Grzegorz Ćwik - Polska w obliczu wojny z Rosją

Czas międzynarodowego spokoju i powszechnego poczucia bezpieczeństwa odszedł, jak się wydaje, na dobre. Na obecną chwilę Polska jest państwem, które musi trwale powiązać swoja politykę i funkcjonowanie na każdej płaszczyźnie (ekonomicznej, społecznej, kulturowej, edukacyjnej etc.) z możliwością rychłego zaistnienia konflikt wojennego z Rosją. Rosja właściwie bez specjalnego krycia się formułuje swoje cele geostrategiczne, a te stoją w pełnej sprzeczności z naszymi żywotnymi i podstawowymi interesami. Wojna na Ukrainie przeradza się nie tylko w długotrwały konflikt między tymi dwoma krajami, ale świadczy to o tym, że Rosja i jej polityczne elity są gotowi na wejście w stan identyczny z najzimniejszym okresem zimnej wojny – a więc strategicznego konfliktu i rywalizacji o wpływy z Zachodem, nawet z uznaniem możliwości zaistnienia konfliktu zbrojnego. Obecnie zresztą, jako że Rosji czasu ubywa a kwestie demograficzne, technologiczne i uzależnienie od Chin rosną, to mogą nawet silniej niż przed 1989 być otwarte i gotowe na realizację scenariusza pełnokinetycznego konfliktu wojennego z państwami NATO – a rozumiem przez to przede wszystkim wojnę z Polską.

Pytanie więc jak wyglądają przygotowania Polski do wojny, świadomość elit naszego państwa i społeczeństwa oraz czy jako Naród i organizm państwowy jesteśmy gotowi do wojny, oraz czy jesteśmy gotowi do wojny, która nas czeka?

Dobrym punktem do rozpoczęcia naszych rozważań jest lektura pierwszego rozdziału nowej książki Marka Budzisza „Pauza strategiczna”. Nie tylko pozwala na zrozumienie najważniejszych wniosków strategicznych i operacyjnych, jakie należy wyciągnąć z cały czas trwającej wojny, ale i to, jak należy się przygotować do wojny.

Budzisz zaczyna swoje rozważania od kwestii decepcji operacyjnej i strategicznej, czyli umiejętności maskowania własnych działań i przewidzenia działań przeciwnika. To jeden z głównych kluczy do sukcesu – okazuje się, że Rosjanie całkowicie zmylili ukraińskie dowództwo, które aż do ostatnich godzin pokoju, było przekonane, że główne uderzenie rosyjskie wyprowadzonej zostanie na Donbas, gdzie skoncentrowano większość doborowych jednostek. Z tego też powodu na kierunki kijowskim początkowo dysproporcja sił początkowo wynosiła aż 12 do 1 na niekorzyść Ukraińców. Z drugiej strony sukcesy armii ukraińskiej w 2 połowie 2022 roku spowodowane były dokładnie tym samym – skuteczną decepcją działań, która sprawiła, że udało się Rosjan wprowadzić w błąd co do rzeczywistych kierunków kontrofensywy. Identycznie w roku 2023 to było powodem (jednym z kilku) niepowodzeń ukraińskich przeciwuderzeń, gdyż Rosjanie tym razem trafnie już odczytali kierunki uderzeń wojsk ukraińskich. Co to oznacza dla naszego państwa? Przede wszystkim, że posiadać trzeba narzędzie i procedury, jak również wykwalifikowany personel (cywilny, wojskowy, służby) który umożliwi realizację takich działań i zarówno maskowanie własnych działań (emitowanie fałszywych danych, szum informacji, fałszywe ruchy wojsk etc.) jak i przewidzenie ruchów wroga (pion analityczny, zbieranie danych, działanie służb, nowoczesne technologie).

Kolejna rzecz, która generalnie od zawsze jest kluczowa dla prowadzenia wojny to logistyka. Znaczenie bitwy o lotnisku w Hostomelu wynika z tego, że generalnie słabość zaopatrzenia rosyjskich wojsk, w połączeniu z zamiarem zajęcia Kijowa wymagały posiadania lotniska do przerzutu zaopatrzenia dla wojsk – tym właśnie miało być lotnisko w Hostomelu. Załamanie się logistyki i jej niewydolność to zresztą jedna z przyczyn porażki rosyjskich zamiarów z lutego i marca 2022 roku.

Coraz więcej wskazuje, że istniejąca od pewnego czasu prawidłowość, że amunicja jest droższa od broni, którą ja wystrzeliwuje tylko się pogłębia. Użycie amunicji krążącej, zaawansowanych systemów broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej, także pocisków do czołgów, rakiet ziemia-ziemia i ziemia-powietrze nakazuje sądzić, że tutaj leży ważny punkt ciężkości przygotowań do przyszłej wojny.

Zmieniły się tez liczne kwestie związane z techniką i samą metodąa prowadzenia działa zbrojnych. Jakkolwiek wbrew twierdzeniom niektórych komentatorów czołgi nie odeszły do lamusa, to całkowicie zmienia się ich sposób użycia, niejednokrotnie wracający do źródła powstania czołgów, czyli do użycia ich jako mobilnych stanowisk artyleryjskich. Relatywna łatwość niszczenia czołgów w porównaniu z ich ogromną ceną powoduje, że użycie ich musi być dużo bardziej ostrożne, planowe i przemyślane. To oznacza także skutki w taktyce, ale i zapleczu jak części zamienne, logistyka, szkolenie.

Polska posiada dość duży komponent sił specjalnych – także one zmieniają się w czasie obecnej wojny. Generalnie nie tylko dużo częściej przychodzi im brać udział w walkach i to bardzo ostrych i ciężkich, ale i warunki coraz częściej odbiegają od planowanych dla sił specjalnych. Te zazwyczaj zakładają pełną świadomość sytuacyjną, świetne rozpoznanie, łączność, świadomość operacyjną, tymczasem dwa lata obecnego konfliktu pokazują, że dowódcy jednostek sił specjalnych dowodzić muszą często pozbawieni tego, podobnie jak pozbawieni przewagi, wsparcia innych rodzajów sił zbrojnych (artyleria, lotnictwo). Krótko mówiąc siły specjalne pod względem doktryny użycia, szkolenia i wyposażenia dostosowane musza być do takich, dużo bardziej nieprzychylnych, warunków, niż te, które siły specjalne znały w trakcie sowich operacji na Bliskim Wschodzie chociażby czy w Afganistanie.

Zmienia się także model walki. Ze względu na wzrost możliwości rozpoznania i łatwość skupienia ognia w niebyt odchodzą duże koncentracje sił. Coraz częściej starcia prowadzone są przez plutony i kompanie, rzadziej bataliony, prawie w ogóle brygady. Nie tylko siły takie łatwo namierzyć i w krótkim czasie zadać im ogromne starty, ale i na obecnym polu walki dowodzenie takimi zespołami powyżej kompanii przysparza sporo problemów dla pojedynczego człowieka. Dowodzenie jako takie przeniosło się w dużej mierze z odległych sztabów, z wysokiego szczebla bezpośrednio na front, do dowódców kompanii i batalionów, którzy najszybciej otrzymują informacje i najszybciej mogą na nie reagować. Przypomina to bardzo okres II wojny światowej i niemieckie kampfgruppen czy amerykańskietask force. Taka metoda wymaga zerwania ze starymi, nieraz jeszcze postsowieckimi nawykami myślowymi i sztabowymi, i oddania inicjatywy w ręce młodszych oficerów.

Zasadniczym punktem jest też kwestia tego, że wojna na wschodzie bardzo szybko ewoluuje i walczące strony muszą błyskawicznie uczyć się, analizować rzeczywistość, wdrażać a wcześniej opracowywać nowe rozwiązania. Przykładowo, jeśli mówimy o dronach, symbolu tej wojny, to tu też zaszły zmiany. Początkowe wykorzystanie dużych, często silnie uzbrojonych, typowo wojskowych dronów, ustąpiło obecnie masowemu (liczonemu na poziomie nawet do 50 tys. miesięcznie!) użyciu małych, cywilnych dronów, kupowanych na zwykłych serwisach sprzedażowych, które po lekkiej modyfikacji i uzbrojeniu w bomby drukowane na drukarkach 3d natychmiast są używane w walce na froncie. Takie zmiany dotykają szeregu innych elementów, wykorzystaniu czołgów, rakiet, sposobowi zaopatrzenia (rozśrodkowanie dużych magazynów na niewielkie magazyny polowe) itp.

Skoro już przy dronach jesteśmy to znamionują one jeszcze jeden istotny aspekt wojny – stała się ona dużo bardziej cywilna i wszechobywatelska, a przez to demokratyczna. W walce uczestniczą nie tylko zawodowi żołnierze, ale i obrona narodowa, a całe zaplecze to generalnie cywile, często z niewielkim lub prawie żadnym przeszkoleniem. Podobnie cała rzesza cywili pracuje dla wojska i jego potrzeb – wytwarzając sprzęt i oprogramowanie, konstruując nowe rodzaje  tychże, sterując dronami, analizując dane. Na to, że w wojnie uczestniczy całe społeczeństwo wpływa także splot kilku czynników: Rosjanie za wroga poczytują całą ludność ukraińską i stosują liczne działania zbrojne przeciwko cywilom; każdy z cywili uczestniczy w wojnie informacyjnej oraz każdy z cywili jest celem wrogiej wojny informacyjnej (koncepcja wojen wyzwoleńczych, gdzie najważniejsza jest sinosfera, czyli strefa poglądów, wyobrażeń, wierzeń i przekonań). Do tego rozwój nowoczesnych technologii ułatwia udział cywili – od wspomnianych dronów i ich produkcji, przez użycie aplikacji do wymiany danych, analizie ich przy pomocy SI po zwalczanie wrogiej propagandy. Inna sprawa to przy tym masowa mobilizacja i tworzenie obrony cywilnej, wydanie broni cywilom etc., czego byliśmy świadkami chociażby na początku wojny w Kijowie.

Także kwestia świadomości operacyjnej związana jest z cywilami, bowiem to cywilne aplikacje i właściwie fanowskie modyfikacje tych aplikacji jak chociażby telegrama pozwalają dziś na masową wymianę informacji frontowych, segregowanie ich, analizę i dalsza obróbkę. Co ciekawe, zarówno to jak i wspomniane drony w wypadku cywilnym są kilkanaście razy tańsze i dużo łatwiejsze do zrealizowania czy zmontowania. Znaczenie sektora cywilnego, nowoczesnych technologii i umiejętności adaptacji są tutaj kluczowe i dla naszego starcia z Rosją również będą.

Zmienia się także wojna powietrzna, ze względu na mniej więcej wyrównane siły tu, jak i masowe użyci narzędzi walki elektromagnetycznej i optoelektronicznej lotnictwo stało się mniej znaczącym aspektem, także ze względu (podobnie jak w wypadku czołgów) na relatywnie dużą łatwość zniszczenia samolotu czy helikoptera bojowego tanim i przenośnym sprzętem.

A skąd w ogóle pewność, że czeka nas wojna lub konflikt z Rosją? Po pierwsze Rosja zdecydowała się już w ramach realizacji swojej polityki zagranicznej na wojnę z Ukrainą, krajem jednak dużo silniejszym militarnie niż Polska. Po drugie robi to w ramach odbudowy swojej strefy wpływów z okresu PRL, a to oczywiście zalicza nas do tzw. „bliskiej zagranicy”. Po trzecie Rosja wprost mówi o tym, że rozszerzenie NATO po 1997 roku było błędem, i trzeba to cofnąć oraz na nowo zorganizować system bezpieczeństwa Europy. Propozycje, a właściwie ultimatum z grudnia 2021 roku jasno wskazuje, że w optyce Rosji Polska ma przypaść właśnie Moskwie. Kolejna sprawa to fakt, ze Rosja wie, że jej możliwości ekonomiczne wynikające z handlu węglowodorami maleją, a pogarszająca się skokowo demografia nakazuje działać szybko. Do tego przeświadczenie (po części słuszne), że zachód jako taki nie tylko rozbroił się militarnie, ale duchowo i politycznie. Do tego kształtowanie się określonej ideologii państwowej w Rosji, która czerpie z najohydniejszych wzorców imperializmu rosyjskiego (czerwonego, białego, putinowskiego) zwiększa gotowość, a wręcz chęć Rosji na wojnę z Zachodem.

I tu dochodzimy do zasadniczego i strategicznego pytania – gdzie w tym wszystkim jest Polska, jej służby, wojsko i jaki jest stan przygotowań do konfliktu z Rosją? Niewątpliwie nie da się powiedzieć, że nie zrobiliśmy nic po 24 lutego – przeciwnie! Zrobiliśmy bardzo dużo, być może więcej niż przez poprzednie 30 lat po zmianie systemu, ale to tym gorzej świadczy o naszych elitach i ich wyobraźni, skoro tak długi okres żyliśmy w przeświadczeniu wiecznego bezpieczeństwa. Niezmiennie od tego, że zakupy sprzętu, i to tego nowoczesnego (F-35, Abramsy, Himmarsy, Apache, koreańskie konstrukcje) cieszą, to pytanie czy my właściwie wiemy co z nim zrobić? Czy mamy dostosowaną do nowoczesnej wojny koncepcję użycia broni pancernej? Albo broni rakietowej, bo tu też szybko okazało się, że Himmarsy stały się czymś, co można przechwytywać, co zmusiło Ukraińców do zmian w ich zastosowaniu.

Niestety, obserwując te zagadnienia i całokształt naszych przygotowań należy uznać, że nie tylko nie wyciągamy wniosków z obecnego konfliktu, ale przygotowujemy się do konfliktu rodem sprzed 40 lat. Na wojnie takiej, jak na Ukrainie walczy cały naród, a znaczenie sektora cywilnego jest nie do przecenienia. Taktyka i metoda walki jest tak naprawdę tutaj szlifowana od 8 lat, bo od tylu trwa konflikt zbrojny na wschodzie Ukrainy. Czy bierzemy to pod uwagę szkoląc naszych oficerów i podoficerów, oraz przygotowując doktrynalne sposoby użycia poszczególnych rodzajów broni? Nic na to nie wskazuje. Także niewiele wskazuje, że nadążamy za zmianami w trakcie samego konfliktu, jak choćby wskazane wcześniej kwestie związane z dronami czy użyciem broni rakietowej. Także kiesko wypada zdolność do decepcji strategicznej oraz operacyjnej, możliwości przetrzymania uderzenia w łączność i zdolności aparatu dowódczego, czy wytrzymanie użycia broni elektromagnetycznej. Czy mamy porównywalne z ukraińskimi systemy przetwarzania danych, zarządzania polem walki, raportowania i delegowania rozkazów oraz zadań? Niestety, o ile nie jesteśmy całkiem w tyle, to nasze możliwości nadal nie odpowiadają wymogom nowoczesnego pola walki.

Zasadniczy jednak problem leży gdzie indziej. Na Ukrainie walczy z grubsza cały Naród – a ten u nas jest w dużej mierze rozbrojony ideologicznie i aksjologicznie. Coraz liczniejszy procent Polaków to pacyfiści, którzy bardziej skupiają się na swoich hedonistycznych zachciankach niż na jakimkolwiek myśleniu o czymś ważniejszym. Mówiąc wprost, choć pod tym względem i tak nieźle wypadamy na tle reszty Unii, to nie można mówi o taki stopniu gotowości walki o własny kraj, jak w wypadku Ukrainy. Cywile traktują armię nie tylko jako coś im obcego, ale z gruntu jako jedną z wielu form pracy urzędniczej czy administracyjnej. Co gorsza sami żołnierze i dowódcy nieraz reprezentują takie podejście. Po drugie stan naszej sceny politycznej nie napawa optymizmem. Także młodzież w ramach obowiązku szkolnego nie ma już właściwie kontaktu z przysposobieniem obronnym, zasadami funkcjonowania obrony cywilnej czy chociażby umiejętnością pierwszej pomocy.

W kwestii politycznej to nie tylko kwestia niedawnego utworzenia rządu przez partie lewicowo-liberalne, o wyraźnym już teraz wpływie rosyjskim, ale przede wszystkim zwrócić uwagę musimy na fakt generalnego podziału wyborców – w tym kontekście należałoby mówić nie o jednym narodzie, ale o dwóch a może i więcej. Kłótnie polityczne, konflikt który od prawie 20 lat kręci się wokół osi PO-PiS jest tutaj czynnikiem wysoce destrukcyjnym, bo nie tylko uniemożliwia konsolidację narodową czy polityczną (także ze względu na brak świadomości i chęci ku temu kolejnych obozów rządzących), ale i wpływa negatywnie na stan emocjonalny społeczeństwa, które coraz bardziej zraża się do idei wspólnotowej. Zamiast myśleć coraz mocniej o tym, że w ciągu kilku lat możemy stanąć w obliczu pełnokinetycznego konfliktu z Moskalami, to dziś podniecamy się codziennymi aferkami i kłótniami związanymi ze zdaniem władzy przez jeden obóz, i objęciem jej przez drugi. Próby budowy szerszego frontu przez Kancelarię Prezydenta nie dadzą tutaj skutku, zwłaszcza, że sam Prezydent ma ograniczone prawem możliwości działania. Tymczasem stajemy w obliczu wojny  państwem, gdzie zarówno elita władzy, jak i społeczeństwo są dość jednomyślne i gotowe na wojnę.

Poza Wojskiem zresztą w wojnie uczestniczą inne piony administracyjne – WOT, obrona cywilna, służby porządkowe, służba zdrowia, służby techniczne. Nie tylko muszą być przygotowane na wykonanie swoich działań w trybie wojennym, mieć zabezpieczone środki i materiały na to, ale przede wszystkim gotowe muszą być procedury koordynacji działań tych służb. Doskonale widać, że na Ukrainie wojna tak samo dotyka zaplecza, a regularne uderzenia w infrastrukturę czy nawet osiedla mieszkaniowe są stałym elementem działań Moskali. Tutaj niestety dalej jesteśmy w przysłowiowym „lesie”.

Być może rozwiązaniem tutaj, przynajmniej hipotetycznym jest  polityczne zawieszenie broni i próba znalezienia między poszczególnymi partiami elementarnego konsensusu w obliczu ryzyka konfliktu. Mam oczywiście pełną świadomość jak abstrakcyjnie to brzmi, biorąc pod uwagę istniejące podziały, ale z drugiej strony rozmawiamy o tym, co najlepsze dla kraju, a z drugiej warto zauważyć, że to dobry asumpt do dyskusji nad patologią partyjniactwa w naszym systemie politycznym.

Naszym zadaniem jako nacjonalistów w tym kontekście jest nieustanne przypominanie o ryzyku wojny, wymogach przygotowań i konieczności wyciągania wniosków z trwającego konfliktu. Swoista propaganda wojenna, które nakierowana musi być na nagłośnienie potrzeby właściwych przygotowań oraz odpowiednie zachowanie się elity kraju winno prowadzić się wszelkimi dostępnymi środkami. W tym kontekście też powinniśmy propagować całkowitą derusyfikację życia publicznego. Rozumiem przez to konsekwentne rugowanie wpływów politycznych, agenturalnych, ekonomicznych, kulturowych, także turystycznych czy energetycznych Rosji w Polsce. Wszelki objaw rosyjskości w tych aspektach uznać powinniśmy za coś z definicji nam wrogiego, nieprzyjaznego i niepożądanego. To tym ważniejsze, że wpływy rosyjskie w Polsce są cały czas niemałe, a lewica i liberałowie wrócili już do swych ojkofobicznych odstaw ideowych, i lada chwila można spodziewać się pomysłów na kolejny „reset” w relacjach z Rosją.

        Mądry Polak… no właśnie, niech chociaż raz Polak będzie mądry przed szkoda. Cały czas mamy możliwości, zasoby i perspektywy na co najmniej właściwe , jeśli nie bardzo dobre, przygotowanie wojska, państwa, społeczeństwa (sektora cywilnego) do spodziewanej wojny z Rosją. Analogicznie – brak takich przygotowań zaskutkuje porażką, a ta nie tylko doprowadzi do gromu zbrodni na naszym Narodzie, ale i trafienia w sferę wpływów maksymalnego barbarzyństwa, zacofania i dehumanizacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *