Tadeusz Szczęśniak - Wyszyński

Żyjemy dziś w świecie, w którym dość często słyszy się o poważnym braku autorytetów. Młodzi ludzie, choć niestety coraz częściej również i ci w średnim lub starszym wieku, obierają sobie za wzory przeróżne “gwiazdy” medialne, bądź często co jeszcze gorsze, przeróżnych internetowych twórców spod znaku Instagrama czy TikToka. Z drugiej zaś strony, tyczy się to po części środowiska nacjonalistycznego, choć nie tylko – mamy tendencję do utożsamiania się z postaciami historycznymi, które albo są nam dość odległe w czasie, albo po prostu przynależały do innego narodu, przez co ich specyfika osobowości, charakteru i metod działania mogła znacząco odbiegać od zasad “naszego podwórka”.

Nie ma oczywiście nic złego w niezamykaniu się wyłącznie na “swoich”. Łatwo tu jednak o pokusę zagubienia tego, co warte uwagi na swoich własnych kartach. Trochę w myśl powiedzenia “cudze chwalicie, swego nie znacie”. Idąc tym tropem, weźmiemy pod lupę postać błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego. Bohatera mniej czy bardziej w Polsce znanego, zwłaszcza ludziom, którzy żyli jeszcze w PRL. Nie będzie to jednak skrót jego życiorysu czy też ogólnych dokonań. Spróbujemy przyjrzeć się konkretnie, w jaki sposób kard. Wyszyński starał się podchodzić do zagadnienia Katolickiej Nauki Społecznej w powojennej Polsce, oraz jak wyglądała kwestia wprowadzania jej w życie przez Prymasa Tysiąclecia. Na samym początku należy bardzo wyraźnie nakreślić jedną kwestię odnośnie postaci kardynała. Wyszyński nigdy nie był, nawet w obrębie Kościoła, żadnym twardym dogmatykiem i ideologiem. Mylą się ci, którzy z racji jego wypowiedzi i działań prorobotniczych czy prosocjalnych, chcieliby widzieć w nim komunizującego duchownego rodem z krypto marksistowskiej “teologii wyzwolenia”. W nie mniejszym błędzie są również ci, którzy z racji na etapy jego działalności, w których twardo opierał się polityce władz PRL, bądź z powodów piastowanego stanowiska, jasno bronił wartości katolickich i rodzinnych, chcieliby widzieć w nim jakiegoś rupieciarza i reakcjonistę. Kardynał był człowiekiem, którego charakteryzowało przede wszystkim konkretne działanie dla sprawy, tak Kościoła, jak i całego narodu oraz państwa. Nie zaliczał się on jednak do ludzi porywczych i lekkomyślnych. Bez względu na to, jak z dzisiejszej perspektywy ocenimy niektóre jego ugody czy porozumienia z tamtejszą władzą.

Jego działania zawsze były motywowane dobrem Polski rozumianym jako jej rozwój w obrębie warunków i możliwości Kościoła, jakie były wówczas możliwe. Ostatnie, czego chciał prymas to rozlewu polskiej krwi i podsycania radzieckich komunistów do politycznych czy zbrojnych interwencji w Polsce. Nie wiązało się to jednak z żadną formą służalczości, tchórzostwa czy bezrefleksyjnej ugodowości z władzami Polski Ludowej. Najsłynniejsze “Non possumus” wypowiedziane w 1953 roku na skutek dążeń do odebrania Kościołowi przez władzę suwerenności, czy też w konsekwencji ów działań ukaranie Wyszyńskiego trzyletnią izolacją w zamknięciu, świadczą najlepiej o tym, że gdy uważał za słuszne postawić się murem przeciwko poczynaniom komunistów, to robił to z pełną stanowczością. Jednak w tym artykule nie skupimy się na kalendarium wydarzeń kościelnych czy politycznych w życiu kard. Wyszyńskiego, a wgłębimy się nieco bardziej w jego myśli społeczne, polityczne i religijne. Nierzadko stanowiło to dla niego w pewnym sensie nierozerwalną jedność, gdyż nie był to człowiek, który zamykał się na całe dnie w pałacu czy archiwum, a codziennie, realnie działał na rzecz służby Panu Bogu i drugiemu człowiekowi. Stefan Wyszyński już od najwcześniejszych lat swojego kapłaństwa przejawiał duże zainteresowanie Katolicką Nauką Społeczną. Widząc realia międzywojennej Polski, a także podróżując wówczas dość wiele po różnych krajach europejskich, widział doskonale, że mityczny wolny rynek i gospodarka kapitalistyczna nie jest żadną alternatywą dla komunizmu tak rosyjskiego, jak i francuskiego czy niemieckiego.

Poszukiwanie rozwiązań społecznych, które brałyby pod uwagę godne i przyzwoite życie całego narodu, a nie zaś wyłącznie warstw wyższych, leżało od początku na sercu jego społecznej stronie kapłaństwa. Warto tu nadmienić, że swoją pracę doktorską obronioną w 1929 na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim napisał właśnie bezpośrednio o KNS. Nosiła ona tytuł “Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. Zaznaczył tam dobitnie, jak wielką troską wszystkich tych trzech organizmów społecznych powinna być dbałość o powszechną i dostępną edukację dla wszystkich warstw społecznych. Lata 1931 – 1939 to okres szczególnego rozwoju KNS u przyszłego prymasa Polski. W tym czasie spod jego pióra wyszło ponad 100 publikacji, w których niestrudzenie apelował do sumień duchowieństwa i ludzi świeckich, aby wytrwale poszukiwali i dążyli do złotego środka między destrukcyjną dla narodu walką klas, a z drugiej strony realnie reakcyjnym tendencjom do spychania chłopów, robotników czy ubogiego mieszczaństwa do roli fałszywego i szkodliwego mniemania, że mają się godzić ze swoją nędzą i nie walczyć o godne życie, bo “taki mają stan” i tak “Pan Bóg chce”. Katolicyzm nigdy nie był dla Wyszyńskiego przykrywką do zamykania ust prostym ludziom w walce o uczciwą pracę i przysłowiowy chleb dla dzieci. Prymas nie był oczywiście w żadnym wypadku wrogiem czy nawet przeciwnikiem własności prywatnej i ludzi zamożnych. Wszystko sprowadza się do traktowania w ujęciu KNS narodu jako równej całości, w której każdy z członków owego organizmu ma swoje prawa i obowiązki, które dla zdrowia całości jest zobowiązany uczciwie wykonywać.

Powojenna działalność społeczno polityczna kard. Wyszyńskiego zaczyna się na dobre w roku 1950, gdy podpisuje on przełomowe porozumienie z prezydentem Bolesławem Bierutem odnośnie relacji Kościoła i państwa. Co bardzo istotne, było to pierwsze tak ważne porozumienie między socjalistycznym państwem a Kościołem Katolickim. Choć owa ugoda przetrwała w praktyce jedynie trzy lata do roku 1953 i znanego powszechnie “non possumus” to jednak świadczyła o poglądzie Prymasa na sprawy istnienia PRL. Mimo iż większość poczynań powojennej Polski była mu obca to przezwyciężając własne emocje i niechęci, starał się za wszelką cenę wywalczyć, jak najwięcej się dało zarówno dla suwerenności Kościoła, jak i godności życia wszystkich Polaków w tym trudnym systemie. Czy zrobił słusznie, odcinając się od podziemia niepodległościowego i nakazując Polakom żyć i pracować dla takiej Polski, jaka wtedy była? Tę ocenę już zostawiam Państwu. Jest jednak faktem, iż Prymas, będąc świadom swojego autorytetu w społeczeństwie, starał się za wszelką cenę nie dopuścić do kolejnego, po wojnie rozlewu krwi oraz bliska jego sercu była sprawa bezpieczeństwa i rozwoju narodowego, nawet w tak trudnych i niesprzyjających narodowo – katolickiej sprawie, czasach. Był również głową Kościoła w Polsce i walka o wolność do wyznawania wiary przez Polaków, oraz suwerenne funkcjonowanie instytucji Kościoła było dla niego sprawą równie priorytetową. Wchodzenie w bezrefleksyjną konfrontację z władzami komunistycznymi doprowadziłoby wówczas do szybkiej pacyfikacji zarówno istnienia Kościoła w Polsce, jak i znacznie bardziej nasilonych prześladowań katolików w PRL. Pierwszą i najważniejszą sprawą odnośnie prymasowskiej wizji społeczno-politycznej jest jego pogląd na pojęcie narodu i jego rolę. Wyszyński nade wszystko był żarliwym, polskim patriotą. Nie wynikało to z tej czy innej koniunktury politycznej, a z jego szczerej, osobistej miłości do polskości oraz świadomości, jak ogromną rolę odegrała wspólnota narodowa w zachowaniu polskości i katolicyzmu mimo tylu lat zaborów, wojen i prześladowań na ziemiach Rzeczypospolitej. Tak więc dla Wyszyńskiego naród jest swoistą rodziną rodzin, stanowi wartość nadrzędną nad samym państwem, choć nie umniejsza on roli państwa. Państwo ma służyć dobru i rozwojowi narodu, nie zaś na odwrót. Naród w oczach Wyszyńskiego jest determinowany również w sposób nieodłączny ze swoją historią, kulturą i tożsamością. Odrębność i wyjątkowość każdego z narodów jest w jego myśli bardzo żywa. Nie oznacza to, iż mówiąc półżartem, dla Prymasa “my Polacy złote ptacy”. Narody są sobie równe jednak ich siła i piękno odbijają się właśnie w swojej odrębności i różnorodności. Ważnym pojęciem w kontekście narodu jest dla niego kwestia “etosu narodowego”. Jest to w pewnym sensie wizja misji i roli, którą każdy z narodów ma z przyzwolenia Bożego do wykonania. Nie jest to oczywiście żadna forma predestynacji, czy jakiejś wyjątkowości jednego z narodów na tle innych. Etos narodowy w ujęciu Wyszyńskiego jest w pewną formą zbioru cnót i cech narodowych, które szczególnie w jego osobistym ujęciu naród polski, musi w sobie pielęgnować i kształtować już od jednej z pierwszych komórek społecznych, jaką jest rodzina. Przechodząc do kwestii obowiązków, jakie każdy Polak ma względem swojej ojczyzny i swojego narodu. W pismach, ale i kazaniach Wyszyńskiego dość często pojawia się pojęcie ofiary. To właśnie ofiarność i gotowość do poświęceń, widzi Prymas jako jedną ze szczególniejszych zalet powszechnie obecnych wśród Polaków. Można by tu pisać o wielkich bohaterach z minionych lat, spektakularnych czynach wielkich jednostek, ale jestem tego pewien, że nie o to, by Wyszyńskiemu chodziło. Owa szczególnie polska ofiarność miała i w tej samej skali ma i dzisiaj, przejawiać się w niestrudzonym i przykładnym wypełnianiu swoich szarych, codziennych obowiązków rodzinnych, zawodowych i względem ludzi, których Pan Bóg na naszej drodze postawił. Wyszyński nie był człowiekiem z wybujałym ego, z tendencjami do megalomanii. Był człowiekiem, który doskonale znał swoją rolę i wartość, ale był przy tym wszystkim skromny i zawsze blisko prostych ludzi, ich problemów, ich zmagań dnia codziennego. Jest to w pewnym sensie kwintesencją nie tylko samej myśli kard. Wyszyńskiego, ale i całego KNS. Świadomość wspólnotowości, wzajemnych praw i obowiązków oraz wyzbywania się osobistego, społecznego i klasowego egoizmu. Owa ofiarność rzadko ma okazję sprawdzić się w ogniu walk i barykad. Ma ona się przejawiać tu i teraz, w powszedniości dnia codziennego, w tym miejscu i z tymi ludźmi, których Dobry Bóg postawił na naszej drodze. W przezwyciężaniu samego siebie i swojej woli przez wzgląd na miłość wobec Boga, Ojczyzny i drugiego człowieka. „Działajcie w duchu zdrowego nacjonalizmu. Nie szowinizmu, ale właśnie zdrowego nacjonalizmu, to jest umiłowania Narodu i służby jemu.“

Wreszcie spróbujemy spojrzeć nieco bardziej na sprawy gospodarcze myślą Prymasa Tysiąclecia. “Bonum comunne”, czyli dobro wspólne. Od tego pojęcia tak naprawdę Wyszyński rozwija swoje wizje i poglądy na pieniądz, zarządzanie i gospodarkę. W kwestiach gospodarczych dla Wyszyńskiego w dalszym ciągu bardzo ważne jest pojęcie obowiązku. Odnosi się ono przede wszystkim do świadomego korzystania z własności, pieniądza i dóbr materialnych. W myśl właśnie owego dobra wspólnego KNS wraz z Wyszyńskim dość jasno sprzeciwia się tak kapitalistycznej chciwości i indywidualności, jak i marksistowskiemu materializmowi i tworzeniu podziałów klasowych. Ów obowiązek widzi kardynał przede wszystkim w zarządzaniu środkami publicznymi. Potępia on wszelakie zakusy rządzących (tak naprawdę bez znaczenia, o jakiej władzy mówimy), które w myśl realizacji doraźnych celów politycznych, czy osobistych chcą marnotrawić środki publiczne i niszczyć ich potencjał społeczny – „Dlatego do wszystkich ludzi, dysponujących groszem publicznym, państwowym czy społecznym kieruje się zawsze pragnienie, aby te dobra obracać przede wszystkim na zaspokojenie właściwych, najbardziej pilnych potrzeb; aby ich nie marnować, nie niszczyć, nie defraudować; aby ich nie wydawać na zachcianki czy fantazje. Trzeba zawsze pamiętać, że stanowią one bonum commune totius universi – dobro wspólne wszystkich obywateli”. Bardzo ważnym motywem w ujęciu myśli gospodarczej kard. Wyszyńskiego jest priorytetowa rola rodziny jako pierwszej i najważniejszej komórki społecznej, od której następnie rozwijają się dalsze gałęzie społeczeństwa. Kierunek polityczny, ustrojowy i gospodarczy w myśli Prymasa Tysiąclecia jest nacechowany tworzeniem odpowiednich warunków do owocnego rozwoju i godnego bytowania polskich rodzin. Nie ma tu mowy o powtarzanych przez liberałów mantrach o niekończących się wolnościach osobistych, jak i również budowaniu oparcia swojej myśli na tej czy innej klasie społecznej w dychotomii do innych. Fundamentem narodu i państwa jest wielodzietna, żyjąca wedle chrześcijańskich norm moralnych rodzina i to przede wszystkim na niej ma się skupiać całokształt działań społecznych i politycznych. Kardynał Wyszyński nie tylko nie odrzuca polityki socjalnej państwa. W adekwatnych sytuacjach jest wręcz jej zwolennikiem. Należy tu jednak mieć na uwadze jeden bardzo istotny aspekt. Wyszyński nigdy nie był żadnym dogmatykiem w tej czy innej doktrynie, założeniach bądź ideologii. Jego socjalność przejawia się w republikańskim, czyli tradycyjnie powszechnym charakterze Rzeczypospolitej oraz w myśl linii KNS troski państwowej o tych, którzy mimo dobrej woli podejmowanych ku temu działań, nie są w stanie podjąć się, znaleźć lub utrzymać się w pracy. Nie ma tu więc żadnego cichego przyzwolenia na nieróbstwo lub jakiegoś ideologicznego zacietrzewienia na punkcie socjalności. Prymas całe swoje podejście wobec polityki socjalnej opiera na sprawiedliwym miłosierdziu i właściwym korzystaniu ze społecznych funkcji państwa. Również samo państwo jako takie odgrywa zdaniem kardynała dość dużą rolę we właściwym funkcjonowaniu narodu jako całości oraz jego poszczególnych jednostek. Jednym z najważniejszych jego zdaniem zadań państwa jako organizmu jest ochrona praw człowieka zarówno na płaszczyźnie wewnątrzpaństwowej, jak i międzynarodowej. Należy tu jednak przytoczyć pewien istotny kontekst ów poglądu. Lata 50, 60 czy jeszcze 70, gdzie kard. Wyszyński wykazywał największą aktywność społeczną, są to czasy, gdy samo pojęcie praw człowieka nieco różniło się od tego, co podaje nam się dziś do przyjmowania. W prymasowskiej wizji owych praw nie było mowy o żadnym bezgranicznym przyzwoleniu na wolności osobiste, którymi dziś nazywa się “prawo” do praktykowania rozlicznych dewiacji seksualnych czy też, chociażby zabijania nienarodzonych dzieci. Należy również pamiętać, że pokolenie ludzi, do których zaliczał się Wyszyński, spędziło kilka lat swojej młodości, oglądając na własne oczy okrucieństwa wojny. Po tak traumatycznych wydarzeniach nie można im się dziwić, iż kładli oni szczególnie duży nacisk na poszanowanie godności i wolności osobistej każdego człowieka. Wreszcie, jednym z najistotniejszych zagadnień w całokształcie światopoglądu kard. Wyszyńskiego jest streszczenie jego “Bonum comunne” w założeniu, aby całokształt działań politycznych motywować człowiekiem i na nim opierać. Jakże niepopularny jest dziś to pogląd.

Żyjemy w świecie, gdzie bezduszna i zima kalkulacja jest w stanie wprowadzać rzesze ludzi na skraj nędzy byle tylko utrzymać chwilową koniunkturę gospodarczą. Polacy doświadczyli tego bardzo boleśnie po roku 1989, gdy w myśl natychmiastowego i bezmyślnego wywracania polskiej gospodarki do góry nogami, setki tysięcy polskich rodzin otarło się o nędzę. Do tego prowadzi opieranie zarówno gospodarki, jak i całokształtu działań politycznych wyłącznie na zysku i to najczęściej natychmiastowym, doraźnym i krótkowzrocznym. Bez względu tak naprawdę, czy mowa o PRL, czy też III RP. Nie jesteśmy w stanie nakreślić sobie wszystkich wizji i poglądów prymasa na politykę, gospodarkę i społeczeństwo w jednym artykule. Zależało mi jednak na tym, aby nakierunkować Państwa na dość unikatowy światopogląd Prymasa Tysiąclecia. Człowieka, który przede wszystkim bardzo poważnie traktował walkę o wolny i solidarny naród w obrębie sprawiedliwego i społecznego państwa. Wspomnę o tym jeszcze raz. Nie poddawajmy się pokusie, aby czynić z kard. Wyszyńskiego zwolennika tej, czy tamtej konkretnej ideologii, nurtu czy kierunku. Jedyną jego rzeczywistą identyfikacją była oczywiście Katolicka Nauka Społeczna. Nie była ona jednak przez niego traktowana jako wygodne narzędzie do zgrabnego wymijania się od konfrontacji z realnymi problemami Polaków lub traktowania KNS jako knebel do zamykania ust rozgoryczonym masą. Wyszyński był człowiekiem, który przez wzgląd na Pana Boga, ukochał człowieka i jego godność całym swym sercem i rzeczywistymi czynami w obrębie możliwości swojego stanu. Wpatrywał się on w człowieka, bo widział w nim nieustający obraz Bożej obecności i podobieństwa. Postarajmy się, aby w wolnej chwili zajrzeć do pisemnej spuścizny Prymasa Tysiąclecia. Nawet w internecie nie brakuje jego rozlicznych dzieł, pism i kazań. Budować i tworzyć można tylko na właściwie rozumianej miłości. Pustą nienawiścią można jedynie niszczyć, na pewno nie iść do przodu.

“Chociaż byśmy przegrali życie w oczach świata i świat by się nas wyrzekł skazując na śmierć, jak łotrów na ukrzyżowanie – jest to ocena świata. Pozostaje jeszcze ocena Boga. Bóg przekreśla wyrok świata – winien jest śmierci – i ogłasza swój Boży wyrok – Dziś jeszcze będziesz ze mną w raju”.

Przy tworzeniu artykułu wykorzystałem:

https://teologiapolityczna.pl/ks-prof-jerzy-koperek-katolicka-nauka-spoleczna-w-ujeciu-kardynala-stefana-wyszynskiego https://warszawa.mazowsze.pl/panel/rastawicka.htm

https://www.polskieradio.pl/8/6479/Artykul/3056711,Stefan-Wyszynski-w-trudnym-dialogu-z-komunistami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *