Grzegorz Ćwik - Nauczmy się żądać

Neoliberalny system jest najskuteczniejszym systemem niewolniczym. Twierdzę tak, gdyż jako jedyny system zamieniający ludzi w niewolników, sprawia jednocześnie, że nie czują oni swej niewoli, odrzucają o niej jakąkolwiek myśl, a w efekcie nawet nie przyjdzie im się buntować.

Zamiast podważać wartości zasady neoliberalizmu, przeważająca większość osób, które mijamy codziennie wybiera coś przeciwnego – aktywny udział w wyścigu szczurów, afirmację neoliberalnych haseł i taktyk funkcjonowania, i przede wszystkim… wierni niewolnicy systemu nigdy niczego nie żądają.

W każdym systemie niewolniczym prędzej czy później dochodzi do buntu – niewolnik wszakże wie, że jest niewolnikiem, jest to utwierdzone prawem i zwyczajem, a że wyzysk z czasem rośnie, to i rodzi się bunt.

W neoliberalizmie jest inaczej – co wynika m. in. z bardzo skutecznej socjotechniki, propagandy od najmłodszych lat, wszechobecnej trucizny aksjologii neoliberalnej i swoistych mechanizmów w postaci ostracyzmu.

Ostracyzm ten związany jest m. in. z najstraszniejszym chyba określeniem w ramach tego systemu – “roszczeniowiec”. Tak neoliberalizm i jego akolici określają każdą osobę, która śmie żądać… właściwie czegokolwiek. Żądasz podwyżki? Lepiej działającej służby zdrowia czy zbiorkomu? Oczekujesz szybko funkcjonujących sądów i urzędów? Postulujesz to, żeby mieć wpływ na decyzje korporacji i polityków? Sprzeciwiasz się dyktatowi pato-deweloperów? Natychmiast dostaniesz łatkę “roszczeniowca”.

Niestety jest to skuteczna strategia. Masa ludzi zamiast organizować się i wysuwać słuszne żądania i oczekiwania, woli iść w kierunku realizacji podsuwanych przez neoliberalizm “złotych rad”: wstawaj częściej, pracuj więcej, nie oczekuj niczego, nie miej pragnień, nie proś o podwyżkę. W zamian dostaniesz absolutnie nic. 

Ideologia „self-made-man” to generalnie w przeważającej większości kłamstwo, a wszyscy bez wyjątku miliarderzy i bogacze zdobyli swoje bogactwo…na początku je dziedzicząc, lub ew. uzyskując ogromne wsparcie państwa, jak Steve Jobs chociażby (to nie Apple a państwowe laboratoria USA opracowały technologię smartfonów). Za swoją ciężką pracę, znoszenie źle działającego, coraz bardziej sprywatyzowanego państwa otrzymasz… co najwyżej problemy zdrowotne, bezpowrotną utratę czasu przeznaczonego dla Twojej rodziny i Ciebie samego oraz poczucie porażki.

Jest w ogóle coś serio magicznego w tym, że większość Polaków jednocześnie narzeka na źle działające miasto, samorządy i państwo a jednocześnie bez namysłu…głosuje na neoliberałów i wspiera kretyńskie hasła jak „tanie państwo” albo „państwo minimum”. Przecież źle działające państwo – transport, urzędy, służby, sądy to właśnie… owe państwo minimum oraz tanie państwo. Tanie, czyli chronicznie niedofinansowane, z brakami kadrowymi, sprzętowymi, proceduralnymi, celowo zaniedbane. Wszystko po to, żeby zarówno operacyjnie, jak i propagandowo otworzyć szeroko drzwi dla osławionego „wolnego rynku”, czyli międzynarodowych korporacji, które chętnie zajmą miejsce państwa – oczywiście za odpowiednią opłatę, tj. abonament.

W ujęciu historycznym i pokoleniowym to wręcz niesamowite, że Polacy, którzy mają tyle powstań i buntów na koncie, a jednocześnie geneza dzisiejszych czasów to największy ruch związkowy w tek części świata, będący buntem przeciw tyranii i okupacji, dziś są tak potulni, posłuszni i chętnie znoszą wszelkie i kolejne pogorszenia swego stanu. Co więcej – ci którzy protestują, jak rolnicy, górnicy, pielęgniarki, czy rodzice i opiekunowie osób niepełnosprawnych, z miejsca są nazywani roszczeniowcami, dehumanizowani, oskarżani o jakże dziś popularną „pro-rosyjskość” lub wręcz agenturalność. W końcu wszelki sprzeciw wobec skorumpowanej przez korporacje władzy to musi być finansowane przez Moskwę, prawda?

To między innymi efekt niezwykle skutecznej propagandy neoliberalnej, ale także atomizacji społeczeństwa, która wprost wynika z idei Hayeka czy Friedmana. Skoro każdy z nas to jednoosobowe przedsiębiorstwo i własna marka, a z innymi łączą nas jedynie interesy i konflikty, to jasne, że każdy kto postuluje cokolwiek wspólnotowego, staje się owym „roszczeniowcem”, a brak dobrze działającego państwa oraz pogłębiające się nierówności majątkowe to wynik owej konkurencji. Każdy bowiem ma nadzieję być w tych 2 czy 3 % wygranych i nie myśli, że raczej będzie w pozostałych 98%.

Niechęć do państwa jest oczywiście zrozumiała historycznie – zabory, 2 wojna światowa, potem doświadczenia PRL-u. Jednak własne państwo mamy już prawie 37 lat, więc w kontekście powszechnego uznawania państwa za coś złego z definicji sporo też trzeba przypisać neoliberalne propagandzie. Inna rzecz, że niejednokrotnie ci sami ludzie państwu (obecnemu) nie ufają i go nie chcą…ale jednocześnie w domyślnej przyszłości chcieliby dobrze działającego państwa. No ale kto powiedział, że kapitalizm kieruje się jakikolwiek zdrowym rozsądkiem?

Także w szkole, na uczelniach, a zwłaszcza w miejscach pracy uczy nas się, aby być potulnymi, posłusznymi i niczego nie oczekiwać i nie żądać. A już zwłaszcza od polityków – tak szczebla państwowego, jak i samorządowego. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje, że większość wyborców chociażby rządzącej junty ma doskonale świadomość, że nawet wyborcze obietnice są tylko obietnicami, a oczekiwanie ich realizacji byłoby wysoce „nie na miejscu”.

Najwyższa pora, żebyśmy zrozumieli pewne podstawowe fakty. Państwo nie jest czymś zbędnym czy obcym, ale stanowić ma emanację wspólnoty narodowej na różnych płaszczyznach. Skoro zaś każdy i każda z nas współtworzy tą wspólnotę, a co za tym idzie i państwo, to mamy prawo oczekiwać zarówno odpowiednio dobrego funkcjonowania poszczególnych agend tegoż państwa, jak i tego, że będzie ono w interesie społeczeństwa regulowało szereg kwestii, jak choćby rynek pracy, kwestie energetyczne, komunikacyjne, mieszkaniowe czy ekologiczne.

Nie możemy pozwalać sobie dalej na narzucanie nam roli cierpiętników, którzy w wynaturzony sposób znoszą wszelkie niedogodności i nie pomyślą nawet, że mogliby domagać się czegoś – przecież to byłby bunt przeciwko „świętemu” wolnemu rynkowi oraz jego głównym wygranym. Stąd tak samo uczeni jesteśmy niechęci do związków zawodowych, jakichkolwiek form syndykalizmu i generalnie stawiania żądań pracodawcy i ogólnie samoorganizacji. Także w obliczu, gdy „pracodawca” żąda darmowych nadgodzin, pracy w soboty czy stosuje mobbing, przyjęte w naszym post-folwarcznym świecie jest, aby grzecznie pochylić głowę i spełnić prośby jaśnie pana, a nie stawiać opór i bronić swoich praw.

Inna płaszczyzna to wszelkie kwestie dotyczące wielkich korporacji – to święte krowy neoliberalizmu, w obronie, których Platforma czy Konfederacja gotowe są zasłonić je własną piersią. I nieważne czy to Amazon, Meta, Google, Inpost czy ktokolwiek inny – przyjęte jest w kapitalistycznym ustroju nie oponować, gdy ludzie posiadający setki miliardów chcą zagarnąć z naszych resztek kolejne miliardy.

Najwyższa pora zrozumieć, że nie tylko mamy prawo żądać, oczekiwać, domagać się i protestować.

Mamy taki obowiązek – wobec naszych dzieci, bliskich i współobywateli. Pora abyśmy jako Naród i społeczeństwo nauczyli się żądać tego, aby państwo miało dobrze działające urzędy, sprawnie reagujące służby, dobrze zorganizowany transport, prawo i sądy. Mamy prawo stawiać roszczenia, gdy łamane są nasze prawa, zagarniane nasze wolności a korporacje wraz ze skorumpowanym przez siebie rządem niszczą nasz świat i modelują go wedle swoich oczekiwań i perspektywy kolejnych zysków.

Mamy prawo żądać, aby przestrzeń jak chociażby prawo pracy było zorganizowane w sposób korzystny dla pracowników, aby obywatele mieli prawo do ochrony sowich danych, a służba zdrowia i edukacja miały wysoki poziom.

Jeśli ktoś chce, niech nazwie nas „roszczeniowcami” – nic to już nie da, a sam termin najwyższa pora, aby całkowicie rozbroić i zdezawuować.

Roszczeniowcy? Tak, jesteśmy roszczeniowcami, a nasze roszczenia są słuszne, usprawiedliwione i należne nam, jako obywatelom państwa i członkom Narodu polskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *