W naszym życiu publicznym obserwujemy obecnie największy kryzys rządzącej partii oraz jej wizerunku od momentu utworzenia obecnej władzy 13 grudnia 2023 roku. Szpital Południowy okazał się być nie tylko gniazdem partyjnych żmij (czy raczej świń) ale samonapędzającą się puszką pandory. Zapewne jeszcze daleko do uzyskania pełnego obrazu tego, co działo się w tej placówce, jednak już teraz można przyjąć za pewnik, że afera ta będzie miała niemały wpływ na wynik przyszłorocznych wyborów. Być może także na spoistość koalicji.
Dla nas afera Szpitala to jak w zwierciadle skupione wszystkie najgorsze cechy tego systemu, który zadomowił się nad Wisłą. Oligarchiczny, upartyjniony aż do skrajności neoliberalizm w aferze Szpitala Południowego objawił się z całą swą mocą, a konsekwencje tego, które możemy obecnie obserwować, stanowią wręcz kwintesencję w pełni rozwiniętej formy tegoż ustroju.
W kontekście politycznych rozważań, istotne jest to, że afera jest wynikiem dojścia do władzy szeroko rozumianego obozu, bo nie chodzi mi tylko o konkretne partie polityczne, który szedł do wyborów z hasłem rozliczenia poprzedniej władzy, praworządności i demokracji. Pamiętajmy także, że ludzie ci, w razie jakichkolwiek problemów wizerunkowych czy wyciągnięcia im nawet dużo mniejszych machloi i afer, natychmiast zaczynają szermować argumentem spod znaku “faszyzmu”. A tu bowiem okazuje się, że może i nie są oni krystalicznie czyści, trochę kradną, trochę korumpują, trochę niszczą państwo od środka, ale ostatecznie są dużo lepsi niż alternatywa, a tą oczywiście musi być faszyzm.
W optyce bowiem libleftu, koniec końców każda alternatywa, nawet ta centrowa czy centroprawicowa, a na końcu wręcz i sama partia Razem, stają się przedstawicielami takiego czy innego faszyzmu. Ludzie jak Trump, Orban, Morawiecki i inni przedstawiciele tak czy inaczej pojmowanego frontu opcji antyestablishmentowych, pomijam, czy zasadnie czy nie, wrzucani są nie tylko do wiaderka z napisem faszyzm, ale zarzuca im się promowanie tak zwanej nieliberalnej demokracji, co w kontekście funkcjonowania obecnych prądów samo w sobie jest już swoistą polityczną herezją.
Tymczasem paradoksalnie zagrożeniem dla nas stała się nie demokracja nieliberalna, ale liberalna niedemokracja. Upartyjnienie bowiem, i to nie w rozumieniu władzy określonej struktury partyjnej, ale ludzi zrzeszonych poglądami i wizją państwa oraz narodu, staje się zagrożeniem dla wolności społeczeństwa.
Cóż nam bowiem po trójpodziale władzy, niezależności sądów i wszystkich tych demokratycznych mechanizmach samoograniczania, jeśli wszystkie instytucje demokratyczne przejęte będą przez ludzi, dla których stanowią one wyłącznie element absolutnej i totalnej władzy kulturowej oraz politycznej? Krótko mówiąc, sądy i prokuratury ścigają tych, których mają ścigać, a całą resztę kryją i pozwalają im na swobodne realizowanie swoich przestępczych działań.
Do tego wsparcie mediów, dziennikarzy, ogromnej większości establishmentu, elit i tak zwanych celebrytów, jak również zorganizowane sieci trolli i hejterów powodują, że demokracja w wydaniu liberalnym nie tylko stała się niedemokracją, ale przede wszystkim niezwykłą groteską.
Wbrew twierdzeniom obecnego rządu, który zresztą w kontekście afery Szpitala Południowego zachowuje się strasznie nieporadnie, to nie jest to anomalia tego systemu. To dokładnie konsekwencja jego i jak najbardziej zamierzony skutek. Skoro bowiem neoliberalizm oznacza zwiększanie nierówności, tak majątkowych, jak i w kontekście władzy i możliwości, to stworzenie saloników VIP, obsługiwanie polityków koalicji rządzącej etc. poza kolejnością, nie jest tutaj czymś dziwnym, ale przeciwnie, jak najbardziej wynika z samej natury tego systemu.
W najwyższym stopniu symptomatyczny jest tutaj zresztą stosunek do Krzysztofa Stanowskiego i jego kanału Zero. Daleki jestem od uwielbienia dla tego człowieka i jego projektu, ale przyznać trzeba, że stanowi on stosunkowo niezależną siłę i nie ma litości dla wszelkich afer i korupcji obecnej, jak i poprzedniej władzy. I właśnie nagonka na Stanowskiego, wykonywana zarówno bezpośrednio przez polityków Platformy Obywatelskiej, tutaj celuje w tym Roman Giertych, jak i chociażby przez politycznych cyngli, chociażby Ośrodek Monitorowania, stanowi kolejny dowód na to, że liberalizm wyklucza się w ostateczności z demokracją i powoduje wspomniany system liberalnej niedemokracji. Bowiem ataki ze wszystkich stron, wyciąganie Stanowskiemu jego skądinąd niesmacznych, ale przecież tylko żartów, dyskredytowanie go, prokurowanie donosów i spraw w prokuraturze, uderzanie także w jego współpracowników, tutaj chociażby przykład Jacka Granieckiego (popularny TDF), pokazuje, że system ten nie jest zainteresowany wolnością w takim rozumieniu, jak zwykł o tym mówić w przestrzeni publicznej, a jedynie stworzeniem władzy absolutnej i utrzymaniem jej ponad wszystko.
Tak funkcjonujący i rozumiany obóz władzy ma przede wszystkim na swym celu realizację swoich aspiracji majątkowych, biznesowych, uzyskiwanie wpływów i koneksji, a polityka jest tutaj tylko dodatkiem, zależnym zresztą od ośrodków zagranicznych, głównie Niemiec.
Ci ludzie zajmują się polityką i rządzeniem tylko dlatego, że po prostu muszą i robią to na swoiste „odwal się”, a faktycznym powodem istnienia tego obozu, istnienia zarówno tych partii, jak i wspierających je grup wpływu i grup lobbistycznych, jest wspomniany neoliberalizm, który pozwala im na powiększanie swych fortun, nierówności majątkowo-dochodowych a konsekwencji, powiększanie swojej władzy politycznej. Ta jednak nie ma służyć żadnym określonym celom, tak dla państwa, jak i wspólnoty narodowej, ale stanowi po prostu konieczność dla tych, którzy chcą być u władzy.
Upada właśnie mit, na którym Donald Tusk, jego ludzie, w tym chociażby Rafał Trzaskowski, starali się w dużej mierze oprzeć swoją agendę. A mianowicie to, że obecna Platforma to już zupełnie inna jakość niż ta z lat 2007-2015. Jak się okazuje, afery, które zaczynają być wyciągane, a śmiem twierdzić, że to dopiero początek, są niczym innym jak swoistą recydywą z okresu poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej.
Przecież poza kilkoma najważniejszymi postaciami, jak chociażby spajający całe to środowisko premier Donald Tusk, możemy mówić o pokoleniowej wymianie. Ogrom działaczy, którzy w okresie pierwszego rządu Platformy grali pierwsze skrzypce, dziś już jest na emeryturze lub na bocznym torze. Okazuje się jednak, że silniejsze od polityki określonych osób jest linia, którą partia ta przyjęła i to przyjęła w momencie samego założenia.
Pytanie, czy szeroko rozumiana prawica faktycznie ma remedium na taki sposób prowadzenia polityki, bo jeśli przyjrzymy się głównym wytycznym aksjologii opozycji wobec Platformy Obywatelskiej, chociażby takiej Konfederacji, czy ogólnie rozumianej wolnorynkowej i wolnościowej prawicy, to wiele się one nie różnią.
I tu i tu widzimy posuniętą do skrajności anomię państwa, prywatyzację jej poszczególnych usług, w tym interesującej nas służby zdrowia, wpisaną w to wolnorynkowość i neoliberalizm, słabość struktur państwowych, wszechwładzę kapitału, skrajne powiązanie struktur państwa oraz rynku i republikę kolesiów.
Żeby mówić o rozliczeniu winnych obecnej sytuacji, jak i o jej naprawie, znaleźć trzeba przede wszystkim alternatywny sposób myślenia o wspólnocie, o państwie, o przestrzeni publicznej. Tymczasem Konfederacja jest niczym innym jak młodszą siostrą Platformy Obywatelskiej. Tyle, że Platforma, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy garnitur swoich polityków, nie wypowiada pewnych postulatów wprost, a Konfederacja głosami Bosaka, Mentzena i innych neoliberalnych prawicowców robi to. I to główna różnica.
Skądinąd prawica lubi też roić o autorytarnej władzy, o systemach prezydenckich czy kanclerskich, czy głosami takich radykałów jak Korwin lub Braun wręcz o likwidacji systemu demokratycznego. No to przecież właśnie obecna afera Szpitala Południowego, jak i ogół rządów Platformy Obywatelskiej, to nic innego jak rządy autorytarne czy quasi-autorytarne w praktyce.
To, co różniłoby system rządów Konfederacji czy korony Brauna od tego, który mamy teraz, to przede wszystkim kwestie formalne, no i to, która grupa korzystałaby na tym systemie i mogłaby żyć kosztem pozostałych obywateli. Dlatego z ust i jednych i drugich słyszymy non stop o wolności, ograniczaniu rzekomo zbyt rozrośniętego państwa, widzimy warcholstwo i korupcję, a w kwestiach ekonomiczno-społecznych skrajny anglosaski kapitalizm.
Bez silnego społeczeństwa obywatelskiego oraz możliwości konsekwentnej i systematycznej kontroli i nadzoru ze strony Narodu nad władzą i procesami, oraz rządzącymi partiami, nie ma możliwości mówienia o zmianie jakościowej, a jedynie o tym, kto i w jakim stopniu będzie wykorzystywał słabość państwa i jego instytucji.
System skrajnej wolności, libertynizmu i jak największego ograniczenia państwa, czyli w skrócie program, jaki ma właściwie prawie cała polska prawica, stoi w skrajnej sprzeczności i na biegunowym przeciwieństwie do wymogów, jakie spełnione być muszą, aby takie sytuacje jak ze Szpitalem Południowym i z setką innych afer obecnej władzy nie powtórzyły się.
Zresztą wysoce symptomatyczny jest tutaj fakt, że prezes głównej partii opozycyjnej wobec duopolu PiS-u i PO, Sławomir Mentzen, jest przecież właścicielem i szefem kancelarii, która zajmuje się głównie doradzaniem jak nie płacić podatków i omijać zobowiązania wobec państwa. A więc jedna klika kolesi i kombinatorów ma być zastąpiona przez inną klikę kombinatorów i kolesi, tyle że jeszcze nie nachapaną na państwowym i wspólnotowym korycie? A my mamy wierzyć, że to doprowadzi do diametralnej odmiany sytuacji.
Oczywiście cieszy to, że sama afera, mimo wysiłków rządu i wspierającego go sojuszu mediów i hejterów oraz trolli, nie została zamieciona pod dywan i, jak się wydaje, są pewne szanse na pociągnięcie odpowiedzialnych za patologię do odpowiedzialności prawnej. Nie zmienia to jednak faktu, że takich szpitali południowych, takich ludzi, którzy dorabiają się gigantycznych pieniędzy na drenażu społeczeństwa i narodu, są pod rządami neoliberalów tysiące i dziesiątki tysięcy. I tak długo, jak nie zostanie im przeciwstawiona prawdziwie wspólnotowa, społeczna i oddolna koncepcja władzy i państwa, tak długo sytuacje takie będą nawracać w tym czy innym natężeniu.