Grzegorz Ćwik - Niepodległość?

“Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi”.

Józef Piłsudski

Kończy się powoli acz wyczuwalnie okres błogiej sielanki i spokoju geopolitycznego, jakiego doświadczaliśmy po roku 1989. Mija nam czas, gdy skupiać mogliśmy się na wszystkim, tylko nie na bezpieczeństwie państwa, jego przetrwaniu i przyszłości. Spodziewać możemy się strategicznego egzaminu dla państwa jak i Narodu – egzaminu dojrzałości i tego, czy czas ten właściwie wykorzystaliśmy. Spodziewać się możemy też konieczności odpowiedzi na najważniejsze pytanie – o Niepodległość.

Dziś ta bowiem wydaje nam się czymś jak najbardziej naturalnym, zwykłym, codziennym. Gdy mówimy po polsku, poruszamy się po polskich miastach i wsiach, polskich drogach, gdy pracujemy, uczymy się w polskiej szkole to raczej nie zastanawiamy się nad tym, czy to mogłoby się zmienić. Okupacja, żołnierze wrogich armii na ulicach – to jawi się nam jak opowieść z czasów ostatnio minionej wojny. Choć nacjonaliści są rozmiłowani w historii, to czy faktycznie wyobrażamy sobie nasze państwo na wojnie, newsy w telewizji o bitwach i śmierci setek żołnierzy, bombardowania miast a wreszcie – czy dopuszczamy do siebie myśl o porażce?

Ta przecież oznaczałaby utratę Niepodległości – co dziś realnie mało kto nie tylko bierze pod uwagę, ale nawet sobie jest w stanie wyobrazić. Nam po 1989 na tyle się stępiły kły i pazury, że najwyraźniej umknął jeden ważny fakt, w moim rozumieniu niezwykle istotny, jeśli idzie o ocenę naszego państwa i wysiłku jaki włożyliśmy (lub i nie) w przebudowę swojego państwa. Otóż Niepodległość jaką póki co się cieszymy, wynika nie z naszego wysiłku i walki. Wynika przede wszystkim z korzystnej koniunktury międzynarodowej i dziejowej, a tu obie się kończą.

To, że Rosja jest naszym wrogiem, to jest oczywiste. Tak samo jak to, że jej zbrojenia są coraz większe, doświadczenie z wojny na Ukrainie rośnie z każdym miesiącem, a tymczasem Europa i zachód jako taki dużo mówią, robią mniej, ale przede wszystkim cała sytuacja zdaje się mieć charakter oczekiwania – głównie Berlina – na moment, gdy będzie można wrócić do “normalnych” relacji z Rosją. Do tego działania USA, które pod wodzą Trumpa zamieniły długofalowe soft power na rzecz transakcyjnego traktowania swoich gwarancji bezpieczeństwa, podkopują trwałość NATO. Problemem zachodu jest zresztą przede wszystkim jej pacyfizm, ojkofobia, zatomizowane do szczętu społeczeństwo, konflikty wewnętrzne, strach, korupcja i wszystko to, co sprawia, że my mentalnie i psychicznie nie jesteśmy gotowi na wojnę. Co z tego, że zaczynamy produkować drony, te czy inne rakiety pojawiają się w naszych siłach zbrojnych, skoro najważniejszy i niemożliwy do odpuszczenia wskaźnik tego, czy my do wojny chcemy być gotowi – przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej – cały czas jest nieobecny w agendzie politycznej rządu, jak i opozycji. Mamy 5 rok wojny na wschodzie, 5 rok wojny, którą Rosja jasno i wprost postrzega jako wojnę z całym NATO i zachodem. I w 5 roku wojny my nadal nie przywróciliśmy poboru. Wyobrażacie sobie drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, że na przełomie 1943 i 1944 roku USA czy Wielka Brytania nadal nie mają powszechnej służby i przeszkolenia wojskowego? Brak procedur, przygotowania obrony cywilnej, schronów, zaplecza materiałowego, całkowicie niezrozumiałe działanie służb, kompromitacje w rodzaju dzwonienia na 112 w wypadku pojawienia się dronów nad naszymi bazami wojskowymi, brak ochrony kontrwywiadowczej, całkowita swoboda działania dezinformacyjnego rosyjskich struktur w Polsce… Polskie państwo i jego zarządcy zachowują się tak, jakby z przymusu tylko byli politykami i z musu rządzili tą Polską. I niestety tak jest – partie polityczne w III RP zajmują się głównie swoimi interesami oraz interesami grup lobbystycznych, które ich popierają, a cały proces dbałości o państwo i budowy jego strukturalnej odporności jest tu traktowany “jak za karę”. W końcu rządzą nami neoliberałowie, za młodu naczytani bredniami Hayeków i Friedmanów o “państwie minimum”. No to macie drodzy Polacy państwo minimum – bez rezerw, bez amunicji, bez schronów, bez procedur, bez zasad.

Pora stwierdzić dosadnie – my po 1989 nie straciliśmy Niepodległości, bo zwyczajnie nie było sposobności i możności, aby ktoś tą Polskę solidnie w dupę kopnął. Ale to się zmienia, i nawet jeśli tylko dojdzie do użycia przez Rosję metod poniżej progu pełnoskalowej agresji (a na tą ostatnią jednak się póki co nie zanosi) to nie posiadamy ani fizycznej, ani mentalnej odporności na to. Bo załóżmy że np. Rosja uderzy na nas kilkoma rakietami czy dronami, ale w cele zamieszkane przez cywilów. Ci zginą, dojdzie do jawnego aktu agresji. Przecież nawet ostatnio dron, który odnaleziono, ocenia się, że leciał w kierunku polskiej fabryki zbrojeniowej. A gdyby doleciał? Co zrobi państwo? Artykuł 5? Atak odwetowy na terytorium Rosji, a dokładnie obwód kaliningradzki? Mamy do tego środki, ale czy mamy gotowość do takiego działania?

Sądzę, że dużo bardziej prawdopodobny scenariusz to całkowite oparcie się na zachodnich państwach, które zrobią wszystko, byle tylko nie eskalować. Okaże się, że trwa śledztwo, nie wiadomo, kto to wystrzelił, może to przypadek. To oczywiście wykorzysta opozycja, dojdzie do kryzysu polityczno-społecznego, jakiego w III RP jeszcze nie doświadczyliśmy. A co jeśli Rosja będzie to powtarzać? Jedna, dwie, czy trzy rakiety albo drony to tu, to tam, co parę tygodni. Albo jakiś zamach terrorystyczny? Możliwości jest bardzo dużo, do każdego jesteśmy skrajnie nieprzygotowani, przede wszystkim mentalnie, a każdy doprowadzi do kryzysu państwowości jako takiej. Przecież już teraz środowiska pokroju „Wyborczej” mówią wprost, żeby w razie agresji masowo uciekać, a środowiska anarchistyczno-lewicowe wprost podważają sens istnienia naszych granic, państwa i Wojska.

Słyszymy też zewsząd skowyt prawaków jak i lewaków “to nie nasze państwo!”, “za rząd nie będę umierał” etc. Otóż Rosji nie przeszkadza nasz rząd. Im przeszkadza polski Naród i to, że ma osobowość państwową. To nie Twoje państwo braunuchu? A które jest Twoje? Rosyjskie? Białoruskie? Bo jeśli wyrzekasz się Polski, to przyjdzie ci może zostać obywatelem tych, jakże szacownych tworów politycznych.

Nie mam zamiaru bronić III RP i jej setek, jeśli nie tysięcy patologii i sukinsyństw. Od dobrych 10 lat, jak nie więcej, publicznie punktuję to w sposób radykalny i konsekwentny. Ale zrozumcie, że poza tym państwem nie macie żadnego innego. Nie ma żadnej innej Polski, nawet jeśli obecnie rządzą nią politykierzy i ludzie nie mający do tego kwalifikacji i kompetencji. Już przed wojną Broniewski napisał genialne słowa:

“Są w ojczyźnie rachunki krzywd,

obca dłoń ich też nie przekreśli,

ale krwi nie odmówi nikt:

wysączymy ją z piersi i z pieśni.

Cóż, że nieraz smakował gorzko

na tej ziemi więzienny chleb?

Za tę dłoń podniesioną nad Polską-kula w łeb!”

I pisał to skrajny krytyk tak sanacji, jak i stosunków społeczno-ekonomicznych II RP. I mimo to nie miał wątpliwości – Polski należy bronić, Polskiego Narodu należy bronić!

Właśnie o to chodzi Rosji! Żeby ludzie w Polsce nie chcieli jej bronić, żeby uwierzyli, że biją się “za Tuska i Kaczyńskiego”. A w 1939 za kogo bili się polscy żołnierze? Za Śmigłego-Rydza czy za Polskę? A w 1944 za Komorowskiego czy za Polskę? A w 1920? Za Piłsudskiego albo Witosa? Czy jednak też za Polskę? I co, myślicie, że ruscy tu przyjdą i poklepią Was po głowie za to, że nie biliście się z nimi? Pozwolą budować “nową” Polskę? Toć wszystkich was postawią pod ścianą i zwyczajnie rozwalą, a po przegranej żadnej Polski tu nie będzie. I wtedy już nie będziecie musieli umierać “za rząd i polityków” – wtedy albo będziecie martwi, albo zwyczajnie zbyt zniewoleni, żeby w ogóle głowę podnieść. To podważenie wiary w Naród, wspólnotę, więzi to jest podstawa moskiewskiego psyopu od zawsze. Dokładnie na to liczyli w 2022 roku na Ukrainie, że im się to udało, że żołnierze SZU nie będą chcieli umierać za skorumpowanych polityków – i mieli rację. Bo ukraińscy żołnierze umierają i zabijają za swój Naród. Bylibyście na to gotowi?

Nieraz wyśmiewani są ukraińscy żołnierze, nacjonaliści, ochotnicy na froncie. I to przez tych, którzy… wprost deklarują brak chęci do walki za swój kraj i Naród i nieraz deklarują gotowość albo do natychmiastowej ucieczki, albo wręcz (wypadki skrajne, głównie braunuchy i komuchy) do kolaboracji. I to zazwyczaj ci sami osobnicy, których social media pęcznieją od polskich flag, cytatów Dmowskiego, rocznic ważnych wydarzeń itp. Co więcej – ci sami ludzie bardzo często krytykują postawy liberalnej lewicy, która chętnie się wyrzeka polskiej tożsamości na rzecz “europejskiej” czy ogólnie internacjonalistycznej. A czym to się różni od postawy “nie będę walczył za TĄ Polskę”. Zapytam ponownie – macie inną Polskę?

Najwyższa pora zacząć myśleć o Niepodległości nie w kontekście historycznym, przy 11 listopada etc., ale przede wszystkim jako o czymś, co nie tylko jest zagrożone, ale także może być utracone. Pora odpowiedzieć sobie co jest dla nas najważniejsze, co znaczy w obliczu rozpadu zachodnich struktur i coraz bardziej agresywnej postawy Rosji być nacjonalistą – czy zanegować jakikolwiek obowiązek wobec Polaków i Polski w imię “antysystemowości” finansowej po cichu przez Moskwę, czy przy świadomości wszystkich wad obecnej Polski i jej systemu, być gotowym bronić jej i jej Narodu. Jeśli nie z serca, to z rozsądku. Bo co by powiedzieli ci, którzy przez ponad 1000 lat budowali, walczyli, ginęli i zwyciężali dla Polski, widząc, że dziś gamonie napchane bredniami od Roli, Atora, Dzikiego Trenera, Brauna mówią, że to nie jest ich państwo i oni za Tuska ginąć nie będą. No cóż, gdy będzie już po wszystkim, i przyjdą po Was orki, to zginiecie za Putina – bo nie chcieliście ginąć za Polskę.

Dziś zadaniem dla nacjonalizmu jest uzbroić mentalnie i psychicznie Polaków, tak by byli gotowi stawić czoła zagrożeniu, gdy ono przyjdzie, przynajmniej tak, jak zrobili to Ukraińcy w 2022.

Zadaniem dla nas jest zwalczać każdą rosyjską linię propagandową, którą Moskwa sieje tu, by uczynić nas niezdolnych do walki i oporu. Tych narracji jest wiele, a ta o tym, że to nie jest nasze państwo, nasza Polska to tylko jedna z nich. Nie trzeba kochać Ukrainy i Ukraińców (jak to wmawiają defetyści ludziom rozumiejącym rosyjskie zagrożenie), ale trzeba kochać Polskę i mieć świadomość, że Rosja była, jest i będzie naszym strategicznym wrogiem – tak długo, jak istnieje.

Zadaniem nacjonalizmu jest wreszcie poruszyć serca i umysły, by Polacy zdali sobie sprawę, że Polska na wojnę nie jest gotowa, jak być powinna i by na nią zaczęła gotowa być. A zacząć trzeba od uzbrojenia polskiej psychiki, świadomości i sposobu myślenia – koniec z wszechmiłością, nihilizmem i spirytualizmem, koniec z wiecznym sielankowym odsuwaniem od siebie zagrożenia i myślenia o nim. Jesteśmy państwem frontowym i jak przystało na państwo frontowe, które wróg od 5 lat postrzega jako aktywnego przeciwnika w trwającej wojnie, powinniśmy być zmobilizowani, zdeterminowani i bezustannie poprawiający swe zdolności bojowe.

Bo gdy dojdzie do sytuacji opisanej wyżej, gdy Rosja uderzy na nas hybrydowo, my powinniśmy natychmiast dokonać uderzenia odwetowego. Jeśli trzeba – odpalić rakiety HIMARS na Królewiec. Nie dlatego, żeby eskalować – ale właśnie, żeby deeskalować, żeby pokazać temu wstrętnemu rosyjskiemu plemieniu, że jesteśmy gotowi na wszystko w walce o naszą Niepodległość, a każde nierozsądne działanie Rosji może doprowadzić do nieprzewidzianych skutków i konsekwencji, które wymkną się spod kontroli. Tylko państwa, które grają twardo, twardo odpowiadają na każdą agresję Rosja będzie szanować i poważać, a nie te, w których panoszy się pacyfizm, atomizacja i brak gotowości. Bo jeśli nie odpowiemy, nie dokonamy przeciwuderzenia, to Rosja pójdzie dalej, zażąda więcej i więcej, aż wreszcie Niepodległość nasza stanie się przeszłością. Finowie w 1939 roku obronili się, Czeczenia w roku 1994 i 1995 także, podobnie jak Ukraina w odsłonie wojny, która trwa roku 2022. Tym bardziej więc Polska, kraj ostatecznie dość zamożny i dobrze rozwinięty, może postawić tamę rosyjskiemu imperializmowi.

Niepodległość nie jest nigdy dana. Trzeba o nią się bić, walczyć i pracować. A jeśli trzeba – zabijać i ginąć.

“A dla nas chłopcy nieskończona gra

Bo przyszły los jest wciąż nieodgadniony

I wygrać może, kto do końca trwa

A przegra ten, kto bije dziś pokłony”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *