Grzegorz Ćwik - Bat na nieuczciwych pracodawców

Wszelkie kwestie związane z pracą w systemie neoliberalnym z założenia obarczone są ogromnymi patologiami i niesprawiedliwością oraz wyzyskiem. Wynika to z podstawowych aksjologicznych założeń tego systemu i faktu, że rosnące nierówności płacowe i majątkowe realizowane są w dużej mierze kosztem właśnie pracowników. Stąd zarówno legalne metody drenażu pracownika (wprowadzane zwykle przez zaprzyjaźnione, wolnorynkowe rządy) – umowy cywilnoprawne, likwidacja lub zamrożenie waloryzacji płac minimalnych, wszelkie kruczki prawne pozwalające na różnej maści „potrącenia”, jak i te nielegalne, ale w dużej mierze akceptowane przez rządzących, media, wszelkie grupy lobbystyczne etc.

Spójrzmy choćby na raport z interwencji Państwowej Inspekcji Pracy za rok 2022 (za 2023 jeszcze nie ma).

„W 2022 roku inspektorzy pracy przeprowadzili prawie 60 tysięcy kontroli. Ponad 40% z nich wynikało ze skarg kierowanych do PIP. Inspektorzy potwierdzili zasadność 32,2% zarzutów. Ze sprawozdania z działalności Państwowej Inspekcji Pracy w 2022 roku wynika, że najczęściej skarżono się na kwestie związane z wynagrodzeniem za pracę, stosunkiem pracy i czasem pracy. Rok 2022 przyniósł także wzrost liczby przeprowadzonych kontroli w porównaniu z dwoma poprzednimi latami.

[…] wśród zgłaszanych problemów wyraźnie dominowały kwestie związane z wynagrodzeniem i innymi świadczeniami wynikającymi ze stosunku pracy. Skargi najczęściej dotyczyły nieterminowej lub całkowitej niewypłacalności wynagrodzenia za pracę, a także sytuacji, w których wypłacane świadczenia były niższe niż określone w umowie o pracę lub ustawowo przyjęte minimalne wynagrodzenie.

[…] zgłaszano problemy związane z brakiem potwierdzenia na piśmie zawartej umowy o pracę lub nieterminową realizacją tego obowiązku przez pracodawcę. Ponadto kwestionowano brak wydania świadectwa pracy lub opóźnienia w jego wydaniu, a także podnoszono wątpliwości co do jego treści.

[…] Pracownicy składali skargi z powodu niezgłoszenia albo nieterminowego zgłoszenia do ubezpieczenia społecznego osób zatrudnionych lub wykonujących inną pracę zarobkową. Kolejnym często występującym problemem było niedopełnienie obowiązku opłacania składek na Fundusz Pracy przez pracodawców, a także nieterminowe wywiązywanie się z tego zobowiązania.

[…] Wśród nieprawidłowości związanych z czasem pracy często pojawiał się zarzut nieprowadzenia lub nierzetelnego prowadzenia ewidencji czasu pracy. Brak odzwierciedlenia faktycznie przepracowanego czasu, niewykazywanie godzin nadliczbowych i pracy w porze nocnej stawały się źródłem konfliktów.”

Ponadto częstymi powodami inspekcji były problemy z warunkami pracy, dyskryminacja, molestowanie, mobbing w miejscu pracy.

Ustalmy na początku jedno – te liczby dotyczące zgłoszeń, inspekcji i kar to wierzchołek góry lodowej. PIP jest od kilku lat srodze niedofinansowany (kolejne obcięcia budżetu popiera gremialnie antyspołeczna Konfederacja), ma niewielki personel, a procent zgłaszanych faktów łamania Kodeksu Pracy bardzo niski. Wystarczy przejrzeć popularne na social mediach profile czy grupy dotyczące tego typu problemów w pracy, żeby nie mieć wątpliwości, że rozmawiamy tu o powszechnych i doświadczanych przez większość społeczeństwa patologiach. Tak więc problemy z pracą dotykają milionów ludzi.

Brzmi to generalnie ładnie – „problemy z pracą” czy „nieprawidłowości w stosunku pracy”, a mówimy tak naprawdę o głębokiej niesprawiedliwości i okradaniu ludzi z ich pieniędzy, czasu, zdrowia, praw, godności. Jak bowiem inaczej nazwać niepłacenie na czas, niepłacenie za nadgodziny, zmuszanie do darmowych nadgodzin, niepłacenie składek, fałszowanie umów i wiele innych, wymienionych wyżej zaniechań?

Sytuacja może nie jest tak zła, jak w połowie mrocznych lat 90-tych, przeżartych ekonomicznymi zbrodniami szarlatana Balcerowicza i jego następców, ale zdecydowanie daleko nam do poziomu mogącego uchodzić za jakkolwiek normalny. Neofolwarczane stosunki społeczne, pełna akceptacja patologii ze strony władz, mediów i pracodawców to główne przyczyny smutnego stanu rzeczy.

Oczywiście, pracownik ma po swojej stronie Kodeks Pracy, wspomniany PIP i wreszcie Sądy Pracy. Te jednak ostatnie, jak to sądy w demoliberalnym systemie pracują bardzo powoli – obecnie średni czas rozpatrywania sprawy to 4,6 miesiąca. O Inspekcji wspominaliśmy, a Kodeks sam w sobie nie jest żadną obroną, jeśli kuleją instytucje, które go mają gwarantować i pomagać w egzekwowaniu jego zapisów.

W praktyce im wyższe bezrobocie i problem ze znalezieniem pracy w danej miejscowości/regionie, tym bardziej pracodawca jest w stanie wyzyskać swoją i tak z definicji lepszą pozycję. W dużych miastach działa jeszcze świadomość problemów ze znalezieniem wykwalifikowanego zastępstwa i tego, że pracownik nie musi się raczej obawiać długotrwałego bezrobocia. Im dalej w prowincję jednak, tym jednak gorzej.

Wspomniane 4,6 miesiąca, zakładając brak odwołania się od wyroku I instancji, to w gruncie rzeczy nieakceptowalny czas, jeśli ktoś np. 3 miesiące nie otrzymuje pensji, jest w pracy prześladowany albo szantażowany wypowiedzeniem, jeśli nie zechce świadczyć darmowych nadgodzin. Pracodawcy zresztą wiedza, że Sądy pracy często sądzą jawnie wbrew interesom pracowników, a kary nakładane przez PIP są śmiesznie małe, dla dużych firm te kilka tysięcy złotych to praktycznie nic.

Może już więc pora, by po ponad 30 latach hołubienia jaśnie panów pracodawców, ulegania naciskom wszelkich Lewiatanów itp. wreszcie stanąć po stronie pracownika? Ostatecznie to pracowników jest więcej, a nawet zapisy Konstytucji gwarantują nam (teoretycznie) sprawiedliwość, godne traktowanie i rozliczenie.

Jak to uczynić? Często udziela się różnych odpowiedzi, jak uzwiązkowienie, wzmocnienie finansowane i kadrowe PIP-u, reformę Kodeksu Pracy, wreszcie walkę z patologia umów cywilnoprawnych i zwalczanie fikcji samozatrudnienia. Tak, to wszystko potrzebne i głęboko to popieram, sądzę jednak, że wspomniane 30 lat jawnego przyzwalania na wyzysk, niesprawiedliwość i traktowanie pracownika w sposób półniewolniczy wymaga swoistej terapii szokowej. Nie wystarczą metody „pokojowe”, bo zbyt głęboko w umysłach tak „januszy biznesu”, jak i wielkich korporacji leży przekonanie, że polskiego pracownika można, a nawet należy wyzyskiwać, traktować jak przedmiot, i to tani oraz łatwo wymienialny.

A co, gdyby do arsenału narzędzi walki o przestrzeganie prawa, respektowanie praw pracowniczych i zwykły, elementarny szacunek zaprząc… Kodeks Karny? Już tłumaczę o co chodzi, a dalej wyjaśnię, jakby mogło to działać.

Otóż jak wspomniano Kodeks Pracy generalnie przewiduje i sankcjonuje większość elementów patologii rynku pracy, jak brak umów o pracę, darmowe nadgodziny, spóźnienia w wypłatach, mobbing, etc. Ale skoro, co też już wiemy, PIP i Sądy Pracy nie robią wrażenia na pracodawcach, to może zrobią zarzuty z Kodeksu Karnego i oparte o to wyroki? Chodzi o to, aby rozciągnąć określone paragrafy Kodeksu Karnego także na wypadki łamania praw pracowniczych.

Przykładowo – niewypłacenie pensji podlegałoby pod kradzież, wypłacenie z opóźnieniem pod doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Tak samo darmowe nadgodziny to zwykłe oszustwo i szantaż, zmuszanie do brania nadgodzin to bezprawne zmuszenie do określonej czynności. Mobbing czy prześladowanie w pracy spokojnie można podciągnąć pod stalking czy nawet przemoc domową (w końcu paragraf Kodeksu Wykroczeń o naruszeniu miru domowego stosuje się nie tylko do prywatnych lokali rodzinnych). Wszelkie braki wydania dokumentów, niezarejestrowania pracowników to nie tylko oszustwo pracownika, ale także państwa. Wszelkie patologie związane z czasem pracy to nic innego jak fałszerstwo. Możemy wymieniać tak długo, sednem jest stwierdzenie, że aby ukrócić patologie stosunków pracy należy dokonać znaczącego zaostrzenia sankcji prawnych dotyczących tej materii.

W gruncie rzeczy każdy czyn łamiący Kodeks Pracy da się przypisać do danego przestępstwa z Kodeksu Karnego. A wówczas nieuczciwym pracodawcom przestają grozić tylko śmieszne kary PIP-u, ale nagle okazuje się, że za ograbianie pracownika z jego czasu, pieniędzy, niekiedy dosłownie wolności czy godności grozi także kara pozbawienia czy ograniczenia wonności. Za ostro? Policzcie, ile darmowych nadgodzin wyrobiliście Wy, Wasi rodzice, koledzy, ile razy nie dostaliście pieniędzy na czas lub w ogóle, ile razy zostaliście potraktowani w sposób upokarzający, ile razy zwyczajnie Was oszukano. Złodziej okradający kogoś na ulicy odpowiada za kradzież, czemu pracodawca okradający identycznie pracownika z jego pieniędzy ma być w lepszej sytuacji? Czym ludzie wyłudzający kredyty różnią się od pracodawców zmuszających do darmowych nadgodzin, a ludzie dokonujący rozboju i zmuszający ofiary do określonego zachowania, czym różnią się od pracodawcy, który stosując szantaż i przymus materialny zmusza pracownika np. do pracy w sobotę? Różnica jest w dużo bardziej systemowym i stałym działaniu sporej części pracodawców, jak również akceptacji tegoż faktu przez neoliberalny mainstream.

Pytanie czy wezwania na przesłuchania, przeszukania, czynności w obecności prokuratora, sprawy, wyroki i związane z tym problemy będą faktycznie tym, co przeciętny Janusz biznesu czy pan dyrektor polskiego oddziału zachodniej korporacji będzie chciał ryzykować w imię kontynuowania folwarkowych warunków pracy? W przeważającej większości nie, zaś w pozostałej mniejszości ludzie ci doskonale by wiedzieli na co się piszą.

Jak w praktyce to mogłoby wyglądać i zostać wdrożone?

Po pierwsze wszelkie kwestie związane z zatrudnieniem, ewidencją nadgodzin, wypłacaniem pensji i premii, z delegacjami, pracą w weekendy etc. powinno być ewidencjonowane w państwowym systemie, do którego dostęp ma zarówno pracodawca, jak i pracownik – może to być choćby dodatkowy segment do znanej aplikacji mObywatel, albo np. nowa aplikacja mPracownik. W aplikacji takiej pracownik widziałby na bieżąco wszelkie aktualne kwestie związane z jego pracą, ewidencje czasu pracy czy wypłaty pensji, albo charakter stosunku pracy. W wypadku jakichkolwiek nieprawidłowości powinna istnieć opcja automatycznego zgłoszenia przez aplikację zawiadomienia o nieprawidłowości, które równałoby się przekazaniu służbom państwowym zgłoszenia o możliwości złamania prawa, np. oszustwa, kradzieży itp. – wymieniliśmy już to wyżej. Inną drogą byłoby zwykłe powiadomienie odpowiednich służb i instytucji. Po wstępnej weryfikacji (np. sprawdzeniu, że wedle umowy pensja powinna być wypłacana 10 dnia miesiąca, a w danym miesiącu spóźniła się lub w ogóle nie wpłynęła) służby rozpoczynałyby normalne czynności związane ze złamaniem danego paragrafu Kodeksy Karnego – wezwanie na przesłuchanie, zatrzymanie podejrzanego, przesłuchanie, skierowanie wniosku do sądu o ukaranie itp. Jednocześnie w wypadku, gdy pracownik ponosi koszty finansowe, np. nie otrzymuje pensji, powinien istnieć zapis prawny, wedle którego dług ten (bo jest to dług, a nie żadna dobra wola pracodawcy) byłby w trybie natychmiastowym odkupowany od pracownika (czyli jeśli np. pracownik X nie otrzymał pensji za ostatnie 2 miesiące to państwo przekazuje mu tą kwotę) i tym samym to państwo staje się wierzycielem nieuczciwego złodzieja-pracodawcy, a jak wiemy państwo ma skuteczne metody szybkiej i skutecznej windykacji należności. Jednocześnie normalnie trwałyby czynności wiązane z popełnieniem danego przestępstwa, bo nie byłoby to już tylko naruszenie Kodeksu Pracy, ale także – no właśnie, karnego!

Sprawy o takie rzeczy można by rozstrzygać w sposób przyspieszony (vide wydział „elektroniczny” w Lublinie używany do wszelkich windykacji), a że spora część materiału dowodowego to zapisy i logi z systemu (np. nadgodziny itp.) to sprawy mogłoby z definicji być w swej większości rozstrzygane w sposób nakazowy, czyli bez udziału stron – istnieje taka możliwość, gdy wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. A pytanie ilu nieuczciwych pracodawców chciałoby ryzykować odsiadkę w imię niepłacenia pensji czy zmuszania do darmowych nadgodzin, albo fałszowania ewidencji czasu pracy. Ci ludzie są tak „hardzi” tylko dlatego, że ze względu na słabe prawo faworyzujące ich mogą stosować przymus wobec słabszych, czyli pracowników. W wypadku, który opisuję szybko by się to zmieniło. Zaś przy wyrokach wszelkie kwestie materialne powinny posiadać z definicji status natychmiastowej wykonalności, także z udziałem państwa. Czyli np. wypłata zaległych nadgodzin czy odszkodowania za mobbing polegałaby by na tym, że pieniądze wypłaca Skarb Państwa, tym samym przejmując dług wobec pracodawcy i rozpoczynając proces windykacji wobec niego.

Jestem bardziej niż pewien, że opisane metody dla wielu stanowić będą przykład „prześladowania pracodawców” czy wręcz „komunizmu rodem z Korei Północnej”. Cóż, neoliberalizm wypala nasze umysły i serca od zgoła 30-kilku lat, stąd nic dziwnego, że chętnie stajemy po stronie tych, którzy nas wykorzystują. Jednakowoż pamiętajmy jedno z haseł nowoczesnego polskiego nacjonalizm – nacjonalizm ten będzie socjalny, albo nie będzie go wcale. Obowiązkiem nacjonalizmu i nacjonalisty jest stać po stronie słabszych, po stronie pracowników i ludzi pracy, w opozycji do nieuczciwości, do nierówności i niesprawiedliwości. I nie jest to żaden socjalizm, komunizm czy inny -izm, ale zwyczajnie zwykła nasza nacjonalistyczna powinność, aby dążyć do państwa, w którym, jak mówił Józef Piłsudski „nie może być w państwie za wiele niesprawiedliwości względem tych, co pracę swą dla innych dają, nie może być w państwie – gdy nie chce ono iść ku zgubie – za dużo nieprawości”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *