Małgorzata Jarosz - Narodowy radykalizm a proza życia

Przypadająca 14 kwietnia 92. rocznica powstania Obozu Narodowo- Radykalnego może, a wręcz powinna, stać się dla nas doskonałą okazją do refleksji nad dotychczasową działalnością. Powinniśmy zadać sobie pytanie, co właściwie skłoniło nas do wstąpienia w szeregi organizacji. Co odróżnia nas od ludzi, z którymi na co dzień widujemy się w pracy, na uczelni czy w jakichkolwiek innych sytuacjach?

Pamiętajmy, że największym wrogiem ONR-u czy, mówiąc bardziej ogólnie, wrogiem Polski nie są imigranci, Grzegorz Braun czy Antifa. Największy wróg siedzi de facto w nas samych. A jest nim: lenistwo, marnowanie czasu czy ogólny brak chęci wcielenia głoszonych ideałów w życie.

Przeciętnemu Kowalskiemu narodowy radykalizm kojarzy się przede wszystkim z udziałem w marszach czy manifestacjach, a jeśli karmi się dużymi dawkami newsów z TVN-u, być może jeszcze ze śmiertelnie niebezpiecznym faszyzmem. I rzeczywiście, wielu z nas wstąpiło do ONR właśnie dlatego, bo spodobał im się klimat, na przykład, Marszu Niepodległości. Nic dziwnego, każdy z nas ma potrzebę zamanifestowania swoich poglądów, wyrażenia gniewu przeciw otaczającego nas złu i wszechobecnej niesprawiedliwości. W tym miejscu pojawia się jednak następujący problem: emocje co do zasady są niestałe. Nie jest tajemnicą, iż ONR, podobnie jak każda inna organizacja, bez względu na promowane poglądy czy stawiające sobie cele, mierzy się z problemem tak zwanych działaczy sezonowych, czyli osób początkowo szalenie zakochanych w idei, ale jednak bardzo niestałych w uczuciach. Mało tego, nie brakuje również działaczy wieloletnich, którzy w pewnym momencie postanowili rozstać się z organizacją. Najwyraźniej więc fundamenty okazały się tu nietrwałe, a przebyta formacja posiadała braki.

Jeśli chcemy mieć realny wpływ na polskie społeczeństwo, nie możemy poprzestawać na udziale w pojedynczych marszach czy manifestacjach, nie możemy poprzestawać również na akcjach propagandowych, takich jak plakatowanie czy rozdawanie ulotek. Narodowym radykałem nie można być tylko „od święta”, na 14 kwietnia czy 11 listopada. Ideały powinny być obecne w naszym życiu na co dzień. Nie ma tu oczywiście jednoznacznej odpowiedzi, w jaki sposób powinniśmy realizować to założenie, ponieważ w dużej mierze zależy to od czynników takich jak wykonywany zawód, ilość wolnego czasu czy nawet stan cywilny. Mimo to, bez względu na powierzone nam obowiązki, powinniśmy wykonywać je w sposób możliwe jak najlepszy. Większość z nas deklaruje się jako katolicy, dlatego nie wolno nam zapominać, że źródłem wszelkich łask jest Bóg. Miejmy zawsze w pamięci słowa Chrystusa: „Szukajcie tedy najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,33).  Dlatego bez etyki katolickiej nie będzie nigdy Wielkiej Polski, nie będzie nigdy sprawiedliwości społecznej. Zamiast tego będzie kolesiostwo, egoizm i wyzysk. Oczywiście, zmiana świata musi zawsze zaczynać się od zmiany nas samych. Dlatego nieustanne pracujmy nad sobą i nie kończmy dnia bez porządnego rachunku sumienia. Odpowiadajmy sobie na pytania, czy byłem/byłam dziś dobrym katolikiem, dobrym współmałżonkiem, dobrą matką lub dobrym ojcem bądź dobrym pracownikiem czy uczniem.

Tak jak zostało już to nadmienione, nie ma jednej, słusznej drogi, którą powinien kroczyć narodowy radykał. Nie ulega wątpliwości, że osoba posiadająca dzieci lub mająca pod opieką starszego rodzica, może czasami czuć się zwolniona z obowiązku udziału w manifestacji. Jej narodowy radykalizm będzie polegał właśnie na wzorowym wykonywaniu obowiązków stanu. Osoba posiadająca więcej wolnego czasu powinna natomiast skutecznie walczyć ze swoim lenistwem i wykazać zaangażowanie poprzez na przykład rozwieszenie plakatów czy napisanie artykułu na Kierunki. Często to jednak nie wystarczy. Deklarujemy przecież chęć walki z atomizacją społeczeństwa i głosimy hasła o narodowym solidaryzmie. Niech więc nie będą to puste słowa. Może w naszym mieście znajduje się placówka pomagająca bezdomnym. Może warto zaangażować się w wolontariat. Może warto zainteresować się tym, czy w naszym najbliższym otoczeniu, wśród znajomych czy sąsiadów, nie ma osób potrzebujących jakiejś formy pomocy.

Jeśli jednak brak czasu czy brak sił nie pozwala nam na tego typu działalność społeczną, bądźmy wzorem do naśladowania w dziedzinie zawodowej. Bez względu na rodzaj wykonywanej pracy, wykonujmy ją jak najlepiej, tak aby ludzie widzieli w nas elitę. Pamiętajmy, że nikt z nas nie jest tak zwanym homo economicus, czyli człowiekiem nastawionym tylko i wyłącznie na zysk. Praca powinna być rodzajem służby na rzecz Narodu. I nie ma znaczenia, czy jesteśmy lekarzami czy osobami sprzątającymi. Narodowy radykalizm dążył zawsze do zaprzestania dzielenia społeczeństwa na klasy społeczne i stał na stanowisku, że każdy może i powinien dokładać swój kamyczek do dobra wspólnego. Jeśli jednak mamy szczęście być na górze hierarchii i jesteśmy pracodawcami, wtedy mamy niewspółmiernie większe możliwości w walce z opłakanymi skutkami wolnego rynku. Hasła takie jak „uderz w kapitalizm” czy „godna praca, godna płaca” nie są już pustymi słowami, ale mają szansę zostać wprowadzone w życie.

Kolejnym zagadnieniem jest nieustanna formacja. Nie wyobrażam sobie narodowego radykała, który nie czyta albo przynajmniej nie słucha wartościowych materiałów w internecie. Nie chodzi tu tylko o znajomość historii Polski, historii ONR-u czy ogólnych zagadnień dotyczących naszej idei. Chodzi przede wszystkim o umiejętność przekazywania wiedzy dalej i umiejętność prowadzenia dyskusji. Jak wiemy, media w ostatnim czasie mało się nami interesują, co pociąga za sobą również brak zainteresowania ze strony społeczeństwa. Częściej usłyszeć można natomiast głos tak zwanej szurowskiej prawicy z Grzegorzem Braunem na czele. Niestety, głos ten bardzo często sprowadza się do bezwartościowego show, jak chociażby słynna akcja z gaśnicą. Za tym wszystkim nie kryje się jednak żadna sensowna alternatywa. Wręcz przeciwnie, kryją się przede wszystkim szkodliwe postulaty wolnorynkowe czy brak jednoznacznego potępienia rosyjskiej agresji na Ukrainę. Są to oczywiście tylko przykłady. My nie możemy pozwolić jednak, aby ludzie stawiali nas w jednym szeregu z Grzegorzem Braunem czy Konfederacją. Musimy pokazać, że mamy konkretne postulaty, które są odpowiedzią na otaczające nas bolączki, takie jak laicyzacja, sprowadzanie do Polski „taniej siły roboczej” w postaci imigrantów (w ostatnim czasie, przede wszystkim Hindusów), łamanie praw pracowniczych czy zbyt niskie zarobki. Warto uświadamiać ludzi, że narodowy solidaryzm nie jest tylko pustym hasłem. Już nasi przedwojenni Koledzy opracowali przecież konkretne rozwiązana, jak chociażby Organizacja Polityczna Narodu, dzięki której de facto każdy Polak miałby realny wpływ na politykę. Jest to oczywiście tylko przykład, który wymagałby napisania osobnego artykułu.

Na koniec dochodzimy do kluczowego pytania: kim właściwie jest narodowy radykał? Czy osobą lubującą się w „klimatycznych” wydarzeniach, takich jak Marsz Niepodległości? Tak, ale tylko „od święta”. Paradoksalnie, narodowy radykał nie jest nikim szczególnym. Może być pracownikiem fizycznym albo kobietą poświęcającą się przede wszystkim wychowaniu dzieci. Nie zamyka się on jednak w swojej „strefie komfortu”. Ma świadomość, że pracę wykonuje nie tylko dla siebie, ale też dla innych. Jeśli ma pod opieką dzieci, zrobi wszystko, aby wychowane zostały one na świadomych  Polaków. Jeśli ma ku temu możliwości, chętnie angażuje się w działalność społeczną na rzecz ubogich. Narodowy radykalizm nie może być więc tylko dodatkiem do naszego życia, musi stać się czymś, bez czego życia sobie nie wyobrażamy. Takiej właśnie postawy życzę każdemu z nas, w tym sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *