Kacper Słomka - Analogia Wołynia i Rwandy albo dlaczego Ukraińcy uparcie bronią Bandery

Ostatnie spięcia dyplomatyczne na linii Warszawa-Kijów, oraz co równie istotne reakcje większości społeczeństwa ukraińskiego na najpierw ,,awanturę orderową” a potem projekt budowania panteonu i chowania w nim Bandery wskazały na pewne prawidłowości, których źródeł różni analitycy dopatrują się w przeróżnych zjawiskach, ja jednak postanowiłem postawić własną tezę. Fakt, że poparcie dla Zełeńskiego w sondażach wyborczych  na Ukrainie wzrosło, gdy zaczął Polskę kopać i wymachiwać sztandarem banderyzmu oczywiście istotnie świadczy, że cała awantura jest robiona na użytek wewnętrzny ukraiński.,,Wielki mąż stanu” jak potrafili co poniektórzy nawet w Polsce nazywać Zełeńskiego, w ogóle nie liczy się z konsekwencjami swoich decyzji dla międzynarodowej sytuacji swego państwa, jeżeli tylko ich skutki wewnątrz Ukrainy mogą mu dać upragnioną reelekcje. To pokazuje, że oczywiście jest on człowiekiem nieodpowiedzialnym, typowym produktem politycznym rządzącej oligarchii oraz żaden z niego patriota, choć doskonale go udaje, zwłaszcza wymachując pewnymi symbolami. Niczym nie różni się od Tuska, zależy mu na władzy. Ale jak to się dzieje, że Ukraińcy to kupują? Że jego nagłe zachwycenie banderyzmem jest przyjmowane owacjami na stojąco? Że kopanie państwa, które pozostawało od początku agresji rosyjskiej najpewniejszym sojusznikiem Ukrainy jest entuzjastycznie przyjmowane przez znaczną część społeczeństwa? Na te pytania należy sobie odpowiedzieć i tu przydatne staje się przedstawienie pewnych analogii historycznych dla zrozumienia jaki proces zaszedł w świadomości ukraińskiej. Oczywiście nie wyklucza to innej możliwości- że część Ukraińców, która dotąd nie utożsamiała się z otoczeniem prezydenta Ukrainy nagle zobaczyła w nim ,,swojaka” bo ten zaczął się zachowywać tak jak oni i właśnie obecna wśród narodu ukraińskiego dzicz zobaczyła w nim wreszcie tubylca-nawet pomimo wiadomego pochodzenia Zełeńskiego. Jednak to wyjaśnienie wydaje się zbyt proste, podobnie jak zbyt proste wydaje się popularyzowane przez ,,Ortoprakse” twierdzenie, że wszyscy Ukraińcy myślący w sposób nie pasujący do aktualnego wzorca działań Ukrainy już zdążyli z niej wyjechać. Oczywiście to twierdzenie ma pewne podstawy: pierwszą jest taki a nie inny kierunek zmian w pojmowaniu postaci Bandery- obecnie liczba Ukraińców w ich kraju oceniających go pozytywnie wzrosła bagatela siedmiokrotnie; drugą jest straumatyzowanie ukraińskiego społeczeństwa, które otwiera je na konfrontacyjne narracje wobec właściwie wszystkich wokół, jednak nawet istnienie tych konkretnych podstaw nie stanowi pełnego potwierdzenia tez ,,Ortopraksy”, bo wystarczy nawet pobieżne przejrzenie portali społecznościowych by zobaczyć, że są też Ukraińcy, którzy decyzji Zełeńskiego nie popierają. Oczywiście, na nieszczęście jest ich mniej, niż tych którzy klaszczą uszami na melodie ,,Baćko nasz,Bandera”, ale jednak istnieją. Tak więc podstawa masowego poparcia dla narracji obecnie tworzonej przez rząd Ukrainy musi być głębsza i obejmować coś więcej niż tylko statystykę. Zełeński z pełną świadomością wykorzystał mechanizm znajdujący się głęboko w podświadomości społeczeństwa ukraińskiego i wykorzystywany z powodzeniem już w czasach sowieckich. Czas go opisać. I właśnie tu pomocą posłuży nam Kapuściński. On pisał o Rwandzie, ale mechanizm który opisał idealnie pasuje także do wielu innych miejsc geograficznych, zaś Ukraińcy od Hutu w kontekście tego mechanizmu różnią się głównie kolorem skóry. Ad rem.

,,Brudna wspólnota” całego narodu- albo Ukraińcy jak Hutu

Kiedy czyta się jak w jednym z reportaży z tomu ,,Heban” Ryszard Kapuściński opisuje ludobójstwo w Rwandzie dokonane przez bojówki ludu Hutu, zwłaszcza Interehamwe nie sposób nie mieć skojarzeń z Wołyniem. I tu i tam mordy były dokonywane z rozmyślnym okrucieństwem, w obu wypadkach mordercy używali najprostszych narzędzi- na Wołyniu są to widły i siekiery, w Rwandzie maczety, w obu wypadkach kierownictwo zbrodni robiło wszystko by maksymalnie rozmyć odpowiedzialność, w obu wypadkach starano się systematyczne ludobójstwo upozorować na oddolny wybuch ,,ludowego gniewu”. W zasadzie wystarczyłoby zamienić Interehamwe na UPA, Hutu na Ukraińców, a Juvenala Habyarimane i  Theoneste Bogosore na Dmytro Doncowa i Stepana Banderę i różnice stają się kosmetyczne. Jednak nie tu kryje się najważniejsza analogia między tymi dwoma wydarzeniami historycznymi. Nie chodzi o skale okrucieństwa w której Ukraińcy nie ustępowali Murzynom z dalekiej Rwandy, nie chodzi o skalę cynizmu w którym kierownictwo Interehamwe i kierownictwo UPA niczym nie różniły się od siebie. Chodzi o pewien mechanizm wspólnototwórczy, wynaleziony przez mafię sycylijską, przez Stepana Banderę po raz pierwszy zastosowany w odniesieniu do całego narodu, a przez Theoneste Bogosore przeniesiony na grunt afrykański, który służy nam tu jako przykład porównawczy. Mowa o mechanizmie ,,brudnej wspólnoty”.

Na czym polega ten mechanizm? Sprawa jest bardzo prosta i zna ją każdy kto kiedykolwiek interesował się mafią. Szefostwo struktury mafijnej buduje ją w ten sposób, by żaden członek nie był niewinny. Każdy członek gangu czy mafii musi popełnić jakąś zbrodnię lub wziąć w niej czynny udział. Wbrew temu co często obiegowo się sądzi nie chodzi tu jednak o ,,przekraczanie granic psychicznych” ,,sprawdzenie człowieka” i tym podobne rzeczy. Te kwestie są sprawą drugorzędną. To co jest pierwszorzędne to fakt, że ktoś samemu umoczony w zbrodnie nie będzie skłonny wydać swoich wspólników. Tworzy się mechanizm: ,,ty kryjesz mnie, ja ciebie”. Każdy w mafii wie co kto ma na sumieniu i właśnie dlatego jeden staje za drugim na śmierć i życie. Nie chodzi tu o żaden mityczny ,,bandycki honor” ,,zasady” i co tam jeszcze wymyśla w odniesieniu do kryminalistów popkultura. Chodzi o prostą kwestię wspólnoty interesu i wspólnoty odpowiedzialności. Ponieważ jedno i drugie bierze się z działań moralnie nagannych, to stąd właśnie wziął się termin ,,brudnej wspólnoty”.

Co istotne- Stepan Bandera jako pierwszy, a Theoneste Bogosora naśladując go, wyzwolili ten mechanizm w odniesieniu nie do jakiekoś gangu, jakiejś małej organizacji czy bodaj nawet partii (i takie przykłady mamy). Nie-oni poszli krok dalej i doprowadzili do rozciągnięcia brudnej wspólnoty na całe etnosy. Jak to zostało przeprowadzone? Bardzo prosto i w sposób, który autorom zbrodni opłacał się po wielokroć, bo nie dość, że stwarzał wspólnotę, to jeszcze rozmywał odpowiedzialność i nawet pozwalał, przynajmniej pozornie, zacierać ich sprawstwo. Do operacji czystki etnicznej zaangażowano bowiem odpowiednio podjudzoną miejscową ludność wyposażoną w to co miała pod ręką.

Tu znajduje się najbardziej kluczowa różnica między takimi ugrupowaniami jak UPA czy Interehamwe, a analogicznymi ludobójcami ze Związku Radzieckiego czy Niemiec. Sowieci swoich mordów dokonywali za pomocą wyspecjalizowanych w tym celu jednostek bezpieki. Armia Czerwona także miała wiele na sumieniu, jednak obiektywnie znacznie mniej niż bezpieka, dlatego głównie, że to NKWD, NKBG i Smiersz były formacjami, które były oficjalnie i otwarcie przeznaczone do zwalczania ,,wrogów władzy radzieckiej”. Jeśli chodzi o Niemców, to podobnie, choć Wehrmacht miał wiele zbrodni na sumieniu, w tym min. wobec jeńców wojennych, jednak główny ciężar zbrodni spadł na formacje SS, zwłaszcza podporządkowane RSHA jak SD, Ordnungspolizei, Gestapo i Totenkopfverbande. Tak czy inaczej miliony obywateli jednego i drugiego kraju nie miało wiele wspólnego ze zbrodniami od strony osobistej odpowiedzialności. To nie znaczy oczywiście, że nie wiedzieli, że iluś z nich tego nie popierało, ale nie uczestniczyli w tym osobiście, więc ,,brudna wspólnota” nie miała podstaw na sformowanie się. Na Ukrainie sprawa wygląda inaczej.

Ogromna większość relacji świadków potwierdza jeden model działania banderowców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Gdzie tylko mogli, gdzie tylko istniała wystarczająca liczba miejscowej ludności ukraińskiej tam UPA ograniczała osobisty udział swoich ,,bojowników” w akcie mordu. UP-owcy występowali jako prowodyrzy i podżegacze, po czym mord był dokonywany przez tzw. siekierników, tj. miejscową ludność, często sąsiadów lub nawet krewnych własnych ofiar. Mord się opłacał, bo ci którzy w nim brali udział również przejmowali majątki ofiar. Z kolei nie branie w nim udziału wymagało wiele odwagi, bo banderowcy nie wahali się mordować tych Ukraińców, którzy odmawali im brania udziału w ich zbrodniach. Warto to zaznaczyć i powtarzać do skutku naszym wschodnim sąsiadom, że wedle oszczędnych szacunków co najmniej co dziesiąta ofiara banderowców była ich rodakiem. Ale wróćmy ad rem. Opisany przeze mnie modus operandi ludobójców banderowskich jeden do jednego przypomina sposób działania bojówek Hutu w Rwandzie. I ma to podobny skutek.

W Rwandzie gdy po zakończeniu wojny domowej do władzy doszli na powrót Tutsi, przedstawiciele plemienia Hutu masowo zaczęli uciekać z kraju ze strachu przed zemstą. Nic nie mogły pomóc zapewnienia o tym, że tylko bezpośrednio odpowiedzialni za zbrodnie będą odpowiadać za nią. Dlaczego Hutu zachowywali się w ten sposób? Ponieważ wszyscy, dosłownie wszyscy czuli się winnymi. Jeżeli nawet sami nie zabijali maczetami Tutsi, to przecież wskazywali ich kolegom albo zabierali ich majątki, albo razem z mordercami ucztowali przy ubitym bydle które wcześniej należało do Tutsi. ,,Brudna wspólnota” objęła całe plemię.

Podobny mechanizm, tyle że pomnożony przez ciąg trzech pokoleń działa w wypadku Ukraińców. To w jaki sposób zorganizowane było ludobójstwo sprawiło, że ze znacznym prawdopodobieństwem na całej zachodniej Ukrainie nie ma rodziny w której ktoś nie zabiłby Polaka. Fakt, że działo się to trzy pokolenia temu niewiele zmienia w optycę wschodniego myślenia. I nie chodzi tu nawet o to, że oceniają wszystkie inne narody po sobie i przypisują im chęć mszczenia się za wszystko z trzech nie tylko pokoleń ale i wieków. Chodzi o to, że ludzie którzy tam żyją doskonale wiedzą, że swoje majątki, swoje domy, swoje miejsce na ziemi mają dzięki…wymordowaniu naszych rodaków. I tu pojawia się kolejny mechanizm intelektualny, który z kolei stanowi różnice między brudną wspólnotą mafii, a sytuacją w której ,,brudną wspólnotą” staje się etnos.

Poczucie winy rodzi strach. To naturalne. Przysłowiowe wręcz. I na tym właśnie bazuje także mechanizm brudnej wspólnoty. Tyle tylko że w mafii sprawa jest jasna. Podręcznikowo klarowna i zero-jedynkowa. Przestępcy boją się stróżów prawa i konkurencyjnych mafii a ,,opiekę” i ,,obronę” przed jednymi i drugimi załatwia ojciec chrzestny, którego interesy trzeba załatwiać.

W momencie jednak, gdy opisany przeze mnie wcześniej mechanizm zaczyna ciążyć na całej wspólnocie narodowej sprawa robi się bardziej złożona i skomplikowana. Po pierwsze strach osacza zewsząd. Przypomnijmy znów Hutu. Już po skończonej rwandyjskiej wojnie domowej ich bojówki aktywnie działały w dwóch kolejnych kongijskich wojnach domowych prowokując interwencje Rwandyjczyków. Jednocześnie walczyli także z siłami UNITA, AFDL-em, interwentami z Angoli, etc. a to wszystko na terenie sąsiadującego z Rwandą Konga. Strach skłonił ich nie tylko do masowej ucieczki z kraju po zmianach politycznych, ale także do dalszego pogrążania się w paranoi wrogości wobec wszystkich wokół. Jednocześnie jednak etnos nie potrafi przez długi czas skupiać się wokół jednego ,,ojca chrzestnego”, a gdy jeszcze etnos nie jest wystarczająco okrzepły, jest narodem młodym, wówczas łatwo o zmiany na pozycji ,,ojca chrzestnego”. I tu wracamy do Ukrainy.

Jak wiemy po II wojnie światowej na tereny obecnej Ukrainy zachodniej wkroczyła władza radziecka, w Polsce zaś zainstalowali się uzależnieni od Sowietów komuniści. Z czym to się wiążę w kontekście naszych rozważań? Tłumaczę. Sowieci wykorzystali mechanizm stworzony przez banderowców do wmówienia Ukraińcom, że tylko oni mogą ich ochronić przed straszliwym odwetem Polaków. Podobnie jak rzekomo ,,tylko sojusz z ZSRR” miał bronić naszej polskiej granicy zachodniej, tak na Ukrainie ,,tylko władza radziecka” miała rzekomo bronić tego co zyskali na wymordowaniu swoich polskich sąsiadów. W ten sposób wychowywały się kolejne pokolenia. Powstała grupa ludzi, która za większego wroga uważała Polskę, niż Sowietów. Bandera, którego Ukraińcy robią dziś wielkim antykomunistą,  zrobił tu wspaniały prezent Stalinowi i jego następcom. Wykorzystali oni stworzoną przez niego sytuację dla wykształcenia potężnej grupy społecznej lojalnej wobec ich władzy. Po upadku zaś Związku Radzieckiego ten sam mechanizm wstydu, strachu i potrzeby bycia ,,chronionym” zaczęli używać oligarchowie, a potem ,,prozachodnia” władza, aż wreszcie potencjał tego splotu mechanizmów odkrył Zełeński. I jeżeli dziś wymachuje flagą UPA to dlatego, że chcę sobie zapewnić poparcie elektoratu wychowanego na ,,traumie sprawcy”, czy też dziedzictwie ,,brudnej wspólnoty”.

Ten elektorat nie traktuje Polski jako sojusznika. Dla tej części ukraińskiego społeczeństwa pozostaniemy jeżeli nie wrogiem to potencjalnym wrogiem, dopóty, dopóki żyć w nich będzie opisany przeze mnie syndrom pokoleniowy. Że zaś Zełeńskiemu nie zależy na swoim państwie, tylko na swoim stołku, to będzie on podlizywał się temu elektoratowi, bo on jest najpewniejszy. Wystarczy tylko, że w nim będzie dostrzegał swojego ,,cap del tutti capi”. Stąd też nie należy się łudzić. Zełeński będzie staczał się coraz dalej w polityczny bandytyzm, choćby nawet Ukraina miała za to zapłacić cenę najwyższą- utratę suwerenności.

Co dalej z tym diabłem?

Czy istnieje jakiś sposób by pokonać ten syndrom, który tak tragicznie oddziałuje na świadomość Ukraińców przyczyniając się do niszczenia naszych wzajemnych relacji? Uważam, że jest i poniekąc już o nim napisałem.

Należy powtarzać w nieskończoność prawdę o ludziach których władze Ukrainy i sami Ukraińcy uparcie gloryfikują, jednak inaczej rozłożyć akcenty. Na nasze nieszczęście mówienie o tysiącach naszych pomordowanych rodaków nie zadziałała z wielu powodów. Oni i tak o tym wiedzą, co gorsza znaczna część nie widzi w tym nic złego. Należy natomiast nagłaśniać i to uparcie fakt tego ilu własnych rodaków pomordowało UPA, bo nie pasowali im do ideologii. Należy tłumaczyć jaki mieli program i co jego realizacja de facto oznaczałaby dla Ukrainy. Należy nagłasniać to, że byli mordercami nie tylko Polaków, Węgrów, Słowaków, Ormian, etc. ale także Ukraińców i że robili to w równie okrutny sposób. Należy głośno mówić o tym z kim i na jakich warunkach współpracowali Szuchewycz czy Bandera i jak naprawdę wyglądało ich ,,uwięzenie” przez Niemców.

Należy wreszcie- i to jest najistotniejsze- znaleźć Ukraińców, którzy będą to wszystko mówili swoim rodakom i nie w Polsce, czy polskich mediach, tylko tam, w ich kraju.

To pierwsza kwestia. Rozbicie podstaw mitologicznych ,,brudnej wspólnoty”.

Druga może być trudniejsza i stanowi wyzwanie dla samego narodu ukraińskiego, któremu w tej kwestii nie jesteśmy w stanie wiele pomóc. Konieczne jest definitywne odsunięcie od władzy oligarchii i jej struktur nepotycznych. Bowiem to tym właśnie strukturom opłaca się utrzymywanie ,,brudnej wspólnoty” gdyż na tej podstawie mogą łatwo powiekszać swoją władzę, uzależniając ludzi od siebie nie tylko ekonomicznie, lecz także pod kątem poczucia bezpieczeństwa długofalowego.

Sądzę, że tylko poprzez te dwa elementy możliwą będzie pokonanie owej klątwy ,,brudnej wspólnoty” i wkroczenie na drogę jakiejkolwiek normalizacji stosunków z Ukrainą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *