Dymitr Smirniewski - Manowce postawy pretensjonalnej

Przerośnięte ego, brak umiejętności utrzymania zdrowego dystansu, myślenie zerojedynkowe zabarwione zalewem teorii spiskowych i straszeniem apokalipsą, impulsywna reakcja na odmienne poglądy – są to zjawiska zauważalne w zbiorowościach ideowców. Dlaczego powinno się tę kwestię poruszyć? Ponieważ wspomniana postawa pretensjonalna jest obok oportunizmu jedną z dwóch skrajności utrudniających przyjmowanie pożądanych przez nas poglądów przez szersze grupy ludzi. Ideowcy prezentujący postawę pretensjonalną skłonni są ograniczać swój krąg rozmówców do przysłowiowego „kółka wzajemnej adoracji” – kręgu ludzi, którzy się ze sobą zgadzają. Konsekwencją tego owczego pędu jest tworzenie się grupek hermetycznych o sekciarskim nastawieniu, które nabywają potrzeby i zainteresowania odrealnione od ogółu i zastępujące rzeczywiste i realne potrzeby myśleniem życzeniowym.

Na chłopski rozum przyjmując – czy zawsze musimy mieć rację? Nie, nie każdy musi się z nami zgadzać. Jesteśmy tylko ludźmi, podobnie jak każdy. Stworzenie idealnego, bezbłędnego systemu politycznego jest niemożliwe, ponieważ każdy system jest tworzony przez omylnych ludzi. Po co więc nacjonaliści tworzą kilkanaście zwalczających się organizacji zamiast stworzyć jedną większą? Po co wykłócać się, który model gospodarki jest lepszy, skoro zazwyczaj proponowane przez nacjonalistów modele ekonomiczne w istocie niewiele się między sobą różnią? Skąd zresztą wiemy, że teoretyczne modele dystrybucjonizmu, czy syndykalizmu na pewno będą działać? Dopóki nie zostaną sprawdzone tu współcześnie w praktyce, nie wiemy tego do końca.

Przy okazji wspomniałem inny często powtarzany błąd logiczny rozdzielania włosa na czworo i przerostu formy nad treścią. Powinno się skończyć z manią doszukiwania się mankamentów w drobnostkach i ciągłego dywagowania o nich w większej skali niż potrzeba. Wystarczy tych dywagacji o tym, dlaczego Kościół jest zły lub dobry lub dywagacji o kwestiach rasowych, bo nic konkretnego z nich nie wynika w przełożeniu na praktykę. Nie sądzę też, że koniecznie każdy musi się z każdym w tych kwestiach zgadzać tak jakby herezją była choćby minimalna różnica zdań. Powinno się skupiać na istocie rzeczy i podchodzić do niej w lakoniczny sposób. Dość ciągłego pprzedrukowywania i analizowania opasłych dzieł Maurrasa, czy Guenona, bo nikogo poza tym hermetycznym środowiskiem lub fanbojami to nie obchodzi. Wystarczy tego zanudzania jednym i tym samym.

Myślę, że potencjalnego „normika” od wykładu o filozofii i metafizyce bardziej będzie obchodzić, jeśli nacjonalista będzie w stanie podzielić się z nim jakimiś życiowymi, przyziemnymi przemyśleniami i poradami, przykładowo poradnikiem doradzającym jaką strategię przyjąć, gdy docelowy odbiorca rozpoczyna kształcenie wyższe lub poradnik na temat działalności społecznej (ale nie w kółko o demonstracjach, wlepkach i organizowaniu happeningów, ale o działalności w różnych poważnych stowarzyszeniach, think tankach itd.) lub dzielić się przemyśleniami na tematy typu co chciałbym, żeby zmieniło się w mojej gminie/powiecie/województwie. Nacjonalista nie musi cały czas skupiać swojej uwagi na Azowie, czy Duginie, priorytet trzeba nadać rzeczom, na które ma się większy wpływ, a rzeczy na które ma się mniejszy wpływ należy odsuwać na dalszy plan i nie bawić się w zbawicieli świata, którymi się nie jest. Nie sądzę też, że każdy musi być ściśle nacjonalistą. Sądzę, że w umownie pojętym

„skrajnie prawicowym” środowisku powinno być więcej zdrowo pojętej inkluzywności (oczywiście nie dla aberracji), powinna być większa tolerancja dla osób z inną identyfikacją ideologiczną, bo nie widzę tragedii w tym, że ktoś ma w jakimś zakresie poglądy nacjonalistyczne, ale identyfikuje się jako np. konserwatysta. Pewne nieporozumienia można załatwiać bez wyzywania, wojenek i wzajemnego szmacenia. Nacjonalista jeśli chce przekonywać ludzi do siebie to nie powinien być dla innych belfrem mądrzejszym od nich i mówiącym do nich jak do gówniarzy. Za dużo jest programu negatywnego, nacjonaliści są głównie znani jako będący „przeciw czemuś”. Czas, by nacjonaliści mieli program pozytywny, byli znani z tego, że są „za czymś”.

Nie ma sensu się przesadnie napinać, czasami warto trochę spuścić z tonu. Więcej podejścia z jajem – jak w wojsku, bez zbędnego nakręcania się, ględzenia i paranoi.

PS: W tekście nie krytykuję samego podejmowania wspomnianych tematów. Oczywiście, że są one ważne. Krytyka powinna być skierowana w przesadę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *