Grzegorz Ćwik - Może to coś znaczy

Jest cos autentycznie niesamowitego w pewnych kontrastach naszej historii. A nawet może nie tyle samej historii, co w tym jak bardzo, patrząc wstecz, rozmieniliśmy się na drobne. Naród, który kiedyś potrafił się ofiarnie i solidarnie rzucić wrogom do gardła, wznosić wielkie budowle i tworzyć wspaniałe dzieła, dziś rozpływa się w wewnętrznej nienawiści do samego siebie i rodaków, a zamiast siły i wytrwałości widzimy posunięty do skrajności hedonizm, atomizm społeczeństwa i generalnie brak wiary w cokolwiek większego. A może to coś znaczy, że jesteśmy Narodem z ponad 1000 letnią historią, że nasi przodkowie na tej ziemi są od kilkunastu wieków co najmniej, i w całym tym dziejowym procesie raz po raz pokazywaliśmy, że potrafimy wybić się na wielkość?

Może to coś znaczy, że już od 966 roku, przynajmniej oficjalnie, Polska jest częścią wielkiej i wspaniałej kultury oraz cywilizacji Europy. A ta z czasem stała się dominująca na świecie, narzuciła wszelkie normy kulturowe, polityczne, technologiczne i przez długi czas to Europa była autentycznym centrum świata. Częścią tego centrum, w pewnym momencie z powierzchnią 1mln km2, była Polska i miała swój określony wkład w to. Może więc to coś znaczy i nie warto poddawać się serwowanej na każdym kroku woke’owej kulturze bicia się w piersi za rzekome zbrodnie białego człowieka, przepraszania za bycie Europejczykiem i pedagogice wstydu.

Może to coś znaczy, że nasza historia pełna jest dążeń do jednoczenia państwa – jak w trakcie podziału dzielnicowego, jak w trakcie zaborów, potopu, wreszcie po 1918 roku. Może skoro nasi przodkowie przez wieki starali się, aby to co polskie było w Polsce, to nakłada na nas określone obowiązki, np. dbałość o kulturę i spuściznę, o język, ale także w dobie zagrożenia rosyjskiego o integralność terytorialną. Może to znaczy, że powinniśmy też dbać o majątek narodowy, aby pozostał w polskich rękach?

Może te wszystkie rzekomo beznadziejne i nie mające szansy na zwycięstwo powstania i zrywy oraz rewolucje miały określony sens? Może kolejne pokolenia walczyły, krwawiły i ginęły po coś więcej, niż żeby obecne pokolenie toczyło boje o zaimki i sojowa latte?

Może coś znaczą te szlaki bojowe – po Krym, Madryt i Somosierrę, Lipsk i Waterloo, po Kamieniec Podolski i Rygę? Jeśli nasi przodkowie byli gotowi iść w sprawie polskiej Niepodległości na koniec świata, w najgorszych warunkach i bić się na śmierć i życie, to może i na nas nakłada to jakieś powinności? Może przez wzgląd na nich powinniśmy elementarnie dbać o nasz kraj?

Może to coś znaczy, że w naszej historii czasem całe pokolenie dokonywało nadludzkiego wysiłku, byle tylko zwiększyć ekonomiczne i gospodarcze możliwości Polski? Może Centralny Okręg Przemysłowy, Gdynia czy magistrala węglowa ze Śląska do tejże Gdyni to nie tylko elementy historii zaprzeszłej, ale swoisty drogowskaz – tak, mówię tu o CPK, o elektrowniach atomowych, o fabryce Intela i wielu innych inwestycjach. Może to coś znaczy, że kiedyś nie zadawano kretyńskich pytań „czy”, ale „jak”?

Może to coś znaczy, że dziwnym trafem walka o utrzymanie niepodległości, potem walka o jej odzyskanie spod zaborów a następnie o umocnienie przed nadchodzącym kataklizmem splotła się z walką o sprawiedliwość społeczną, równouprawnienie różnych klas w polskim narodzie, walkę o prawa pracownicze, syndykalizację. Kolejne pokolenia polskich bojowników – kościuszkowcy, powstańcy, PPSowcy, Legioniści, POW-iacy, syndykaliści i nacjonaliści walczyli nie tylko o Polskę, ale przede wszystkim o Polskę sprawiedliwą, prawdziwie demokratyczną, zapewniającą podstawowe prawa i osiągnięcia społeczne (edukacja, ochrona zdrowia, emerytury). Może to coś znaczy, że pierwszy polski rząd w niepodległej Polsce stworzył Ignacy Daszyński, szef PPS-u, a Rząd Lubelski zasłynął swym  niezwykle postępowym w kwestii robotniczej i chłopskiej ustawodawstwem. Nota bene następny rząd- już ogólnopolski, także szefowany przez socjalistę – Moraczewskiego, wszystkie te reformy utrzymał w mocy. Może to coś znaczy i zamiast wygadywać liberalne bzdury, postulować wszelakie libertyńskie pomysły po Korwinie czy Mentzenie zdamy sobie sprawę, że to ekonomia ma służyć człowiekowi, a nie człowiek ekonomii.

Może to coś znaczy, że po Powstaniu Styczniowym znalazło się pokolenie, które potrafiło rzucić na stos swój życia los i wszystkie swoje dni poświęcić sprawie polskiej? Piłsudski całe życie pracował i walczył dla Polski, najpierw wyszukując metod odzyskania Niepodległości, a następnie jej umocnienia. Może to naprawdę znaczy, że i my powinniśmy pracować dla Polski – a przecież tak wiele osób, które nas otaczają nie są w stanie nawet symbolicznie zrobić czegoś dla Ojczyzny. Poziom narodowego bumelanctwa, kompletnej obojętności na stan państwa i jego perspektywy stoją w rażącej odmienności wobec tych, którzy walczyli pod Rokitną, Kostiuchnówką, Kaniowem i Rarańczą.

Jakoś tak się historia nam ułożyła, że nasze relacje z Niemcami nigdy dobre nie były, a wojen i konfliktów nigdy nie brakowało, włącznie z tym najstraszniejszy, rozpętanym i nieludzko prowadzonym właśnie przez Niemców. To nie była żadna anomalia czy „błąd”, ale konsekwencja całej historii i tradycji niemieckiej polityki i ideologii. Rasową nienawiść wobec Polaków i szerzej Słowian na dobrą sprawę można już wyczytać u Thietmara, piszącego 1000 lat przed Hitlerem. Może więc coś to znaczy, że skoro cała nasza historia wykazuje, że Niemcy nie tylko nie są naszymi przyjaciółmi, ale i nie jest im po drodze z ideą naszej wielkości, to może warto uważać z tak powszechną ostatnimi czasy wiarą w naszego zachodniego sąsiada, jego dobre zamiary i „europejskie standardy”?

Może to coś znaczy, że najbardziej spontaniczny i znaczący oraz rozpoznawany na świecie ruch związkowy – „Solidarność”, poza walką o wolność, na swoich sztandarach miał także walkę o prawa pracownicze, uczciwe pensje, zabezpieczenia socjalne i szeroko rozumianą sprawiedliwość społeczną. Hasła te były wówczas popierane masowo i powszechnie. Może to coś znaczy i daje nam kierunkowskaz, w jakim kierunku powinna iść Polska? Polska socjalna, a nie liberalna to nie tylko hasło na marsz czy grafikę, ale realna diagnoza tego, jak powinniśmy się rozwijać.

Może to coś znaczy, że Wyklęci ginęli za bycie rzekomymi „faszystami”, a dziś znów mamy czerwonych i liberalnych zaprzańców, którzy nazywają ich identycznie i atakują za to, że walczyli z wrogami Narodu? Jak widać kolejne pokolenie internacjonalistów nie może przeboleć faktu, że byli ci, którzy walczyli z ich rodzicami i dziadkami, a dziś są ci, którzy nie tylko to przypominają, ale maja Wyklętych za wzorzec ideowy. 

Może to coś znaczy, że po wojnie przez kilkadziesiąt lat odbudowywaliśmy to państwo, mimo niekorzystnego systemu politycznego i zależności od Moskwy. Mimo to stworzyliśmy miliony mieszkań, kilkanaście tysięcy małych i dużych fabryk, wiele firm i marek, które były znane na świecie. Udało nam się stworzyć także silne struktury lokalne i społeczne – wszelkie biblioteki, kluby osiedlowe, kluby sportowe, świetlice, miejsca prowadzące zajęcia dla dzieciaków i młodzieży. To wszystko zniszczono po wdrożeniu szaleńczego planu Balcerowicza, albo w najlepszym razie sprzedano za kilka procent realnej wartości. Brak refleksji, ogłupienie neoliberalizmem, wiara w to, że to co państwowe jest złe – wszystko to doprowadziło do wduszenia Polski do przedziału państw średniego dochodu. Do tego dochodu zresztą też musieliśmy ćwierć wieku szlusować, by w końcu go osiągnąć. Może po latach pora zrozumieć, że to coś znaczy, że ludzie mają zapewnioną pracę i mieszkanie, państwo rozumiane jako własność obywateli potrafi się nimi zaopiekować, zorganizować czas i zapewnić miejsca do odpoczynku i realizacji pasji czy zainteresowań. Może te 45 lat PRL-u mają taki sens, o ile komunizm ma jakiś sens, że stworzono ogromna bazę społeczną, ekonomiczną i infrastrukturalną. Dziś, po latach, staramy się powoli wbrew krajowym liberałom i ich zagranicznym sponsorom z Berlina i Brukseli, to odbudowywać. To chichot historii, ale może to, że mamy tu serio spore doświadczenia tez ma jakiś sens.

Może sens ma też to, że po 1944 roku przez praktycznie cały okres trwania w Polsce komunizmu to czas walk podziemnych, opozycji, kolejnych fal stawiania oporu czerwonemu okupantowi. Może najwyższa już pora, po i tak długim niewczasie, przeprowadzić otwartą i publiczną lustrację – tak, by ta walka wreszcie mogła się skończyć, ale też by miała swój sens. Bo jaki sens walczyć z czerwonymi, jeśli oni nadal są w polityce, gospodarce, życiu społecznym czy naukowym i dalej infekują, niekiedy w kolejnym już pokoleniu, zdrową tkankę Narodu?

Może ma też sens to, że dziesiątki pokoleń naszego Narodu żyły w nędzy, biedzie, niejednokrotnie głodzie. Dziś, w dobie konsumpcjonizmu nie tylko nie doceniamy prawdziwego znaczenia rzeczy i zasobów materialnych, ale wręcz przestawiliśmy „wajchę” na drugą stronę – zamiast gospodarki niedoborów wybieramy nadkonsumpcję czy ślepą wiarę w brandy i marki, jak to świetnie opisała Naomi Klein w „No logo”. Może jednak warto się zastanowić co kupujemy, po co i dlaczego i zamiast iść ślepo za najgorszymi trendami, wybrać świadomy udział w gospodarce i raczej post-wzrost niż histeryczne gonienie za PKB. I żeby była jasność – postulowany tu i ówdzie prymitywizm, trybalizm, powrót do jaskini albo puszczy nie jest w żadnym razie tym, o co mi chodzi – chodzi mi o to, żeby ludzie rozumieli swoje potrzeby i to te faktyczne, a nie dawali sobą pomiatać specjalistom od reklamy i marketingu.

Może wreszcie ma sens to, że w roku 1939 do walki stanął cały Naród, zmobilizowane zostało całe Państwo i przez następnych 6 lat Polacy walczyli o swoją Niepodległość. Dziś widzimy jak całe pokolenia deklarują pacyfizm, bierność i instytucjonalną gotowość do ucieczki w razie wojny czy wręcz wyrzeczenie się własnej narodowości. To już zupełnie sensu nie ma, podobnie jak oczekiwanie że nadchodząca wojna z Rosją będzie czymś, gdzie rzucimy te 200-300 tys. żołnierzy i starczy. Nie, w wonie tej, podobnie jak teraz na Ukrainie, walczyć będzie cały Naród, całe społeczeństwo i warto aby ludzie byli tego zarówno świadomi, jak i gotowi – tak praktycznie, jak i mentalnie. Bo dopiero wtedy ma sens udział w wojnie, kiedy „Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa.”.

Może na koniec cała nasza historia ma sens? Wbrew wszelki próbom wypaczania naszej tożsamości i dziedzictwa, wyszukiwania kolejnych zbrodni Polaków i udowadniania, że taki czy inny -izm wyssaliśmy z mlekiem matki. Może to, że nasi przodkowie bili się za ten kraj i lud, wznosili wspaniałe budowle, tworzyli wielkie dzieła, realizowali pokoleniowe plany i zawsze patrzyli wysoko – może to wszystko ma sens? Oczywiście, że ma, o ile my, obecnie żyjący Polacy i Polki, również będziemy zdolni nagiąć swe dusze, serca i ciała do pracy, walki i budowy dla naszego Narodu – a więc tak dla nas, jak i dla naszych dzieci i wnuków. Ostatecznie – także dla naszych przodków, jako uhonorowanie ich pracy, znoju i wysiłku oraz przedłużenie i kontynuację ich działań. Naród to wspólnota żyjących, martwych i nienarodzonych, a więc aby to wszystko miał sens, nie możemy pozwolić sobie na dezercję i opuszczenie tej sztafety pokoleń. Nasz obowiązek to praca dla wspólnoty, jej wzmacnianie, bogacenie się, ale jeśli trzeba – także twarda obrona. I dopiero wtedy ma to sens i to głęboki.

Warto czerpać z historii – zarówno postawy i wzorce, jak sposoby myślenia, działania, a wreszcie i same wartości. A nasza historia jest zarówno długa, ponad 1000-letnia, jak i wielka. Historię Polski tworzyli rycerze, żołnierze, husarze i pancerni, ułani i szwoleżerowie, powstańcy, rebelianci, Legioniści i POWiacy, konspiratorzy OB PPS, wreszcie Wyklęci i robotnicy oraz podziemni działacze nie dający zezwolenia na komunistyczny terror. To także historia pokoleń działaczy społecznych, związkowych, syndykalistów, bojowników o szeroko rozumianą sprawiedliwość społeczną. To wreszcie historia naukowców, ekonomistów i ludzi, którzy chcieli coraz wyżej windować polską myśl i rozszerzać nasze możliwości. Pamiętajcie bowiem, że nacjonalizm będzie socjalny, albo nie będzie go wcale. Całość ta to doprawdy piękna, wspaniała i pełna honoru oraz dumy historia. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. I tak, ta historia coś znaczy – i zdecydowanie zbyt dużo, by się jej wyrzec lub pozwolić na zakończenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *