Małgorzata Jarosz - Francuska historia ku pokrzepieniu polskich serc

Pomysł na napisanie niniejszego artykułu zrodził się po obejrzeniu filmu „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć”. Produkcja w naszych polskich warunkach popularna jest co najwyżej w szeroko pojętych środowiskach konserwatywnych, a obejrzeć można ją tylko w niektórych kinach studyjnych. Wzbudziła jednak niemałe emocje we Francji. Nic dziwnego, opowiada w końcu o wydarzeniach, które są de facto fundamentem istnienia współczesnej francuskiej państwowości. Film krytykowany był za swoją niskobudżetowość i przeciętną grę aktorską, ale ze strony lewicy słychać było również głosy o rzekomej stronniczości i fałszowaniu historii

Wydarzenia, które rozgrywały się w Wandei od marca 1793 roku stały się obiektem zażartych dyskusji wśród francuskich historyków. Podobnie, jak w naszych polskich warunkach było między innymi z Rzezią Wołyńską. Wielu badaczy nie ma wątpliwości, że stłumienie powstania w Wandei było de facto ludobójstwem (czego nie chcą niestety uznać władze francuskie). Liczba ofiar śmiertelnych nie jest do końca znana, jednak najpowszechniejsza wersja podaje aż ok. 350 tys. zamordowanych, co stanowi 1/3 ludności regionu sprzed rewolucji.

Przypomnijmy, iż Wandea to region w zachodniej Francji, którego ludność już od wieków słynęła z konserwatyzmu i silnego przywiązania do Kościoła. Widoczne było to już w czasie wojen religijnych z XVI i XVII wieku, kiedy to tamtejsza społeczność zasłynęła z niezłomnych walk z protestantami. Wandejczycy już na początku rewolucji masowo stosowali bierny opór, na przykład poprzez odmowę w udziału w Mszach celebrowanych przez tzw. zaprzysiężonych księży. Inną przyczyną wybuchu powstania był jednak również sprzeciw wobec poboru do wojska (z Wandei zamierzano powołać aż 4 tys. rekrutów).

Do zamieszek doszło dokładnie 12 marca 1793 roku, w miejscowości Saint- Florent. Wielu powstańców miało na piersiach obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa, z napisem „Dieu et Roi” („Bóg i król”). Początkowo przywództwo nad powstaniem przejęła grupa chłopów z Jacquis’e Cathelineau na czele. Szlachta dołączyła do rebelii dopiero w późniejszym czasie. Był to między innymi Francois de Charette, główny bohater wspomnianego powyżej filmu.

Podkreślić należy, iż Wandejczycy mieli liczebną przewagę i byli dobrze wyszkoleni pod względem strzeleckim (w regionie funkcjonowała pewna grupa wolnych chłopów, która posiadała broń). Kulminacyjnym punktem powstania było zdobycie Angers (18.06.1793), co otwierało już drogę do Paryża (zamiast tego zdecydowano się jednak na atak na nadmorskie Nantes, który niestety zakończył się niepowodzeniem).

Reakcja władz była zdecydowana. Już 17.03.1793 roku Konwencja uchwaliła dekret, na mocy którego każdy buntownik schwytany z bronią w ręku miał zostać skazany na śmierć. Natomiast 1 sierpnia jakobiński Komitet Ocalenia Publicznego nakazał przeprowadzenie bezwzględnej pacyfikacji Wandei, zalecając wymordowanie wszystkich mieszkańców, bez wyjątku. 18 października wojska rządowe przekroczyły Loarę, posuwając się systematycznie na zachód. Główne siły kontrrewolucjonistów zostały ostatecznie pokonane 23 grudnia w bitwie pod Savenay. Pociągnęło to za sobą systematyczną eksterminację ludności Wandei. 21.01.1794 roku zaczęły działać tzw. kolumny piekielne, bezlitośnie mordujące rebeliantów na wszelkie możliwe sposoby. Szacuje się, że zabiły one od 20 do 50 tys. ludzi.

„Obywatele republikanie. Wandea już nie istnieje. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszą wolną szablą […]. Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które nie będą już rodzić bandytów […] Litość nie jest rewolucyjną sprawą”- czytamy w raporcie jednego z republikańskich generałów.

Wandejczycy toczyli jednak walkę de facto aż do objęcia rządów przez Napoleona, który podpisał konkordat z Rzymem i zniósł pobór w rejonie objętym powstaniem.

Film „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” jest niewątpliwie hołdem złożonym dzielnym powstańcom. Współreżyser filmu Vincent Mottez wspominał w jednym z wywiadów, iż jego celem było wyrwanie z zapomnienia tysiące ludzi, którzy zginęli w straszliwej wojnie. Historię Wandei poznajemy tu jednak z punktu widzenia głównego bohatera, wspomnianego wyżej Francois de Charette, byłego oficera marynarki królewskiej. W części filmu jest on narratorem- przedstawia nam swoją historię, a także opowiada o swoich licznych przeżyciach duchowych.

Produkcja stara się przenieść nas w czasie i odtworzyć atmosferę tamtych dni. Nie są to tylko sceny typowo batalistyczne, ponieważ widz ma okazję zobaczyć powstanie również „od kuchni”. Możemy na przykład przenieść się na wiejską zabawę, w czasie której bohaterowie, przy akompaniamencie muzyki ludowej, świętują swoje zwycięstwa. Film nie jest bynajmniej zdominowany scenami obrazującymi okrucieństwo rewolucjonistów, niemniej jednak doskonale oddaje grozę tamtych wydarzeń. Charette już na początku swoich rozważań przyznaje, że „przychodzi z piekła”. Nie mogło zabraknąć rzecz jasna również budzących grozę „piekielnych kolumn”, które z uśmiechem na ustach mordowały niewinnych ludzi.

Osobiście bardzo podobały mi się wątki „feministyczne”. W filmie, zresztą zgodnie z prawdą historyczną, spotykamy również dzielne arystokratki, które nie wahają się wstąpić w szeregi armii. Ich rolą nie było bynajmniej marginalna- brały one czynny udział w walkach.

W mojej opinii omawiana tu produkcja nie jest tylko filmem edukacyjnym, przedstawiającym widzom wydarzenia historyczne. Dla mnie był to film”ku pokrzepieniu serc”, który ma za zadanie podnieść nas na duchu i dodać odwagi w niewątpliwie trudnych czasach. Owszem, rewolucja francuska była odpowiedzią na niewątpliwe liczne patologie czasów ancien regime, niemniej jednak  jednocześnie walczyła z wartościami, które są nam bliskie. Dziś co prawda nie musimy zmagać się z krwawym terrorem, niemniej jednak kilka lat temu przyszło nam zmagać się z rozwścieczonym tłumem spod znaku czerwonej błyskawicy, który niszczył kościoły i domagał się prawa do barbarzyństwa, jakim jest aborcja eugeniczna. Niestety, wiele wskazuje na to, że Polska powoli przestaje być bastionem katolicyzmu i sytuacje takiego typu będą miały miejsce coraz częściej. Dlatego musimy odrzucić bierność i jednocześnie wzbudzić w sobie odwagę Wandejczyków, którzy nie wahali się stanąć w obronie wiary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *