Adrianna Gąsiorek - „Czuli Barbarzyńcy”

Jest taki kraj, w którym wszystko można obrócić w żart, miejsce, w którym nic już nie szokuje. Kilka lat temu poznałam bliżej naszych sąsiadów, nie za sprawą wyjazdów, gdyż często odwiedzam Republikę Czeską bez żadnych refleksji, ale dzięki serii spotkań, koncertów, licznych wydarzeń pod hasłem „Czuli Barbarzyńcy”. W tym roku wybrałam się na kolejną edycję tego przedsięwzięcia. 

Państwo to pomimo uroczego krecika nigdy mnie nie interesowało, nie zmieniło tego faktu nawet zwiedzanie Pragi i przejście Mostem Karola. Wzięłam udział we wspomnianym cyklu z miłości do literatury, kina oraz teatru. Obejrzałam niszowe czeskie produkcje, faktycznie można płakać ze śmiechu, a czasem zastanawiać się – „ co reżyser miał na myśli”, wysłuchałam koncertu Nohavicy, rozmawiałam z pisarzem Mariuszem Szczygłem, ale przede wszystkim poznałam wielu miłośników tego kraju. 

To środowisko jednak zapomina o bardzo ważnym aspekcie – śmiech bywa wołaniem z rozpaczy i tak właśnie oceniam Czechów. W powieści „Gottland” wspomnianego Szczygła tytuł nawiązuje do słynnego piosenkarza Karela Gotta, który w tym ateistycznym państwie jest namiastką Boga, a kult stworzony wokół jego postaci jest podobny do kultu religijnego.

 W drugiej powieści „Zrób sobie raj” autor wspomina o nurcie tzw. fekalizmu – wszystko wiąże się z kałem, charakteryzuje się sprowadzaniem wszystkiego do fekaliów, np. “Wszystko do dupy przyjaciele, w dzień powszedni i w niedzielę. Tylko filmowcy z kraju Rad zgodnie z nauką widzą świat”. 

Czechów niewiele spraw szokuje czy oburza. To naród, który stworzył sobie kulturę jako antydepresant. Jeśli – jak twierdzi Michel Houellebecq – nasze czasy najlepiej charakteryzuje słowo „posępność”, to Czesi w interpretacji Szczygła są społeczeństwem, które tę posępność potrafią imponująco usunąć z pola widzenia.

 „Zrób sobie raj” jest opowieścią o tym, co zafascynowało autora w czeskiej kulturze. W kulturze radości smutku. Śmiech jest tu pokazany jako maska tragicznej bezradności. Reportera Szczygła najbardziej fascynują Czesi, którzy nie wierzą w Boga. „Jak się państwu żyje bez Boga?” – to pytanie, czasem wyrażone wprost, a czasem ukryte, jest refrenem tej książki, łączącej osobisty pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem. 

W 1989 roku zaobserwowano, że coraz więcej osób w Czechosłowacji nie ma światopoglądu ani marksistowskiego, ani religijnego. “Tu nikt nie lubi cierpieć” – tak tytułuje swój przedostatni reportaż Mariusz Szczygieł i zaprasza nas na cmentarz. Pogrzebów nie jest tu za dużo, ponieważ Czesi uważają, że najlepiej łączyć je kilka naraz. Wtedy przybywa więcej żałobników, a jedna dziura w ziemi wychodzi dużo taniej… Jedna trzecia urn z prochami nie jest odbierana przez dzieci zmarłych. Twierdzą, że pogrzeb to nic miłego, można tej przykrości uniknąć. Urny z prochami zmarłych “leżakują” po parę lat.

 “My w Czechach nie wierzymy, że sposób pożegnania się ze zmarłym lub z ciałem ma wpływ na jego dalszą egzystencję. Myślę, że nawet ci religijni Czesi niezbyt w to wierzą. Ale dziś, skoro uważamy, że pogrzeb już nie ma dla nieboszczyka żadnego znaczenia, to i nie ma ciśnienia społecznego, żeby się odbył.” 

Jest duża łąka, a na niej dziura koło dziury. Wsypuje się w te dziury prochy zmarłych i już jest po wszystkim. Nie ma żadnej tablicy ani nazwisk.

Kultura śmiechu zakrywa cierpienie. Unieważnia je. O tym pisze Mariusz Szczygieł. O tym mówią przytaczane rozmowy z ludźmi. Zagłuszanie śmierci śmiechem, nie zawsze się udaje.

Pieśniarz Jaromir Nohavica na koncercie w Warszawie powiedział: “Nie znam weselszego tematu, niż pośmiać się ze śmierci.” Tak można sądzić. Jeśli jednak, ktoś chciałby znaleźć inne wytłumaczenie fenomenu tej kultury, powinien uważnie przeczytać o latach totalitaryzmu. O bezradności ludzi, o minimum zaufania do życia. Przy takim losie można się tylko śmiać. Tu rodzi się ironia, groteska, czarny humor. W tym miejscu powstaje czeski surrealizm. Nieprzypadkowo jeden z reportaży kończy zdanie czeskiego dziennikarza Denisa wypowiedziane w poniedziałek: “Chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach.” Mariusz Szczygieł dodaje “W środę dostałem wiadomość, że Denis umarł rano na ulicy.”

Analizując to wszystko i patrząc na nasz kraj dokładnie w tym momencie, w którym jesteśmy, przyglądając się temu, co nadciąga z Zachodu mam wrażenie, że większość z nas przykleja sztuczny uśmiech, a jednocześnie spuszcza głowę i nie wierzy w lepsze jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *