Kacper Słomka - Potomkowie biblijnego Jakuba niczym miniaturka Moskali- albo słów kilka wokół zamieszania z Chanuką

O zbieżnościach między potomkami biblijnego Jakuba a Moskowitami można by pisać całe eseje i opierać tezę analogii między nimi o tysięczne przykłady, a na łamach naszego pisma pojawiały się już artykuły, które niejako pośrednio poruszały te kwestię. Przykładem może być nader celny artykuł koleżanki Adrianny Gąsiorek na temat zbrodniczych działań Izraela w Gazie. Osobiście jednak postanowiłem zająć się nieco innym fenomenem, na którym doskonale widzimy dziwnie daleko zachodzące zbieżności między mentalnością przedstawicieli cywilizacji żydowskiej, a sposobem myślenia przedstawicieli północnej odmiany turanu. Tym fenomenem jest święto Chanuki,  a bardziej jeszcze rwetes podniesiony przez pewne środowiska hebrajskie wraz z naszymi rodzimymi judeofilami. Ale po kolei.

Chanuka jako święto o wymiarze etnokulturowym a nie religijnym

W pierwszej kolejności należy powiedzieć, że Chanuka nie jest de facto świętem o charakterze religijnym, choć oczywiście środowiska żydowskie w Polscę będą próbowały przekonywać, że jest inaczej, a to dla uzyskania podstawy prawno- formalnej dla swych uroszczeń. Za taką interpretacją tego święta przemawia kilka faktów i to co ono w zasadzie upamiętnia- a upamiętnia powstanie Machabeuszy- jest tylko jednym z nich.

Po pierwsze- geneza upowszechnienia się tego święta wśród Żydów jest wyjątkowo wręcz młoda jak na tak starą religię, a co więcej przez wiele wieków przez samych Żydów było to święto uważane za uroczystość o charakterze kulturowym właśnie a nie religijnym, podkreślającym ich sprzeciw wobec hellenizacji ich kultury, a nie związanym z jakimikolwiek kwestiami ich wiary. Na tym stanowisku stał jeszcze Majmonides- żydowski filozof, rabin i lekarz z przełomu XII i XIII wieku, którego Powtórzenie Tory i Komentarz do Miszny stanowiły podstawę wiary europejskich Żydów aż po renesans. Dopiero wydany w XVI wieku w Wenecji przez rabina Józefa ben Efraima Karo Szulchan Aruch niejako kodyfikował tradycję Chanuki podnosząc rangę tego święta w świecie żydowskim, co było zgodne przede wszystkim ze skrajnie szowinistycznym duchem całego dzieła jakim Szulchan Aruch było. Kodeks ów, będący wyjściową do ostatecznej kodyfikacji Chalachy tj. żydowskiego prawa wyznaniowego, jest bowiem tak przepełniony nienawiścią i pogardą do ,,gojów”, że budzi zgrozę. Stąd nie powinno dziwić, że wprowadzenie do żydowskich zwyczajów jako czegoś obowiązkowego święta będącego rocznicą jednego z ich większych triumfów nad znienawidzonymi ,,gojami” było czymś naturalnym dla autora owego kodeksu. Jednak nawet wydanie tego dzieła nie upowszechniło tradycji chanukowej wśród wszystkich Żydów, gdyż wenecki Szulchan Aruch dotarł głównie do Żydów sefardyjskich. Trzeba było późniejszego krakowskiego wydania, by owa tradycja zagościła także u Aszkenazyjczyków, a dopiero w XIX wieku po wydaniu uproszczonym autorstwa Szlomo Ganzfrieda tradycja owa dotarłszy do Żydów chazarskich staje się czymś powszechnym wśród Hebrajczyków wszystkich ważniejszych odłamów. Tak więc geneza owego święta jest znacznie młodsza niż większości świąt katolickich, a mówimy tu o religii, której korzenie mają być starsze niźli chrześcijaństwo. Stąd pierwsze pytanie o zasadność uznawania owej obcej tradycji za święto religijne, nie wspominając już o uznawaniu jej za święto ,,starszych braci w wierze”, które to określenie w ogóle uważam za prześmiewcze i uwłaczające wierze chrześcijańskiej.

Po drugie- nie ma uzasadnienia dla świętowania Chanuki w żydowskim kanonie Biblii. Wydarzenie historyczne, które dla Żydów jest okazją do świętowania Chanuki jest opisane w Księgach Machabejskich, a te z racji języka w którym zostały pierwotnie spisane (co ciekawe greckiego) nie są włączone do żadnych kanonów rabinicznych Biblii. Stanowią one część wielu kanonów różnych wyznań chrześcijańskich, łączenie z katolikami i prawosławnymi, jednak dla Żydów są one praktycznie apokryfami, co sprawia, że teoretycznie nie powinny być podstawą do budowania kultu religijnego. Możliwe są więc dwie interpretacje faktu tak hucznego świętowania tego dnia przez Żydów wielu odłamów. Albo jest tak jak uważał Majmonides i Chanuka nie jest świętem religijnym, lecz wyłącznie kulturowym, a wówczas nie tylko niewłaściwe jest traktowanie jej jako święta religijnego, ale nawet niewłaściwe staje się traktowanie Żydów jako wyznania religijnego w naszym kraju. Przy takiej interpretacji musimy uznać lud jakubowy po prostu za odrębną grupę narodowościową ze specyficzną własną religią i tym samym odejść od sztucznego podziału na Żydów i żydów, uznając wyznacznik etniczny przynależności do owej grupy za jedyny obowiązujący. Natomiast istnieje druga możliwość. Mianowicie taka, że obecna religia żydowska nie jest już judaizmem. Teza ta może się wydawać kontrowersyjna, jednak w kontekście tego jak bardzo pozmieniała się u Żydów praktyczna hierarchia świąt, rozumienie zasad wiary, itd., jak bardzo ich prawdziwą świętą księgą stało się Szulchan Aruch, wówczas teza ta nabiera pewnych podstaw. Z judaizmem mieli do czynienia ludzie w czasach Jezusa, może jeszcze średniowieczni Europejczycy w czasach Majmonidesa. Obecna religia żydowska jest fabrykatem złożonym z szowinistycznych teorii z Szulchan Aruch i wyrosłej po II wojnie światowej ideologii holokaustyzmu, która poprzez cyniczne odwoływanie się do losu żydowskich ofiar z czasów ostatniego globalnego konfliktu daje pseudomoralne usprawiedliwienie dla talmudycznej, szowinistycznej nienawiści i pogardy- postaw krańcowo odległych od nauczania Majmonidesa. Tu właśnie widzimy jedną z pierwszych analogii między Judą a Moskowią. Zarówno jedni jak i drudzy wykorzystują historię do uzasadniania własnej rzekomej wyższości. Pierwsi robią to bardziej bezczelnie, bardziej nachalnie i bardziej wprost, drudzy są poniekąd subtelniejsi, nawet ze swoimi defiladami na 9 maja, jednak ostatecznie modus operandi jest ten sam. Przedstawić aktualne działania własnego państwa jako ,,dziejową konieczność” czy też ,,naturalną konsekwencję historii” lub ,,chęć zapobieżenia tragediom z przeszłości”, a potem pod takim płaszczykiem urządzić sąsiadom właśnie podobną tragedię. U jednych chanukizm i holokaustyzm, u drugich ,,russkij mir” i wiara w mit ,,Wielkiej Ojczyźnianej”. Skutki dla sąsiadów- zupełnie podobne. Oto analogia naszych czasów. Jednak wróćmy jeszcze na chwilę do Chanuki, bo zaiste jest ona nader ciekawym fenomenem kulturowym.

Otóż trzeci argument przeciw Chanuce stanowi zarazem ciekawy kolejny punkt wyjścia do analogii pomiędzy potomkami Jakuba, a potomkami Ruryka. Cóż bowiem właściwie świętują Żydzi w trakcie Chanuki? Świętują oni pamiątkę wygnania Greków z Jerozolimy w trakcie powstania Machabeuszy. Trzeba tu dodać że owo ,,wygnanie” odbywało się nader krwawo i nawet źródła żydowskie sugerowały by nam raczej nazwać owo wydarzenie rzezią a nie żadnym wygnaniem. I właśnie ów kontekst żydowskiego święta nasuwa mi jednoznaczne skojarzenia z Rosjanami, dla których jednym z ważniejszych świąt narodowych jest rocznica odbicia z rąk Polaków Kremla. Dla jednych i drugich okazją do największej fety jest wspominanie krwawej wendety na wrogach. Bo nie chodzi po prostu o wyzwolenie spod okupacji- to byłoby zrozumiałe, nie chodzi nawet o ,,przywrócenie świętości” tym czy innym miejscom. W obu wypadkach chodzi o krawą wendetę i właśnie to stanowi jaskrawą zbieżność między jednym a drugim ludem.

Ale jeszcze ciekawsze od samej chanuki zbieżności między plemieniem jakubowym a Rosjanami pokazała tegoroczna sytuacja wokół chanuki. Przejdźmy do niej.

Świecznik jako sztandar i na odwrót

Jednym ze szczególnie rzucających się w oczy cech kulturowych turanu jest fetyszystyczne traktowanie przezeń wszelkiej maści symboli. Ludy turańskie maja ogromne przywiązanie do symboliki, jednak nie traktują jej tak jak robi to cywilizacja bizantyjska czy tym bardziej łacińska. Dla turańców symbol nie jest, jak pisał Paweł Florieński, ,,drzwiami do tajemnicy”. Gdyby tak go postrzegali przynależeliby, jak własne elity duchowo-intelektualne, do cywilizacji bizantyjskiej, tak jednak nie jest. Turańcy postrzegają symbol jako swego rodzaju fetysz plemienny i nie tyle budują wspólnotę wokół symboli, ile raczej całość jakiegokolwiek poczucia wspólnotowości i przynależności na owych symbolach opierają. Na czym polega różnica? Na rzeczy bardzo prostej- ludy wyższych cywilizacji nie muszą koniecznie odwoływać się do symboliki by poczuwać wspólnotę wartości i co ważniejsze, nie muszą koniecznie oznaczać symbolicznie jako swojego każdego, miejsca którym chciałyby rządzić. Obiektywna realność znaczy bowiem dla nich więcej niż symbol, bodaj najpiękniejszy czy najwznioślejszy. U turańców jednak symbol, przekształcony w fetysz, ma rangę równie wysoką jak byt realny. Rzeczywistość symboliczna zamiast prowadzić do tajemnicy warunkuje to co materialne. Jak to wygląda w praktycę? Bardzo prosto. Chodzi o to, że ludzie mający taki sposób myślenia o symbolach odczuwają niezwalczoną potrzebę oznaczania symbolicznego. Państwom, czy organizacjom rządzonym takimi mechanizmami, nie wystarcza władza nad obszarem czy wpływ na instytucje. Muszą oni koniecznie oznaczyć ją symbolicznie jako swoją choćby miało to obiektywnie przynosić im więcej szkody niż pożytku, choćby nawet miało zmniejszać realność ich stanu posiadania. W wypadku Rosji widać to w desperackim wbijaniu rosyjskich flag na obszarach Ukrainy, które Rosja próbuje zdobyć. Zainteresowanym polecam obejrzenie filmów z rosyjskimi żołnierzami wieszającymi flagi Rosji pod ostrzałem. To idealny obraz zjawiska o którym mówię, jednak nie jest on całościowy. Warto w kontekście tego co obecnie dzieje się na wschodnich obszarach Ukrainy wspomnieć, że zaledwie kilkanaście lat temu ludzie z tych obszarów powszechnie emigrowali zarobkowo do Rosji, że znaczna część tamtejszego przemysłu była pod kontrolą potentatów rosyjskich, że nawet tuż przed pełnoskalowym atakiem liczba mieszkańców rosyjskojęzycznych była tam znacznie wyższa niż na jakichkolwiek innych obszarach Ukrainy, a znaczna część mieszkańców była krytycznie nastawiona do rządu w Kijowie i dopiero otwarta agresja Rosji doprowadziła do odwrócenia tych zjawisk. Ergo- Rosja miała większy realny wpływ na tych obszarach przed swoją agresją i czerpała z nich obiektywnie większe profity zanim zaczęła angażować się tam zbrojnie poczynając od 2014 niźli obecnie. Chęć symbolicznego oznaczenia tych obszarów jako własnych, wbicia flagi, przyklepania swoich fetyszy doprowadziła Moskali do zmniejszenia własnych realnych wpływów, jednak zarówno ich władze jak i społeczeństwo zdają się tego nie zauważać.

Podobnie rzecz się ma z synami Judy, tyle że w tym wypadku zamiast flagi jest chanukowy świecznik a obszarem prób ekspansyjnych są instytucje Rzeczpospolitej Polskiej. Wszystko zaczęło się od pałacu prezydenckiego, gdzie ś.p. Lech Kaczyński, człowiek w swej szlachetności niestety naiwny, pozwolił sekcie żydowskiej jaką jest Chabad- Lubawicz świętować chanukę rozpalając ceremonialny świecznik. Potem podobny zwyczaj zawitał w Sejmie RP. Nie trzeba było wiele czasu by Żydzi uznali ów przywilej udzielony im z dobrego serca przez łatwowiernych polityków PiS za coś święcie im przysługującego, należącego się z samego tytułu istnienia i mieszkania w Polscę. Toteż gdy wreszcie prezydent Nawrocki postanowił skończyć z tą farsą w pałacu podniosło się straszliwe larum. Środowiska, które na co dzień najgorzej plują na pamięć Lecha Kaczyńskiego nagle zaczęły się na niego powoływać, ludzie, którzy zwykle zieją nienawiścią do każdej religii nagle stali się największymi przyjaciółmi obrządków religijnych w instytucjach państwa- bo oczywiście oni uważają chanukę za obrzęd religijny, co tylko pogłębia ich dwójmyślenie. Judeofilska szopka jest wystawiana na wszystkich scenach teatru politycznego, któremu na imię III RP i nic to, że publiczność ma już tego do porzygu. Skutek jest zupełnie podobnie jak w wypadku działań Moskali- odwrotny od zamierzonego. Szantaż ,,moralności” zupełnie przestaje już działać na Polaków, niechęć wobec Izraela staje się, wreszcie, w naszym społeczeństwie czymś całkowicie akceptowalnym a coraz częściej nawet i pożądanym, nawet i w kręgach tradycyjnie judeofilskiej lewicy i to w dalszym ciągu nie przeszkadza autorom spektaklu ciągnąć go dalej. Dlaczego? Bo chodzi o taniec wokół fetyszu. Chanuka pełni tu rolę dokładnie taką samą jak trójbarwny sztandar w obrzędach plemiennych Moskali. Tak więc można rzec, że i w sposobie myślenia o świecie znaczeń symbolicznych i świecie realiów Żydzi są zadziwiająco podobni do Rosjan.

Z czego to wszystko wynika i o czym świadczy?

Doprawdy trudno odgadnąć źródła tych wszystkich zbieżności między Judą a Moskowią. Być może jest to kwestia długotrwałego wzajemnego przenikania się owych kultur, który to proces doskonale opisał Aleksandr Sołżenicyn w swoim Dwieście lat razem. Jednak może być też zupełnie inaczej. Nie bez powodu odwołałem się do kwestii fetyszyzacji symboli. Takie zjawisko charakteryzuje raczej wspólnoty przedcywilizacyjne niźli jakiekolwiek konstrukty wspólnotowe obdarzone wyższą kulturą. Możliwym więc staje się inne zjawisko. Oba narody dostarczają nam uzasadnionych przesłanek by uważać, że w kwestiach nie tylko etyki, ale też myślenia wspólnotowego stoczyły się one z poziomu wspólnot narodowych do poziomu plemienności. I chyba jedynie taka konstatacja pozwala zrozumiećc całość coraz mniej zrozumiałych dla człowieka Zachodu zjawisk, których źródłem jest czy to imperializm moskiewski czy to dziki szowinizm żydowski. Między obydwoma zachodzą tak dalece idące zbieżności, że w perspektywie etyki zasad winniśmy je traktować na równi.

Oczywiście powyższy wywód nie wyczerpuje tematu i daje gros możliwości zarówno szerszego, jak i głębszego rozpatrywania przedstawionych zjawisk. Moim celem było jedynie zwrócenie uwagi na nie i dokonanie pewnej próby szybkiego podsumowania, które przedstawiłem powyżej. Mam nadzieję, że ten skromny tekst pobudzi czytelników do samodzielnej refleksji nad mentalem przeciwników z którymi przychodzi nam się mierzyć. Zrozumieć- znaczy zdobyć przewagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *