poszczególne plemiona dalece różniły się od siebie w swych wierzeniach. Ranga poszczególnych bóstw bywała bardzo różnorodna, często bogowie obdarzani przez jedne plemiona wielką czcią byli dla innych plemion zgoła w ogóle nieznany. Różnorodne były tez przekonania o ich dedykacji. I tak np. budzący u znacznej części ,,rodzimowierców” tak wielki respekt Perun, tak naprawdę był czczony jedynie przez Rusów, nie ma śladów jego kultu wśród Słowian zachodnich. Trygław- otaczany wielką czcią nad Łabą i na Pomorzu, w nadwiślańskim interiorze jest nieomal ignorowany. Swarożyc- będący naczelnym bóstwem dla Wieletów, dla Rusów był zaledwie jednym z pomniejszych bóst. Weles, czy też Wołos na Rusi uważany za boga przysiąg, magii i poezji, na zachodniej Słowiańszczyźnie był uważany za bóstwo dobrobytu. Co jeszcze ciekawsze- wywindowany przez rodzimowierców na nieomal naczelne bóstwo Światowid, po poddaniu wnikliwszym badaniem okazał się ,,bóstwem” nieistniejącym w słowiańskim panteonie. Jego rzekome przedstawienie- sławny Idol ze Zbrucza, to jak ustalili uczeni wspólne przedstawienie czterech różnych bóstw- Łady, Mokoszy, Peruna i Dażboga. Te daleko idące rożnice w kultach poszczególnych rejonó były z reszta czymś zupełnie naturalnym. Zjawisko podobne wystepowało nawet w małej przecież Grecji, co dopiero na obszarach tak ogromnych jak te, które zajęły ludy słowiańskie. Mógłbym tu jeszcze długo tak się rozwodzić, ale sprowadzając już rzecz do jednego mianownika- ,,rodzimowiercy” to niezbyt szczęśliwa nazwa bo jedyne rzeczy w ich wierze, które są stuprocentowo wspólne z wierzeniami dawnych Słowian, są wzięte albo od Rusinów, albo od Wieletów,a  w każdym razie nie od plemion piastowskich. Co więcej eschatologia Słowian również była niejednolita, a współcześni ,,rodzimowiercy” także i w tej kwestii wybierają to co dla nich ładne i przyjemne, a nie to co najmocniej poświadczone naukowo. Otóż wiara w reinkarnację, popularna wśród nich, historycznie występowała jedynie w bardzo nielicznych szczepach, głównie rejonów nadmorskich. Większość Słowian wierzyła w Nawie, kórą w uproszczeniu można opisać jako swoisty wodny Hades. Nie jest to może najprzyjemniejsza wizja eschatologiczna, ale to ona była wizją naszych słowiańskich przodków. Jakby tego było mało dodać należy kwestie obrzędowości religijnej dawnych Słowian. Różni się ona biegunowo od sielankowych wizji roztaczanych przez tańczących z wiankami na głowach ,,rodzimowierców”. Oczywiście- wianki, tańce i rytuały związane z żywiołami-to też miało miejsce. Ale również miały miejsce- i to zarówno na wschodniej jak i na zachodniej Słowiańszczyźnie- ofiary ludzkie, przy czym na wschodzie można się spotkać nawet z dziećmi wśród ofiar tych obrzędów. Miały miejsce gwałty rytualne- zwłaszcza ku czci Jarowita i innych bogów płodności. Tu już chyba robi się mniej przyjemnie. Przemilczanie mrocznych aspektów kultów pogańskich jest jednak zupełnie normalnym zabiegiem wszelkich neopogan, stąd nie powinno nas to dziwić. Morałem jednak całego mojego wywodu religoznawczego jest jednak inne stwierdzenie- nie ma i nigdy nie było jednej ,,religii słowiańskiej”, a starania ,,rodzimowierców” o jej ,,odtworzenie” opierają się na spekulanctwie, pięknoduchostwie a często jeszcze paranoicznej chrystianofobii, najmniej zaś mają wspólnego z jakimkolwiek uczciwym badaniem przeszłości.

Do czasu chrztu, nie było wiary łączącej plemiona. Mieszko, Włodzimierz i inni władcy właśnie dlatego się chrzcili. Nie ma religijnej wspólnoty Słowian.

Wszystkie powyższe przesłanki- etniczne, kulturowe, językowe, historyczno-religijne, sprawiają, że chcemy tego czy nie, musimy uznać słowiańskość za drugorzędny aspekt polskości, drugorzędny również przyczynek do budowania przez nas wspólnot ponadnarodowych. W tym miejscu przejść należy do wywiedzionej od Konecznego koncepcji cywilizacji łacińskiej.

Łacińskość- albo co czyni nas spadkobiercami wielkości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *