Kacper Słomka - Człowiek, Naród, Natura

Człowiek jest częścią Natury. W boskim planie stworzenia nie zostaliśmy od natury oddzieleni. Postawienie bytu jakim jest człowiek na szczycie ziemskiej hierarchii bytów nie oznacza oddzielenia go od natury- przeciwnie. Bycie koroną stworzenia ziemskiego stawia nas ludzi w sytuacji szczególnego związania z naturą- gdyż prawidłowo pojmowana hierarchia czyni tego który stoi na szczycie wspólnoty, taką samą jej cześcią jak i tych co pozostają daleko w tyle za nim. I cała wyższość stojących na czele sprowadza się tak naprawdę do wymogu odpowiedzialności za wspólnotę, a skoro tak, to oznacza to, że i my ludzie odpowiedzialni jesteśmy za ten potężny byt którego jesteśmy częścią.

Dlaczego jednak piszę to wszystko i to jeszcze na łamach nacjonalistycznego pisma? Wyjaśnienie przynosi nam historiozofia, a zwłaszcza to, jak na jeden z elementów dziejów patrzą filozofowie chrześcijańscy.

W zadziwiającej zgodzie z prawosławnym idealistą Bierdiajewem, katolicki realista Thibon stwierdza, że rewolucja przemysłowa, niszcząca więzi człowieka z naturą, była tragedią. Wskazuje on na dwa różne aspekty tej tragedii- jeden dla człowieka, drugi dla świata. Osobiście ze swej strony uważam, że ów kataklizm miał więcej płaszczyzn i wspomniany proces odciska się tragicznie nie tylko na człowieku i świecie, ale także na kulturze i Narodzie.

Poprzez zerwanie więzi z naturą człowiek zaczął ulegać maszynie, a to doprowadziło go z czasem do zerwania metafizycznych więzi łączących jego byt z tym co nadprzyrodzone. Coraz większej degradacji ulegało poczucie tajemnicy bytu. Sam byt człowieka zaczął stawać się mechaniczny, jak mechaniczną stała się jego praca i jego odpoczynek, który zamiast logicznie z pracy wynikać, stał się zaprzeczeniem pracy gdyż popadł w tę samą mechaniczność, która zniszczyła w człowieku to co organiczne i naturalne. Odwrót organiczności i naturalności sprowadził z czasem dekadencję i świadomościowy bezwład ludzkiej jednostki, a to stało się tragedią człowieka nowoczesnego. W mechanicznym świecie, oderwany od natury i tego co organiczne człowiek gubi sam siebie. Traci pozycję korony stworzeń, zamiast tego stając się igraszką nieludzkiej machiny przemysłowo- systemowej. W ten przerażający sposób owoc boskiego planu stworzenia zostaje splugawiony przez diabelski plan przekształcenia świata na modłę Złego. I w tenże sposób tragedia człowieka staje się tragedią świata. Co Bóg stworzył jest plugawione przez jego własne ukochane stworzenia, przez jego dzieci. Zniszczenie więzi człowieka z naturą okazuje się więc mieć daleko idące skutki o charakterze tragicznym dla jednej i drugiej strony owej więzi. Jednakże niejako w pośrodku obu tych biegunów znajdują się dwa równie istotne obszary, które owa tragedia wciąga wewnątrz siebie.

Pierwszym z owych obszarów jest kultura. Jak słusznie zauważył Bierdiajew najpłodniejszymi okresami dziejów kultury, pełnymi radosnej i bogatej twórczości w wielu jej dziedzinach i przejawach były te okresy, gdy kultura europejska podtrzymując ducha humanistycznego podtrzymywała zarazem ducha chrześcijańskiego, a człowiek w jej ramach funkcjonujący mógł równie szeroko czerpać i z natury i z tradycji. Ostatnim takim okresem w jego ocenie miał być renesans. Nie podzielam aż tak daleko idącego pesymizmu i osobiście uważam, że jeszcze barok, a być może i romantyzm dorównują płodnością i bogactwem pięknej epoce Petrarki i Boccacia, niemniej nie sposób nie przyznać racji jego ogólnej tezie o konieczności wspólnego funkcjonowania natury i tradycji w kulturzę. Te dwie rzeczywistości są bowiem niejako dwoma płucami kultury, bez których jest ona pozbawiona dostępu do tlenu i błyskawicznie ulega przez to degeneracji. Początkiem owych niepokojących procesów było oświecenie. Owa epoka- ze swoim ,,szkiełkiem i okiem”- wypaczyła obraz Natury, wykształciła w Europejczyku instykty

patologa żądnego sekcji- instykty nieznane ludziom średniowiecza żyjącym z Naturą taką jaka jest, czy ludziom renesansu kontemplującym Naturę, taką jaka jest. Jednocześnie oświecenie wprowadziło na salony nowy idealizm- idealizm laickiej proweniencji, który wypaczył, żywy jeszcze w baroku, humanizm renesansu. Absolutyzacja ludzkiego rozumu w połączeniu z idealizacją człowieka jako takiego, fałszywy egalitaryzm w połączeniu z równie fałszywą idealizacją ,,dzikich” (zwłaszcza u Rosseau) ostatecznie doprowadziła do tego co było politycznym wyrazem wszystkich owych manowców myśli- zbrodniczej Rewolucji francuskiej, o której pisałem już w innym artykule. Romantyzm był piękna próbą odwrócenia najgorszych dla kultury skutków oświecenia- niestety z czasem uległ fałszywym urokom irredentyzmu i w efekcie sprowadził na Europę pozytywizm. Pozytywizm zaś rozwinął wszystkie rakowe komórki kultury wykształcone przez oświecenie do rozmiarów choroby nieuleczalnej. Bowiem tak jak oświecenie było kulturowym wyrazem przemian społecznych wieku XVIII-go, tak pozytywizm był kulturowym wyrazem dojrzałego już systemu społecznego wykształconego przez rewolucje przemysłową, system bankowy i obyczajowość burżuazyjną. Siłą rzeczy tworzył on kulturę zrywającą z Naturą, wręcz przeciwstawną naturze, i to mimo programowego zainteresowania nią (vide Zola). Modernistyczna reakcja na pozytywizm była już bezsilna, gdyż opierała się na paradygmatach intelektualnych zbyt płytkich i zbyt mało przeciwstawnych pozytywizmowi- paradygmatach de facto romantycznych, idealistycznych, a więc dalekich od humanizmu renesansowego. Potem przyszła awangarda i do zerwania z naturą dołożyła zerwanie z tradycją. Od tamtej pory cała kultura tworzy się w paroksyzmach do gruntu chorego organizmu społecznego, a to co w niej wartościowe, od Raspaila po Tolkiena, od Kossak-Szczuckiej po Herlinga-Grudzińskiego i od Czechowicza po Herberta, tworzyło się i tworzy w poprzek modnych nurtów, a bynajmniej nie w zgodzie z nimi, co wcale nie jest czymś odwiecznym. Owo upośledzenie kultury nie pozostało przy tym bez skutków dla bytu, który jest dla nas po Bogu najważniejszy- dla Narodu.

Oderwanie człowieka i kultury od tego co organiczne, powoduje że coraz ciężej ludziom budować organiczne wspólnoty. Życie społeczne uciekać zaczyna w stronę mechanizmu- a to jest czymś niewyobrażalnie szkodliwym dla Narodu. Naród bowiem, jak to już wyjaśniałem w poprzednim artykule jako wspólnota ma charakter organiczny- jest organizmem, nie maszyną. Nie może nawet być inaczej, bo gdyby przekształcił charakter swój z organicznego na mechaniczny przestał by być Narodem. Tymczasem coraz dalej postępująca mechanizacja życia społecznego o której szeroko i dobitnie piszę Thibon doprowadza do tego, że ludziom łatwiej się utożsamić z bytami mechanicznymi właśnie- takimi jak miejsce pracy, grupa zawodowa, klasa społeczno- ekonomiczna, itp. niż z organiczną wspólnotą wyższego rzędu jaką jest Naród. Obok wspomnianego przeze mnie upośledzenie kultury ma to zjawisko także drugie swoje źródło- kryzys rodziny. Jednak wydaje się, że kryzys rodzin, bierzę się z dokładnie tego samego źródła, jakim jest mechanizacja życia społecznego- rodzina bowiem także jest organizmem. Tymczasem na naszych oczach widzimy jak coraz bardziej oderwani od natury ideolodzy postępu niszczyć próbują po kolei wszystko co naturalne- rodzina siłą rzeczy jest tu dla nich pierwszym wrogiem. Mniemać przy tym należy, że nie jest to bynajmniej przypadowe i niezwiązane ze sobą, że jednocześnie prowadzą oni atak na Naród. Zarówno antyrodzinne jak i antynarodowe działania globalistów są składową większego planu zniszczenia wszelkich więzi naturalnych i podporządkowania całej ludzkości mechanizmowi przemysłowo- komunikacyjno- bankowemu, którego celem jest maksymalizacja zysków swoich beneficjentów. Autorzy owych planów są przy tym przerażająco cyniczni i najgłębszym tego wyrazem jest wykorzystywanie przez nich haseł ,,ekologicznych” dla realizacji swoich podłych planów, które mają ostatecznie zniszczyć to co jest samą istotą ekologii- więzi łączące człowieka z innymi gatunkami, z ekosystemem- słowem z szeroko pojęta Naturą. Już nawet

fakt promowania przez te środowiska takich a nie innych diet, takiego a nie innego sposobu życia i sposobu pochówku wskazują na to jak dalece owe środowiska są wrogami Natury. Tymczasem- jak tłumaczyłem w poprzednim artykule, wśród wielu rzeczy naturalnych, naturalny jest też Nacjonalizm- dlatego trzeba nam uważniej przyjrzeć się kwestiom związanym z przyrodą, jej realnym poznawaniem i realną ochroną. Zanim jednak napiszę o tym, kilka słów pragnę poświęcić temu, dlaczego uważam mody promowane przez środowiska ,,ekologiczne” za właśnie nieekologiczne i antynaturalne.

,,A Krąg Życia niech trwa”

Krąg Życia- tak autorzy ,,Króla lwa” zdefiniowali ów proces naturalny w ramach którego funkcjonujemy jako gatunek. Rodzimy się aby umrzeć. To największa prawda natury. Istniejemy ku śmierci- jak dowodził w swym ,,Byciu i czasie” Heideger. Jednak w jaki sposób fakt ten jednoczy nas z naturą w pełnym tego słowa znaczeniu? To okrutniejsza prawda, którą postępowy świat próbuje jeśli nie odrzucić to usunąć sprzed oczu człowieka. Żywimy się śmiercią i inne byty żywią się naszą śmiercią. I nie należy uciekać od tego lecz przyjąć ową prawdę i bez fałszywych wyrzutów sumienia żyć śmiercią, ku śmierci, dla życia tego co nadejdzie po naszej materii. Ujmę rzecz prościej- nie trzeba mieć wyrzutów jedząc mięso, ale warto przy tym pogodzić się z faktem iż nasza materia, nasze ciało, w perspektywie aksjologii także jest li tylko mięsem i tym właśnie będzie gdy już nas pochowają. ,,Zgnijemy”- piszę ks. Baka i trzeba nie tylko pogodzić się z tym, ale przyjąć za coś naturalnego, że tak jak dla naszego życia poświęca się życie innych stworzeń, tak swoim ciałem pożywimy tę naturę i tak spłacimy swój dług wobec niej. Bo dług zaciągamy wszyscy- nawet wegetarianie, nawet weganie. Niech nie łudzi się ten który nie je mięsa i nie nosi skórzanych ubrań, że w żaden sposób nie naruszył natury, że żadne zwierzę nie zginęło po to by on mógł żyć. Na farmach sojowych zwierzęta giną tak samo jak i w trakcie świniobicia. Małe stworzonka biegające pośród trawek aksjologicznie nie różnią się od świni- ich śmierć jest śmiercią tak samo jak jej śmierć. I choć może mniej jest w niej patosu i rytuału- kto kiedykolwiek uczestniczył w świniobiciu ten rozumie jakiego rodzaju patos i rytuał mam na myśli- jednakże jej sens ostatecznie jest ten sam. Byt myszy został poświęcony na ołtarzu lepszego bytu naszego gatunku. Takich ofiar co dzień są miliony. Czy przez to stajemy się jakimiś strasznymi mordercami, jakimś ,,rakiemplanety” jak chcieliby różnej maści antyhumaniści? Nie- gdyż w zdrowym porządku stworzenia jesteśmy taką samą częścią natury i zaiste nie jesteśmy większym ,,mordercą” niż wilk zabijający dla wyżywienia swych młodych i nie jesteśmy, jako gatunek, większym ,,niszczycielem” niż wulkan swym wybuchem niszczący w jednym momencie setki tysięcy istnień. Oba były przed nami i nie trzeba było człowieka by już w naturze działo się misterium zabijania i dawania życia, niszczenia i budowania. Prawdziwym grzechem przeciw planecie, prawdziwym sprzeniewieżeniem się prawom natury byłoby wypisane się z owego misterium. Odrzucenie odpowiedzialności za zaciągnięty dług poprzez wypieranie ze świadomości jego zaciągniecia lub unikanie jego spłaty. Spłata zaś jest prosta- po śmierci musisz stać się tym prochem, musisz wrócić do głębi macierzy- ziemi. A to nadaje dodatkowego, mistycznego wymiaru aktowi inhumacji. Poprzez pochówek inhumacyjny jednoczymy się z ziemią. Nie wolno tego procesu zaburzać. Kremacja już jest pewnym zaburzeniem. Kremacja bezinhumacyjna, a więc taka w ramach której prochy nie są umieszczane w ziemi, jest całkowitym już zaprzeczeniem trwania w kręgu życia. Tak więc niezależnie od tego czym się człowiek żywi- każdy z nas zaciągnął dług wobec natury, jedynym zaś sposobem jego zwrócenia jest zwrócenie naturze naszych szczątków. Z tego to powodu inhumacja winna być przez nas postrzegana jako nie tylko święty element tradycji, ale także jako nić łącząca nas z naturą i jakkolwiek to zdanie wyda się nieco szalone- niech żyją cmentarze! Są one ostatnim i

najpełniejszym naszym łącznikiem z organicznością.

By przywrócić ład

Starałem się w pewnej skróconej i uproszczonej formie przedstawić historiozoficzną i aksjologiczną wizję stojącą za tym, by do nacjonalizmu dodać wątki ekologiczne, gdyż zdaje mi się to słusznym z wielu różnych powodów. Fakt, że ojczysta przyroda sama w sobie jest skarbem naszej ziemi, który chronić winniśmy to jedno. Ale jak to wykazałem powyżej także liczne inne argumenty przemawiają za tym by z jednej strony podchodzić z troską do natury, z drugiej zaś nie poddawać się fałszywym, antyhumanistycznym narracjom, które wykorzystują pseudoekologię po to tylko by zabić w nas dumę z bycia koroną stworzeń, lub by co gorsza wplątać nas w niewolę machiny. Puentą mojego wywodu niech będzie następujące stwierdzenia- troszczmy się o przyrodę. Poznawajmy ją, miłujmy i w tej miłości do niej dbajmy o jej ochronę. Róbmy to jednak mądrze i w poszanowaniu samych siebie, a nie jakby tego chciała anarchiczna lewica, która nie rozumie wzniosłości ustanowionej przez Boga hierarchii. My rozumiemy hierarchię, rozumiemy swoje w niej miejsce i z tych jasnych pozycji formułujemy swoje postulaty ochrony przyrody w imię Narodu, Ludzkości i Boga- Stwórcy.

Niech On nas prowadzi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *