Marcin Murzyn - Bezideowość, która niszczy

Wiele analiz i komentarzy poświęcono różnorakim zbrodniom, w tym przypadkom ludobójstwa, które były dokonywane pod bezpośrednim albo pośrednim wpływem ideologii. Zaznacza się, że wymordowanie milionów ludzi przez aparat państwowy Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich czy III Rzeszy to następstwa ideologicznie podbudowanych reżimów – odpowiednio – komunistycznego i nazistowskiego. Ideologicznych korzeni można się też doszukać w ludobójstwie realizowanym ze szczególnym okrucieństwem przez ukraińskich szowinistów inspirowanych banderyzmem. Trzeba zresztą przyznać, że ten ostatni, najmniej wyrafinowany, jak przystało na obcą mentalności europejskiej, prymitywną, wyzbytą tradycji trwałego prawa i społeczeństwa obywatelskiego cywilizację turańską, wątpliwe, czy w ogóle podpada pod pojęcie „ideologia”. Przez ideologię rozumie się wszakże uporządkowany zbiór poglądów, idei i wartości, który wyjaśnia świat i wskazuje, jak powinna wyglądać organizacja życia społecznego, ekonomicznego i politycznego. Trudno oczekiwać od zawziętych siepaczy, pojmujących jedynie język przemocy, że byliby w stanie opracować jakikolwiek uporządkowany system myślowy. Niemniej i najpopularniejszą na Ukrainie doktrynę określa się mianem „ideologii”, wskazując, że dała asumpt do bezprecedensowych zbrodni, a dziś jest jednym z katalizatorów nienawiści żywionej przez niektórych Ukraińców do Polaków.

Ludzi, którzy ideologię traktują na serio, zwykło się nazywać „ideowcami”. Chodzi o osoby, które całym sercem angażują się w realizację określonej idei lub wartości i dążą do niej w sposób całkowicie bezinteresowny. Tacy ludzie kierują się wyższymi pobudkami i działają z pasji, często odsuwając na bok własne korzyści materialne czy wygodę. W przeciwieństwie do nich bezideowcy to osoby odznaczające się brakiem wyrazistych przekonań, zasad oraz celów ideowych w życiu. Są wolni od głębszych wartości, programów czy ideologii. Kierują się wyłącznie wygodą lub zyskiem zamiast wyższych wartości. Znamionuje ich bierność, obojętność i oportunizm. Jeśli angażują się w sprawy społeczne, polityczne i kulturalne, to tylko pozornie, na pokaz, by coś na tym ugrać dla swoich egoistycznych celów.

O ile podsumowywano już zbrodnie z powodu „dobrych intencji, którymi (ponoć) piekło jest wybrukowane”, czynionych przez ludzi, którzy podpadaliby pod określenie „ideowców”, to prawdopodobnie nie zsumowano jeszcze zbrodni uczynionych przez bezideowców. Gdy wnika się w problem bólu i cierpienia, to okazuje się, że tylko część spośród tych udręk nękających stworzenie spowodowanych jest czymś, na co człowiek zupełnie nie ma wpływu. Znaczna część bólu i cierpienia, dotykającego zresztą nie tylko ludzi, ale i niczemu niewinne zwierzęta, to coś, czemu winne są działania lub zaniechania człowieka. Ciekawe, że wiele z nich bierze się z niedociągnięć zarządczych, braku dobrych, przemyślanych, rozsądnych, przyjaznych życiu rozwiązań, schematów działania, technologii, itp. W takiej perspektywie zarządzanie jawi się jako „teologia praktyczna”. Gdyby człowiek inaczej gospodarował, bardziej dbał w swoich czynach o bliźniego i środowisko, to nie byłoby toksycznej atmosfery w miejscach pracy, śmiertelnych wypadków pracowniczych czy rozjechanych żab na szosie. „Czyniono by sobie Ziemię poddaną”, ale na kształt rządzenia rozumianego jako służba.

Tu właśnie można się zorientować, że typowi bezideowcy są ludźmi łaknącymi władzy dla niej samej i swoich partykularnych korzyści. Ujmując rzecz prościej: chcą się po prostu „nachapać”. Jaskrawym tego przykładem była sprawa rozkradzenia publicznych środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), dobitnie dowodzi tego modus operandi polskich lekarzy, spośród których wielu na potęgę i bez żadnego pohamowania kradnie miliony złotych. Szczególnie niegodziwą egzemplifikacją dążenia do takiego „nachapania się” jest wojna amerykańsko-rosyjska na Ukrainie. Od lat świat patrzy, jak Amerykanie wraz ze swoimi sprzymierzonymi, chcąc zarabiać na okrutnej machinie wojennej, wykorzystują do tego celu ludność ukraińską. Z drugiej strony Rosja, płacąc równowartość kilku tysięcy złotych w skali miesiąca szeregowym żołnierzom, traktuje ich jak „mięso armatnie” i też próbuje ugrać na konflikcie coś dla celów własnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Chodzi o to, by zarobić na przemyśle zbrojeniowym, handlu organami, korupcji, itd. Godność osoby ludzkiej, dobrostan środowiska naturalnego, ochrona dziedzictwa historycznego – takie kwestie nikogo z decydentów nie obchodzą.

Gdyby rozważyć, czy owym występkom i zbrodniom winni są ideowcy, czy bezideowcy, odpowiedź jednoznacznie brzmiałaby: „bezideowcy”. Przytoczony konflikt na Ukrainie nie toczy się przecież w imię obrony jakichś wzniosłych wartości. Ukraińscy rekruci, siłą wcielani do armii przez prozachodni reżim kijowski, umierają za oligarchów balujących w kurortach wczasowych. Rosyjscy ochotnicy, w dużej mierze wskutek presji ekonomicznej, idą walczyć za interesy skorumpowanych polityków i pseudo-biznesmenów.

Żeby nie odwoływać się do tak drastycznych przykładów, warto spojrzeć na modelowych bezideowców, jakimi są reprezentanci Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL). O ile wszystkie mainstreamowe partie polityczne w Polsce to wylęgarnia koniunkturalistów i moralnych degeneratów, to środowisko kontynuujące Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL) jest szczególnie czytelnym przejawem typowej partii partykularnego interesu. Politycy i działacze tej partii nie mają w zasadzie żadnych poglądów. Niczym „chorągiewki”, obrócą się tak, jak wiatr zawieje. Ludzie ci są w stanie głosić dowolne stwierdzenie, nawet logicznie sprzeczne, jeśli tylko jakkolwiek się im to opłaci, przybliży do zajęcia posady w administracji publicznej, radzie nadzorczej, itp. Oczywiście, można ich w jakiś sposób po ludzku zrozumieć – są to osoby niesamodzielne, niepotrafiące się samemu utrzymać, nieprzedsiębiorcze, itd. Tego typu wyrachowane postępowanie jest więc jedyną szansą na ich przetrwanie. Nie poradziliby sobie w standardowej pracy wymagającej trudu fizycznego, kreatywności, podołania presji, zaangażowania, złożonych umiejętności. Wyrozumiałość, z jaką warto do nich jako ludzi zwyczajnie słabszych podchodzić, nie zmienia jednak faktu, że ich działania prowadzą do licznych strat w zarządzaniu majątkiem narodowym, publicznymi instytucjami i urzędami. Trudno jest uchwycić i oszacować te mniej lub bardziej bezpośrednie, a niekiedy pośrednie tylko, ale szkody, jakie wywołuje dla życia społecznego znajdowanie się niewłaściwych ludzi na niewłaściwych miejscach. Niemniej niekompetentne zarządzanie szpitalami, szkołami, instytucjami samorządowymi, itp. przekłada się na obniżanie jakości wspólnego życia, gorsze usługi publiczne, a finalnie – czyjąś krzywdę. Ludzie, którzy ewidentnie nie nadają się do kierowania jakimikolwiek podmiotami, tkwią w nich jednak z oportunizmu. Jest tak dlatego, że nie przyświecają im żadne idee, tym bardziej wyższe wartości, przykładowo pragnienie troski o dobro wspólne. Są zatem właśnie bezideowcami.

Być może więc popełniamy pewien błąd poznawczy, koncentrując się niemal wyłącznie na zbrodniach dokonywanych w imię ideologii, a zbyt rzadko dostrzegając zło wyrządzane przez ludzi całkowicie bezideowych. To prawda, że nazizm niemiecki, komunizm radziecki czy ukraiński banderyzm pozostawiły po sobie miliony ofiar. Warto jednak pamiętać, że także w tych systemach ogromną rolę odgrywali ludzie, którzy w gruncie rzeczy nie wierzyli w żadne idee. Byli koniunkturalistami, oportunistami i karierowiczami, gotowymi służyć każdej władzy, byle tylko zapewnić sobie awans, majątek lub bezpieczeństwo. Totalitaryzmy potrzebowały fanatyków, lecz również potrzebowały ludzi pozbawionych kręgosłupa moralnego. To oni sprawiali, że aparat przemocy działał sprawnie i bezrefleksyjnie.

Bezideowość rzadko prowadzi bezpośrednio do ludobójstwa, ale niemal zawsze prowadzi do degradacji życia społecznego. Tam, gdzie nie ma idei dobra wspólnego, prawdy, sprawiedliwości czy służby, pozostaje jedynie walka o władzę, pieniądze i doraźne przyjemności. Wówczas człowiek przestaje pytać, co jest słuszne, a zaczyna pytać wyłącznie, co mu się opłaca. I właśnie wtedy rodzi się zło, które może nie trafia na karty podręczników historii jako spektakularna zbrodnia, lecz każdego dnia niszczy państwo, instytucje, miejsca pracy, rodziny i relacje międzyludzkie. Dlatego nie tylko złe idee są niebezpieczne. Równie niebezpieczny okazuje się świat pozbawiony jakichkolwiek idei, w którym jedyną zasadą staje się własny interes. To bowiem nie ideowość sama w sobie jest zagrożeniem, lecz oderwanie działania od prawdy i dobra. A bezideowość bardzo często oznacza właśnie takie oderwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *