Co jakiś czas do debaty publicznej wraca pomysł specjalnych emerytur lub dodatkowych świadczeń dla artystów. Zwolennicy przekonują, że wielu twórców po latach pracy otrzymuje głodowe emerytury, ponieważ przez część kariery pracowali na umowach cywilnoprawnych albo funkcjonowali poza tradycyjnym systemem zatrudnienia. Przeciwnicy odpowiadają jednak jednym pytaniem: dlaczego za skutki takich decyzji mają płacić wszyscy podatnicy?
To pytanie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Polska stoi przed ogromnymi wyzwaniami związanymi ze starzeniem się społeczeństwa, rosnącymi kosztami ochrony zdrowia i coraz większym obciążeniem systemu emerytalnego. W tej sytuacji tworzenie kolejnych grup uprzywilejowanych wydaje się nie tylko niesprawiedliwe, ale także nieodpowiedzialne.
Każdy odpowiada za własne decyzje
Nie da się uciec od podstawowego faktu. Większość ludzi przez całe życie podejmuje decyzje zawodowe, które mają wpływ na ich przyszłość finansową. Pracownik sklepu, kierowca autobusu, pielęgniarka, hydraulik czy nauczyciel również mogą marzyć o wyższych zarobkach, większej niezależności lub bardziej prestiżowej pracy. Jednak wybierając konkretną ścieżkę kariery, akceptują związane z nią konsekwencje.
Dlaczego więc artysta miałby być traktowany inaczej?
Osoba rozpoczynająca karierę aktorską, muzyczną czy malarską doskonale wie, że jest to zawód obarczony dużym ryzykiem finansowym. Wie również, że okresy wysokich zarobków mogą przeplatać się z okresami bez pracy. To nie jest żadna tajemnica odkrywana dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego.
Jeżeli ktoś przez lata nie odkładał składek lub robił to w minimalnym zakresie, trudno oczekiwać, że rachunek za te decyzje zostanie wystawiony całemu społeczeństwu.
Dlaczego inni mają płacić?
Największy problem z ideą specjalnych emerytur dla artystów polega na tym, że w praktyce oznacza ona przerzucenie odpowiedzialności na innych obywateli.
Miliony Polaków regularnie płacą składki, podatki i różnego rodzaju daniny publiczne. Wielu z nich pracuje fizycznie, często za wynagrodzenie znacznie niższe niż zarobki rozpoznawalnych aktorów, muzyków czy celebrytów. Nie mają oni jednak możliwości zwrócenia się do państwa z prośbą o dodatkowe świadczenie tylko dlatego, że ich emerytura okaże się niższa od oczekiwań.
Trudno zrozumieć, dlaczego kasjerka, spawacz czy kierowca ciężarówki mieliby finansować emerytury osób, które przez lata cieszyły się popularnością, rozpoznawalnością i często bardzo wysokimi dochodami.
Państwo nie jest od naprawiania wszystkich życiowych wyborów swoich obywateli.
Problem nie dotyczy najbiedniejszych
Zwolennicy specjalnych świadczeń często odwołują się do obrazów starszych artystów żyjących w biedzie. I rzeczywiście, takie przypadki istnieją. Nie można ich ignorować.
Problem polega jednak na tym, że publiczna debata bardzo często skupia się na osobach znanych i zamożnych. W mediach wypowiadają się gwiazdy kina, telewizji czy estrady, które przez lata zarabiały kwoty niedostępne dla przeciętnego Polaka.
To właśnie ten rozdźwięk budzi największe emocje społeczne.
Polacy mogą zrozumieć trudną sytuację emerytowanego aktora prowincjonalnego teatru czy niszowego muzyka. Znacznie trudniej zaakceptować sytuację, w której po publiczne pieniądze sięgają osoby posiadające rozpoznawalne nazwiska, nieruchomości, prawa autorskie czy wieloletnie dochody liczone w setkach tysięcy złotych.
W efekcie pomoc, która miała być wsparciem dla najbardziej potrzebujących, zaczyna być postrzegana jako kolejny przywilej dla środowiska posiadającego i tak więcej możliwości niż przeciętny obywatel.
Głos rozsądku ze środowiska artystycznego
Co ciekawe, sceptycyzm wobec takich rozwiązań pojawia się również wśród samych artystów.
Wielu przedstawicieli środowiska uważa, że oczekiwanie specjalnego traktowania jest zwyczajnie nie na miejscu. Aktorzy i twórcy wielokrotnie podkreślali, że odpowiedzialność za przyszłość finansową spoczywa przede wszystkim na nich samych.
W przestrzeni publicznej pojawiały się również głosy osób związanych ze światem kultury, które otwarcie mówiły, że proszenie państwa o dodatkowe przywileje po latach kariery jest powodem do wstydu, a nie dumy. Tego rodzaju stanowisko budzi szacunek, ponieważ opiera się na prostej zasadzie: skoro przez całe życie korzystało się z wolności wyboru, należy również przyjąć konsekwencje własnych decyzji.
Artyści nie są grupą wyjątkową
W debacie często pojawia się argument, że działalność artystyczna ma szczególne znaczenie dla społeczeństwa i dlatego zasługuje na specjalne wsparcie.
To prawda, że kultura jest ważna. Jednak równie ważna jest edukacja, ochrona zdrowia, transport publiczny czy bezpieczeństwo. Nauczyciele kształcą przyszłe pokolenia, pielęgniarki ratują zdrowie, strażacy narażają życie, a pracownicy infrastruktury dbają o funkcjonowanie państwa.
Czy z tego powodu każda z tych grup powinna otrzymać osobny system emerytalny?
Jeżeli zaczniemy tworzyć wyjątki dla jednego środowiska, szybko pojawią się kolejne grupy zawodowe przekonane o własnej wyjątkowości. W efekcie zamiast przejrzystego systemu otrzymamy zbiór przywilejów finansowanych przez coraz mniejszą grupę podatników.
Pomoc tak, przywileje nie
Nie oznacza to oczywiście, że państwo powinno pozostawić bez pomocy osoby starsze znajdujące się w skrajnie trudnej sytuacji materialnej. Takie wsparcie powinno istnieć.
Jednak kryterium pomocy powinno być ubóstwo i rzeczywista potrzeba, a nie wykonywany kiedyś zawód.
Jeżeli emerytowany artysta żyje w biedzie, powinien mieć dostęp do tych samych form wsparcia, które przysługują innym obywatelom znajdującym się w podobnej sytuacji. Tworzenie odrębnych przywilejów wyłącznie dlatego, że ktoś występował na scenie lub przed kamerą, trudno uznać za sprawiedliwe.
Odpowiedzialność zamiast przywilejów
Spór o emerytury dla artystów jest w rzeczywistości sporem o coś znacznie ważniejszego – o granice odpowiedzialności jednostki za własne życie.
Państwo nie może być instytucją, która po kilkudziesięciu latach przejmuje skutki wszystkich błędnych decyzji finansowych swoich obywateli. Gdyby tak było, system szybko stałby się niewydolny.
Dlatego zamiast tworzyć kolejne przywileje dla wybranych grup zawodowych, warto przypominać prostą zasadę: każdy ma prawo wybrać własną drogę życiową, ale każdy powinien również ponosić konsekwencje tego wyboru.
I właśnie dlatego pomysł specjalnych emerytur dla artystów budzi tak duży społeczny sprzeciw. Nie dlatego, że Polacy nie cenią kultury. Dlatego, że oczekują równego traktowania wszystkich obywateli wobec tych samych zasad.