Kacper Słomka - O Sens Powstania

W tym miesiącu jak każdego roku w całym naszym kraju upamiętniano rocznicę Powstania Warszawskiego. I jak zwykle powrócił spór o jego sens. Polemika ta powróciła jednak w formie dosyć karykaturalnej, gdy się na to spojrzy z boku. Aktualny bowiem spór w zasadzie ciężko nazwać sporem, bo każda ze stron mówi o zupełnie różnych rzeczach, ale pozostawanie na poziomie klikalnych hasełek pozwala podtrzymywać iluzję konfliktu, a nawet tworzyć wrażenie jego ogromnej ważności. No ale ad rem.

Nawrocki ws Zychowicz- albo jeden o niebie, drugi o chlebie

Jego Ekscelencja Prezydent RP Karol Nawrocki w swoim przemówieniu wyrzekł był zdanie ,,Warszawo zwyciężyłaś.”. To jedno zdanie zaś posłużyło Szanownemu Panu Redaktorowi Piotrowi Zychowiczowi, ażeby z pasją godną lepszej sprawy pójść do bezpardonowego ataku na JE Prezydenta RP, zarzucając mu fałsz, negacjonizm historyczny i całe zło świata tego. Problem jednak jest taki, że gdy Nawrocki mówi o zwycięstwie, a Zychowicz replikuje, że przecież jakie zwycięstwo, jak klęska po całości, to obaj mówią o zupełnie różnych kwestiach. I nie chodzi tu bynajmniej o dyskurs pomiędzy gloryfikowaniem następnego z rzędu ,,triumfu moralnego”, a racjonalną oceną rzeczywistych korzyści i strat. Gdyby tak było to Zychowicz miałby świętą rację, tymczasem racji w gruncie rzeczy nie ma- pod warunkiem zastosowania adekwatnych kryteriów. Chodzi tu o kwestie pojmowania historii, a ściślej biorąc kwestię patrzenia z jednej strony skutkami bezpośrednimi (Zychowicz) z drugiej zaś procesami długiego trwania (Nawrocki). To nie jest więc nawet spór duch vs materia. Wspomniany konflikt, jeżeli w ogóle można go tak nazywać, rozgrywa się raczej na płaszczyźnie strategia vs metapolityka. Przy czym ponieważ pan Zychowicz lata temu okopał się na jednej pozycji postrzegania omawianych wydarzeń to aktualnie spór ten wygląda na nierozwiązywalny, gdyż przypomina nie tyle istotnie akademicką dysputę, ile raczej gadanie dziada do obrazu. Niestety w pozycji dziada ustawił się tu JE Prezydent RP, gdyż pan Zychowicz okopany na swej pozycji wisi jak obraz na ścianie, od kiedy opublikował ,,Obłęd 44”. Mimo to, postarajmy się sobie rozłożyć na czynniki pierwsze oba stanowiska i spróbować dojść do jakiegoś sensownego sposobu odniesienia się doń.

Dlaczego Zychowicz na pierwszy rzut oka ma rację?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się jasne. Obiektywnie nie da się przemilczeć faktów. Stolica naszego kraju w wyniku trwających 63 dni walk została całkowicie zrujnowana. Procent zniszczonej infrastruktury uczynił Warszawę drugim najbardziej zniszczonym w trakcie ostatniej wojny światowej miastem Europy, gdyż w tej smutnej statystyce jedynie Stalingrad (obecny Wołgograd) przebił Warszawę. Rozbicie najlepszych oddziałów Armii Krajowej, stworzonych z szeregów Grup Szturmowych KeDywu AK, min. batalionów ,,Zośka” ,,Parasol” ,,Czata 49” także niewątpliwie świadczy o militarnej klęsce, a hekatomba ludności cywilnej, której straty sięgnęły wedle ostrożnych szacunków co najmniej 150 tysięcy ludzi, w tym tysięcy kobiet i dzieci, zwłaszcza w dzielnicach Wola i Ochota, to wszystko sprawia, że nie sposób ostatecznego efektu Powstania określić inaczej niż tragicznym.

Analiza zakładanych celów strategicznych operacji militarnej jaka było Powstanie także sprawia, że w wymiarze zarówno operacyjnym, jak i strategicznym a w znacznym stopniu również i politycznym było ono klęską. Zakładane wyzwolenie stolicy nie nastąpiło. Nie udało się ,,wystąpić w roli gospodarzy” wobec idącej ze wschodu Armii Czerwonej, gdyż ta stanęła na linii Wisły i pozwoliła Powstaniu się wykrwawić. Ujawnienie się struktur Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego w momencie Powstania doprowadziło do kolapsu owych struktur po klęsce warszawskiego zrywu. Co więcej fiasko Operacji ,,Burza” ukoronowane porażką kończącego ją Powstania w stolicy, którego pierwotnie w ogóle nie zakładano w planach owej operacji było de facto praprzyczyną rozwiązania AK w dniu 19.01. 1945, gdyż to właśnie ujawnienie się struktur AK w Powstaniu wydatnie ułatwiło Sowietom działania wymierzone w podziemie akowskie w miesiącach po Powstaniu. Z tym zestawem faktów nie sposób dyskutować i w istocie ukazuje on, że Powstanie było klęską. Klęska w wymiarze militarnym w całej jego rozciągłości, skutkującą co więcej również klęską polityczną. Taką wykładnie przedstawia Zychowicz i z racji jej mocnego oparcia w tzw. ,,twardej” faktografii łatwo czyni on wrażenie, że to ta wykładnia jest słuszna. Jednakże umyka większości obserwujących ,,spór” prosty fakt, że narracja historyczna, którą przedstawia Zychowicz wcale nie wyklucza się z narracją historyczną, którą przedstawia JE Prezydent Karol Nawrocki. Bo Zychowicz myśli kategorią miesięcy, maksymalnie lat. Nawrocki myśli kategorią pokoleń. W pierwszym wypadku mamy więc do czynienia z historiografią opartą na tzw. ,,twardej” narracji. W drugim wypadku mamy do czynienia z tworzeniem metanarracji o Powstaniu opartej na wiedzy o tzw. procesach długiego trwania. Mówiąc kolokwialnie są to dwie różne pary kaloszy. Przejdźmy do perspektywy prezydenckiej.

,,Warszawo zwyciężyłaś” tylko zajęło ci to trzy pokolenia.

Taki jest w gruncie rzeczy sens wypowiedzi, za którą aktualnie prezydent jest przez różne środowiska nieomal odsądzany od czci i wiary. Musimy tu zrozumieć logikę procesów długiego trwania, aby pojąć o jakim zwycięstwie mówi Karol Nawrocki. Bo podkreślam, nie chodzi tu wcale o żadne pieszczące ducha ,,triumfy moralne”, do których przywiązanie wykpiwał już Dmowski. Chodzi o realny wymiar triumfu z tym, że dalece rozciągniętego w czasie.

W pytaniu bowiem o zwycięstwo lub klęskę należy określić sobie co było ostatecznym celem powstańców i co było ostatecznym celem z jednej strony Niemców, z drugiej Sowietów. Omówię te cele w kolejności odwrotnej niż ta, która teraz podałem. Celem działania Sowietów na arenie militarno-politycznej było doprowadzenie do tego, by rękami niemieckimi całkowicie wyniszczyć i zlikwidować resztki warstw przywódczych Narodu Polskiego i tym samym umożliwić przekształcenie Polski w siedemnastą republikę. Celowo użyłem tego sformułowania, aby już na wstępie, poprzez samą semantykę ukazać czytelnikowi artykułu, że cele sowieckie de facto nie zostały w pełni wykonane i to nawet w wymiarze krótkoterminowym. Plany przekształcenia Polski w siedemnastą republikę naprawdę istniały. Wanda Wasilewska była zadeklarowaną zwolenniczką takiego rozwiązania i próbowała doń przekonać Stalina. Tak naprawdę w głowie przywódcy ZSRR plany na przyszłą Polskę kształtowały się aż do końca roku 1944, nabierając ostatecznego kształtu dopiero na konferencji jałtańskiej w lutym 1945. Powstanie Warszawskie było jednym z istotnych wydarzeń, które przekonały Stalina do korekty tego planu. Więc choć można za Zychowiczem twierdzić, że Powstanie było dla Stalina ,,prezentem” i że opłaciło się tylko Sowietom, ale z drugiej strony warto popatrzeć szerzej, zwracając uwagę min. na to jakie następują przesunięcia wpływów wewnątrz przywództwa polskich komunistów w owym czasie. Upadek wpływów Wasilewskiej, wzrost znaczenia Bieruta i Gomułki były wywołane min. kalkulacjami Stalina podejmowanymi pod wpływem wydarzeń jakie miały wówczas miejsce w Warszawie. Być może więc właśnie Powstańcom zawdzięczamy, że była jakakolwiek Polska po 1945, że może i jako państwo satelickie ale byliśmy Polską, a nie tylko Polską SRR co marzyło się np. Wasilewskiej. Jest to dość istotne, bo gdyby spełniły się marzenia Wasilewskiej to dziś nasz kraj mógłby wyglądać jak Ukraina lub Białoruś. Sowieci więc nie zrealizowali swoich planów w takim stopniu, jak przekonuje nas Zychowicz.

Celem Niemców, nie ukrywanym od początku powstania, było wprost zniszczenie na zawsze polskiej stolicy i likwidacja jakichkolwiek pozostałych jeszcze warstw przywódczych Narodu Polskiego. Formułował te cele właściwie explicite sam Heinrich Himmler. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Niemcy swoje cele jakoś tam zrealizowali. Stolica została zniszczona, resztki przedwojennej inteligencji padły pod jej gruzami. Jednak to jest tylko wrażenie kogoś patrzącego procesami krótkoterminowymi. Powojenna odbudowa Warszawy, a także narodziny w latach siedemdziesiątych PPN-u i KPN-u pokazują, że także i cele niemieckie nie zostały zrealizowane, gdyż w ciągu jednego pokolenia polska na powrót odbudowuje inteligencje posiadającą zmysł narodowy i niepodległościowy. Tak więc w perspektywie procesów długiego trwania Niemcy ponieśli klęskę, nie realizując swoich ostatecznych, prymarnych celów.

Co było prymarnym celem powstańców? Niepodległa, suwerenna Polska. Czy ten cel został zrealizowany? Można się o to spierać, jednak nie ma wątpliwości, że w ostatecznym rozrachunku udało się to osiągnąć w stopniu znacznie większym niż cele stawiane sobie przez Niemców czy Sowietów. I ktoś mógłby tu zadać pytanie: cóż powstańcy mają wspólnego z wydarzeniami, które miały miejsce dwa pokolenia po Powstaniu? Otóż więcej, niż mogłoby się wydawać ludziom myślącym kategoriami miesięcy czy maksymalnie lat jak Zychowicz. Bowiem to właśnie powstańcy byli rzeźbiarzami postaw. To właśnie ich przykład był tym co rozbudzało w kolejnych pokoleniach marzenie o realizacji celów, jakie stawiało sobie Powstanie. Powstanie było zresztą wypełnieniem sensu samego istnienia Armii Krajowej. Cała historia AK zmierzała ku Powstaniu i ostatecznie w nim znalazła swoje wypełnienie, jak historia Armii Andersa znalazła swe wypełnienie w Monte Cassino. Te dwa wydarzenia są tak samo ważne, a przyczyna ich ważności jest również taka sama- oba bowiem ukazują sobą sens bycia Polakiem. I choć na tle triumfu Monte Cassino, Powstanie wydawać się może zupełną klęską, to jednak w wymiarze procesów długiego trwania Naród potrzebował obu tych wydarzeń dla jednego i tego samego celu- dla zrzucenia z siebie piętna marazmu. Po tych dwóch kolosalnych bitwach nikt nie miał już prawa mówić o Polakom o ,,staniu z bronią u nogi”. I musimy sobie powiedzieć jasno- cztery były siły, które walczyły o Polskę. PSZ na Zachodzie, II Korpus Polski, LWP i ruch oporu w kraju, którego najliczniejszą siłą była Armia Krajowa. Każda z tych sił znalazła wypełnienie swych losów w wielkich bitwach kresu wojny. Dla PSZ na Zachodzie było to Falaise i Arnhem, dla II Korpusu Polskiego Monte Cassino, dla LWP był to Berlin, a dla ruchu oporu w kraju- Powstanie Warszawskie. Umniejszanie rangi, któregokolwiek z tych wydarzeń jest umniejszaniem znaczenia całego wysiłku zbrojnego Polaków w trakcie II wojny światowej dla niepodległości naszego kraju. I przy przyjęciu tego aksjomatu musimy sobie powiedzieć, że nie jest istotne które z tych pięciu wielkich starć było zwycięstwem, które klęską i w jakim stopniu. Niewątpliwie Powstanie Warszawskie jest najtragiczniejsze, a Monte Casssino najbardziej triumfalne, ale ranga każdego z tych wydarzeń pozostaje taka sama, a ich znaczenie dla naszej dzisiejszej niepodległości jest porównywalne. Dlatego nie myli się Nawrocki mówiąc, że Warszawa zwyciężyła. Warszawa istotnie zwyciężyła, gdyż nie jest jakąś oderwaną od reszty kraju i reszty jego dziejów wyspą. Zwyciężyła, bo w ostatecznym rozrachunku mierzonym miarą pokoleń zwyciężyła cała Polska. Miarą tego zwycięstwa nie jest rok 1944, rok 1945, rok 1956, 1968, czy 1970 albo 1980 nawet. Miarą tego zwycięstwa jest Polska dzisiejsza. Czy będziemy mogli miarę tę podnieść? To pytanie dla naszego pokolenia, trzeciego po Powstaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *