W ostatnich latach psychologowie, couchowie, czy inne osoby wgłębiające się w mentalną kondycję współczesnego człowieka często odwołują się do pojęcia sprawczości. Sprawczość można w dużym uproszczeniu zinterpretować jako zdolność jednostki do wpływania na innych ludzi, a co za tym idzie do oddziaływania na szersze relacje społeczne i kreowania rzeczywistości. Niewątpliwie w każdej epoce i w każdej społeczności istniały jednostki posiadające sprawczość i te, które jej pozbawione były jedynie biernymi uczestnikami, poddającymi się losowi, a czasem tylko obserwatorami. Odwołując się chociażby do filozofii Ludwika Gumplowicza mogę pokusić się o stwierdzenie, że w czasach przedhistorycznych, a następnie starożytnych i wczesnośredniowiecznych to właśnie sprawcze, agresywne, ofensywne i twórcze jednostki stworzyły państwo, prawo, cywilizację, system stanowy/kastowy i inne instytucje polityczno-społeczne na których przez całe wieku opierał się porządek społeczny. Niezależnie od etnosu, wyznawanej religii, czy lokalnych uwarunkowań to właśnie tacy ludzie potrafili pociągnąć za sobą innych i za pomocą ognia, miecza, bata i kajdan czynić sobie poddaną ziemię, wraz z jej mieszkańcami. Ta teoria pochodzenia państwa i władzy całkowicie przeczy liberalnym „dogmatom” dotyczącym umowy społecznej, suwerenności ludu etc, ale także niektórym konserwatywnym myślicielom, którzy co prawda wyznają hierarchiczną i organiczną wizję świata, jednak w naiwny sposób idealizują postacie monarchów, arystokratów, przywódców i twórców z dawnych wieków widząc świętość, poczciwość, łagodność i ascezę w ludziach, którzy w rzeczywistości często byli drapieżnikami idącymi po trupach do celu i biorącymi z życia pełnymi garściami. Wydawać by się mogło, że gdy nastała epoka demokracji, to ludzie z szeroko pojętego „stanu trzeciego” zaczną korzystać z przysługujących im praw publicznych i nabierać sprawczości. Nic bardziej mylnego. Co prawda od czasu Rewolucji Francuskiej do Rewolucji Obyczajowej istniało dość dużo masowych ruchów społecznych i politycznych, jednak zawsze to sprawcze elity kreowały takie ruchy. Zresztą, jak oficjalnie twierdzą socjologowie, ostatni masowy ruch społeczny to hippisi. Od tamtego czasu wręcz skokowo spada zainteresowanie ze strony przeciętnych, zachodnich obywateli sprawami publicznymi i państwowymi. Przejawia się to zarówno w mającej często miejsce niskiej frekwencji wyborczej, jak też w tym, że większość ludzi żyjących w demokratycznych społeczeństwach nie przejawia w ogóle zainteresowania kwestiami, które nie są związane z ich materialnym bytem i osobistymi problemami. Popkultura stanowi obecnie coraz częściej narzędzie nowolewicowej propagandy, jednak należy pamiętać, że już od całych dekad lansowała materialistyczną, egoistyczną i konsumpcyjną wizję życia. Można, więc rzec, że wartości demokratyczne całkowicie rozminęły się z wartościami republikańskimi. Zarówno tymi z czasów antycznego, klasycznego republikanizmu, jak też oświeceniowego. Patrząc szczególnie na kraje Europy Zachodniej można zauważyć, że wielu ludzi nie przejawia sprawczości nawet w kwestiach, które dotyczą ich interesu. To już nie idealistyczne westchnienia, że kiedyś ich przodkowie podbijali świat, a dzisiaj tylko konsumują i marnotrawią czas na bezproduktywne rzeczy, tylko obserwacje dotyczące chociażby bardzo małego oporu społecznego wobec coraz liczniejszej i coraz bardziej agresywnej imigracji spoza Europy.
Nie sądzę, aby jakikolwiek zamach terrorystyczny, morderstwo czy gwałt, dokonane przez barbarzyńskiego przybysza bardziej przyciągnęły uwagę większości współczesnych Europejczyków i Amerykanów, niż koncert jakiejś gwiazdki pop, czy nowy model –elektrycznego, a jakże samochodu. Ale nie ma co się wyzłośliwiać nad ludźmi z klasycznie pojmowanego Zachodu, kiedy się popatrzy na polskie społeczeństwo. U nas ostatni przejaw masowego ruchu społecznego zajmującego się realnymi problemami kraju, to Solidarność. Ta pierwsza, pracownicza, robotnicza, walcząca na polskich ulicach z ZOMO. Niestety, gdy stery władzy przejęli cwani pieczeniarze z których wielu było agentami SB, wówczas ten potencjał poszedł na zmarnowanie, a tysiące zwykłych polskich pracowników straciło nie tylko entuzjazm i wiarę we własną sprawczość, ale w ogóle nadzieje na sprawiedliwą Rzeczpospolitą. Transformacja ustrojowa doprowadziła do zastąpienia elit komunistycznych elitami liberalnymi, chociaż tak swoją drogą, to wielu późniejszych piewców neoliberalizmu i wiecznego sojuszu z USA, UE etc zaczynało kariery głosząc wieczystą przyjaźń ze Związkiem Sowieckim i filozofię marksizmu-leninizmu.
Niestety, ale w ostatnich latach największym ruchem społecznym w Polsce były proaborcyjne protesty, nakręcane za pomocą przekłamania i manipulacji. To przykra konstatacja, zważywszy, że w krajach uważanych za dużo bardziej lewicowe od Polski, takich jak Francja, czy Belgia, ludzie potrafili intensywniej i bardziej radykalnie protestować w obronie praw pracowniczych, czy emerytalnych. Chyba jednak najbardziej rażący brak sprawczości dotyczy polityki obronnej i zagranicznej w kontekście obecnej wojny i rosnącego zagrożenia ze strony Rosji. Ta cała architektura bezpieczeństwa budowana przez długie lata w oparciu o NATO i prymat USA okazała się w zmieniającej się rzeczywistości geopolitycznej wydmuszką nie wartą funta kłaków. I znowu Finlandia, kraj uważany za bardziej lewicowy od Polski okazał się mieć dużo bardziej sprawcze i patrzące perspektywicznie elity, które od dziesięcioleci dbały o szkolenie rezerw, system schronów, obronę cywilną, podczas gdy elity III RP raczej chwaliły się obcinaniem budżetów na wojsko i pacyfizmem. Pacyfizm z założenia wyklucza się ze sprawczością, a przez całą historię ludzkości te narody i etnosy, które nie budowały swojej armii, padały ofiarę ekspansji bardziej sprawczych i mężnych sąsiadów, w konsekwencji nie tylko płacąc na ich armię, ale często też dostarczając jej w przyszłości rekrutów i cierpiąc pod okupacją. Te pięknoduchy rządzące III RP, z których część to na pewno agentura wpływu i opłacani zdrajcy chyba nigdy nie potrafiły na kanwie dyplomacji wykazać jakąkolwiek sprawczość. Przykro mi to pisać, ale pokładanie bezpieczeństwa narodowego nie w systematycznie rozbudowywaniem Wojsku Polskim, tylko w obietnicach Amerykanów to nie jest nawet dziecięca naiwność. To raczej postawa godna prostytutki nadużywającej alkoholu i narkotyków, która swoje życie i bezpieczeństwo zawierza alfonsowi. Bo tak niestety jesteśmy traktowani przez każdego z „wielkich braci”, niezależnie czy w epoce protektoratu rosyjskiego, czy amerykańskiego. Całkowity brak sprawczości to także nieumiejętnie prowadzona przez kolejne rządy polityka wobec Ukrainy. Gdy na początku 2022 Polska udzielała pierwszych transzy pomocy zaatakowanej Ukrainie, to można było wiele wynegocjować. Począwszy od uregulowania pewnych spraw historycznych, aż po porozumienie dotyczące transferu ukraińskich technologii zbrojeniowych.
Ukraińcy, jak wszyscy ludzie ze Wschodu szanują właśnie sprawczość, odwagę i siłę, a niestety polscy dyplomaci również wtedy wykazali się sprawczością na poziomie gumowej lalki z nieobyczajnego sklepu. Brak sprawczości wśród zwykłych ludzi jest obecnie zjawiskiem powszechnym w cywilizacji zachodniej. Natomiast należy obiektywnie zauważyć, że elity części krajów zachodnich, ale też niektórych wschodnich, chociażby Ukrainy, wykazują znacznie większą sprawczość, niż elity polityczne III RP. W dziedzinie obronności nadzieja jest w sprawczości oddolnej. Choć do tej pory poważne zainteresowanie działalnością pro obronną wykazują tylko niewielkie grupy patriotów i pasjonatów wojska, w tym również niektórzy nacjonaliści, to naprawdę warto, aby zwiększyła się świadomość zagrożenia i roli obywatela w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego. Gdyby Polacy zamiast uczestniczyć w kretyńskim spektaklu, jaki serwują nam wszystkie partie sejmowe przejrzeli wreszcie na oczy i nie tylko sami zainteresowali się pro obronnością, ale także zmobilizowali swoje siły sprawcze, aby wywrzeć społeczną presję na naszych włodarzy, to wtedy rzeczywiście coś mogłoby się zmienić na lepsze. W przeciwnym wypadku, parafrazując chińskiego filozofa, możemy pozostać ogrodnikiem na wojnie, zamiast wojownikiem w ogrodzie.