Kacper Słomka - Kompleks odtrąconej miłości, albo źródło mentalności imperialnej u Rosjan

Wiele już napisano artykułów, rozpraw i książek nawet na temat tego dlaczego Rosjanie myślą inaczej niż ludzie Zachodu, o tym dlaczego inaczej postrzegają np. prowadzenie polityki czy jej celowość. Na temat fenomenu tzw. duszy rosyjskiej, również zapisano tony papieru. Jednak w niniejszym artykule chcę skupić się na jednej małej, psychologicznej cegiełce, która tkwiąc w samym fundamencie owej duszy rosyjskiej wytwarza najbardziej zewnętrznie niebezpieczne jej przejawy- z popieraniem imperializmu moskiewskiego na czele.

Chodzi o swoisty kolektywny czarny romantyzm. Komplekst odtrąconego kochanka, który w efekcie odtrącenia zaczyna postępować niczym powieściowy Heatchcliff z ,,Wichrowych Wzgórz” Emily Brontë- postać niewąpliwie socjopatyczna.

Bez przesadnego demonizowania całego narodu trzeba stwierdzić, że taki socjopatyczny rys siedzi głęboko w wielu przedstawicielach tego narodu, co ma swoje podłoże zarówno historyczne jak i kulturowe, ideologiczne, a w niektórych specyficznych wypadkach nawet okołoreligijne- szczególnie gloryfikowana przez prawosławie cnota pokory, w wykrzywionej lub też jedynie karykaturalnie przerysowanej formie często bowiem prowadzi do pogłębiania różnych resentymentów rosyjskich.

Ale do rzeczy. Czas rozebrać to zagadnienie część po części.

Wszystko z miłości, albo jak w swych oczach pozostać dobrym człowiekiem

W kontekście tego jak u Rosjan działa archetyp zranionej miłości warto przypomnieć sobie doświadczenia czeskiego pisarza Milana Kundery, gdy był on świadkiem inwazji wojsk Układu Warszawskiego na jego kraj w roku 1968. Literat ów wspomina, jak został zatrzymany przez radziecki patrol i oficer Armii Radzieckiej polecając jego przeszukanie pytał go zarazem, bez żadnej ironii i zupełnie szczerze o jego samopoczucie, po czym złożył mu jako przedstawicielowi narodu czeskiego miłosne wyznanie. Kundera piszę dalej słowa, które mogą wydawać się szokujące, ale w gruncie rzeczy doskonale wpisują się w mental rosyjski: ,,Wszyscy przemawiali mniej więcej jak on: ich postawa nie wynikała z sadystycznej przyjemności gwałciciela, lecz z innego archetypu: miłości zranionej: dlaczego ci Czesi (tak bardzo ich kochamy!) nie chcą żyć z nami i w ten sam co my sposób? Jaka szkoda, że musieliśmy posłużyć się czołgami, aby nauczyć ich czym jest miłość!” Kundera przyznaję wprost, że nie potrafił zrozumieć takiego zachowania Rosjan i w sumie trudno mu się dziwić, bo w istocie nie jest to zachowanie standardowe dla najeźdźców, ani tym bardziej sposób myślenia typowy dla agresora.

Jednak jako Polacy mamy pewną przewagę nad Czechami. Nasz Naród zaznał kilku różnych brutalnych okupacji z dwóch różnych stron i dzięki temu możemy dokonywać pewnej komparatystyki między Rosjanami a Niemcami. Właśnie ta komparatystyka najlepiej pozwala odkryć czemu w gruncie rzeczy służy owo hodowanie w sobie przez Rosjanina kompleksu miłości odtrąconej.

Niemiec a Rosjanin choćby robili dokładnie te same rzeczy wobec ludzi z dokładnie tych samych narodów, to jednak będą zupełnie inaczej sobie samym tłumaczyć własne zachowania, zupełnie w czym innym będą szukać dla siebie usprawiedliwienia.

Niemcy bowiem zawsze swoimi ofiarami gardzili. Uważali ich za ,,dzikusów” ,,barbarzyńców” ,,brudnych Słowian”, itd. aż wreszcie, już w dobie Hitlera wymyślili sobie pojemne pojęcie ,,podczłowieka”. Mając takie podstawy potrafili sobie każdą własną zbrodnie usprawiedliwić własną rzekomą ,,wyższością”. Jak to ujęła Anna Janko ,,Spalić taką wieś jak Sochy, to było nic.(…) Podludzie w podwioskach, których trzeba usunąć, robactwo ze Wschodu.” Odczłowieczenie ofiar pozwalało Niemcom we własnych oczach zachować pozór bycia normalnym, porządnym człowiekiem.

Rosjanie mieli i mają inny sposób myślenia. W ich oczach ich ofiary to ludzie, którzy odtrącili ich miłość. Niechęć do przyjęcia ich sposobu życia i ich wyobrażeń o świecie rodzi w Rosjaninie przekonanie, że ci ludzie, którzy nie przyjmują ich ,,dobrodziejstwa” są niewdzięczni, pyszni, wyniośli (do tego jeszcze wrócimy), wreszcie jednym słowem źli. Takie myślenie pozwala Rosjaninowi z jednej strony odsunąć od siebie bolesną dla niego samego myśl, że może po prostu ten jego sposób życia, to jego pojmowanie świata jest niedobre, jest godne pogardy i zarazem usprawiedliwić własne zbrodnie. Rosjanie nie gardzą, Rosjanie nienawidzą. Z tej perspektywy poniekąd rosyjski zbrodniarz jest bardziej moralny od zbrodniarza niemieckiego. Dlaczego? Bo nienawiść jest uczuciem czystym, nienawiść nikogo nie poniża. Jak pisał niemiecki filozof Nietzsche ,,Należy mieć takich tylko wrogów, których nienawidzić trzeba, nigdy takich, którymi można gardzić.” Tyle tylko, że do nienawiści potrzeba zaangażowania emocjonalnego. Nie da się nienawidzić kogoś, kto jest nam obojętny. Obojętność zawsze jest maską pogardy, lub jej źródłem, podczas gdy nienawiść zawsze wypływa z jakichś krzywd- prawdziwych lub wyimaginowanych. Ową ,,krzywdą” w oczach Rosjanina jest odrzucenie jego systemu wartości i jego sposobu życia, bo owo odrzucenie Rosjanin odbiera jako atak na własną osobowość. W tym bardzo emocjonalnym narodzie nie ma chyba głębiej osadzonej potrzeby, niż potrzeba bycia kochanym. Tyle tylko, że owa miłość często w wyobrażeniach rosyjskich odbiega dalece od tego jak my pojmujemy ten sam stan. Przede wszystkim dlatego, że większość Rosjan nie potrafi zgoła wyobrazić sobie miłości, w której obie strony relacji byłyby na równym poziomie. Naród rosyjski jest głęboko dotknięty instynktem sadomasochistycznym. Mechanizm ten opisywał Erich Fromm, choć on odnosił go do realiów III Rzeszy opisując go w swojej ,,Ucieczce od wolności”. Człowiek, który funkcjonuje w zbiorowości dotkniętej takim instynktem zaczyna w sposób obsesyjny wręcz potrzebować z jednej strony kogoś kto go dręczy, z drugiej strony kogoś kogo sam dręczyć może. Kiedy czytałem dzieło Fromma miałem wrażenie, że coś podobnego, choć nie naukowo opisanego widziałem wcześniej u autorów polskich opisujących szkoły pod zaborem rosyjskim. Bardzo silne u Rosjan przywiązanie do mitu ,,dobrego cara i złych czynowników”, niemniej silny rosyjki prometeizm, zwłaszcza podbity puszkinowskim ,,pozostawaniem ze wspólnotą” oraz tołstojowskim ,,niesprzeciwianiem się złu” tworzy wybuchowy koktajl, który formatuje duszę Rosjanina w sposób dość przerażający. Tworzy on człowieka, który kocha cara, nie potrafi ujrzeć zła systemu w którym żyje, jednocześnie zaś tak bardzo nienawidzi tego jak wygląda jego własne życie, że dla samego tylko zagłuszenia własnego bólu istnienia jest skłonny wmawiać sobie, że żyje w najlepszym możliwym systemie, którego dobrodziejstwa powinni zaznać także inni. W ten sposób imperializm moskiewski zyskuje w narodzie niezliczone rzesze stronników, gdyż obiecuje im uczestnictwo w wyższym dziele, w duchowej misji. I co w tym wszystkim najciekawsze: bynajmniej nie wiąże się to z obietnicą jakkolwiek lepszego życia, a wielopokoleniowa praktyka pokazuje, że często dzieje się wręcz na odwrót. Dla Rosjanina jednak nie ma to większego znaczenia. Dlaczego?

Bo Rosjanin cały czas jest dzieckiem. Złośliwym, często okrutnym, zarazem przeraźliwie nieszczęśliwym i krzyczącym o miłość, zagubionym dzieckiem, które nie dorosło do samodzielnego życia, bez karzącej ręki ojca i kochającej piersi matki. Ojcem w tym układzie jest oczywiście car. Matką nazywają najczęściej swój kraj, ale ponieważ nie jest to aż tak kochająca matka jak chcieliby ją przedstawić, to szukają miłości w różnych kobietach naokoło, przypominając w tym tragicznych bohaterów powieści romantycznych.

A że nie mają szczególnie atrakcyjnych warunków do zaoferowania to cierpią. Zaś jak wiemy, nie ma większej nienawiści, niż ta, która rodzi się z odtrąconej miłości.

Problem w tym, że i miłość dla nich wygląda inaczej, a sposób patrzenia na wybranki, także miewają specyficzny.

I tu z pomocą przychodzi człowiek, który jest kluczem do zrozumienia duszy swojego narodu bardziej niż ktokolwiek inny.

Fiodor Michajłowicz Dostojewski herbu Radwan.

Dostojewski o miłości, albo jak kochają Rosjanie

Dostojewski poświęcił bardzo wiele miejsca w swojej twórczości zagadnieniom miłości. Mimo to nie sposób nazwać go jej piewcą. Jeżeli chcemy piewców miłości wskazać wśród wybitnych literatów rosyjskich XIX wieku to będą to Puszkin, Turgieniew i w pewnym ograniczonym stopniu jeszcze Lew Tołstoj. U Turgieniewa bowiem i Puszkina miłość często jest źródłem szczęścia, u Tołstoja może nim nie jest, ale przynajmniej bywa. Tak jest np. ,,Wojnie i pokoju”, gdzie Piotr Biesuchow na koniec powieści znajduje szczęście dzięki małżeństwu z Nataszą Rostową. U Dostojewskiego rzecz ma się jednak zupełnie inaczej, a choć to Tołstoj stworzył epopeję narodową Rosjan, to jednak to petersburszczanin o polskich korzeniach najbardziej oddał psychikę rosyjską. Jakże ów petersburszczanin opisuje miłość? W wielkim skróce jako wzajemne rozszarpywanie się. W ,,Braciach Karamazow” jeden z bohaterów wprost się dziwi, że ,,ludzie (…) nawet miłują się tak, jakby się nienawidzili”, jednak to zdziwienie nie jest zdziwieniem Dostojewskiego. Głęboko wierzący, wychowany w mistycznym duchu starowierów, a jednocześnie mocno doświadczony przez skomplikowane życie pisarz nie widział w takim sposobie kochania nic dziwnego. Dla jego filozofii był to tylko jeden z kolejnych dowodów na oczywisty fakt życia człowieka w świecie zepsutym i upadłym. Jednocześnie jednak Dostojewski regularnie idealizuje kobiety, co jest w nim wspólne zarówno z Tołstojem jak i w ogóle z większością pisarzy rosyjskich. Stałym motywem przewijającym się w jego twórczości jest motyw ,,naprawy” mężczyzny przez kobietę. Tak dzieje się nie tylko w ,,Zbrodni i karze”, ale też w ,,Graczu” a także w ,,Braciach Karamazow”. Bywa jednak, że naprawa kończy się klęską- tak jest w ,,Idiocie”, bywa również, że przychodzi ona za późno, gdy obydwoje nie mogą już dzielić ze sobą życia- przykładem jest tu opowiadanie ,,Potulna”, w którym tytułowa bohaterka popełnia samobójstwo. To co jednak jest ogromnie istotne dla zrozumienia owego fenomenu to fakt, że w każdej z tych opowieści bohaterki dokonują jakichś poświęceń. Jednocześnie elementem kluczowym by proces naprawy był skuteczny jest pokora ze strony naprawiającej. Właśnie brak pokory ze strony Nastazji powodują klęskę w ,,Idiocie”. Co niemniej istotne, największym przejawem miłości u Dostojewskiego jest współcierpienie. Sonia Marmieładowa idzie na Syberie wspólnie z Rodionem Raskolnikowem, choć wcale by nie musiała, podobnie Gruaszeńka dzieli katorgę z Dymitrem Karamazowem, itd. itd. Jednak co istotne, Dostojewski zawsze ucina swoje fabuły w momencie oczyszczenia jednostki, nie widzimy ich dalszych losów. Bo też miłość u Fiodora Michajłowicza nie jest i wręcz nie ma być źródłem szczęścia. Jej celem jest wydoskonalenie moralne. Jest to bardzo piękne i w pewnym stopniu prawdziwe, jednak w wydaniu Dostojewskiego zawsze prowadzi do zachowań na poły sadomasochistycznych. O ile bowiem wciąż przewijający się motyw całowania stóp- ten gest wykonuje Rodion Raskolnikow wobec Soni Marmieładowej, Lew Myszkin wobec Nastazji Filipownej, mąż wobec tytułowej bohaterki w ,,Potulnej”, itd.- ma znaczenie głównie powiązane z kwestiami religijnymi i w twórczości pisarza zawsze stanowi element symbolizmu zaczerpniętego z prawosławia, o tyle trudno inaczej niż jako wykrzywione sposoby okazywania uczucia uznać inne gesty. Siemion Zacharowicz Marmieładow odczuwa rozkosz z powodu bycia bitym przez żonę, w ,,Potulnej” z kolei to mężowi przynosi uczucie spełnienia przemoc psychiczna wobec małżonki, a takich przykładów w twórczości autora ,,Zbrodni i kary” jest więcej. I choć teoretycznie Marmieładow swoją rozkosz motywuje faktem, że czuje się wówczas oczyszczony, doświadczając ,,pokuty za grzechy”, to jednak mimo wszystko trudno nie ulec wrażeniu, że u Dostojewskiego nie ma zdrowych związków. Tymczasem właśnie Dostojewski, głębiej od Tołstoja oddał istotę rosyjskiej psychiki, ponieważ świadomie odwracał się od racjonalizmu. Jego głęboka wiara w połączeniu z jego epilepsją, a także postępującą zaćmą otworzyły go na rzeczywistość pozazmysłową bardziej niż jakiegokolwiek innego pisarza rosyjskiego. I właśnie w tej pozazmysłowej rzeczywistości odnalazł wszystko, co potem przekazywał. Idea odkupienia przez współcierpienie, idea miłości zbawczej, to właśnie stało się rdzeniem jego twórczości. Niestety, odczytane poprzez klucz polityczny, poprzez klucz typowo rosyjskiego kolektywizmu, poprzez klucz tołstojowskiej idei fatalizmu historycznego stworzyły one najdziwaczniejszy chyba konstrukt w dziejach ludzkiej myśli: imperialny mesjanizm rosyjski. W tym zaś kontrukcie miejsce szczególne zajmują narody słowiańskie. Gdy Rosjanie siebie uważają za Mesjasza Narodów, to siłą rzeczy inne narody słowiańskie, stają się pierwszymi do których mesjasz jest posłany. I tu pojawia się najgorszy dla tej wiary dysonans przekonań z rzeczywistością.

Nikt nie chcę tego posłannictwa. Piękne teorie mogą sobie istnieć, ale ich realizacja wiążę się jakoś dziwnie z przenoszeniem rzeczy dość paskudnych. Bo gdziekolwiek ,,mesjańska” armia dociera tam zanosi brud, prymitywizm i zniewolenie. Bo choć uważają się oni zawsze za ,,wyzwolicieli” i ,,naprawiaczy” to jednak prawda jest w okrutny sposób inna. Ale to pozostawimy na koniec artykułu. Teraz przejdźmy do tego jak rzecz się ma ze stosunkami nas z Rosjanami.

To że najbardziej nie mogą przeboleć naszego odrzucania ich ,,miłości” to już sprawa oczywista. To dlaczego odrzucamy ,,miłość” Moskali jest oczywiste w podobny sposób. Jednak dlaczego nasze odrzucenie boli bardziej? I dlaczego nie rozumiemy się z nimi (mimo podobieństw języka i zewnętrznej kultury), także na wielu innych poziomach? To już kwestia nieco osobna, ale co ciekawe i tu najlepszej odpowiedzi udziela… Fiodor Michajłowicz.

Dostojewski o Polakach, albo gdzie Rosjanin widzi grzech

Autor ,,Braci Karamazow” jest ciekawym przykładem człowieka nienawidzącego własnych korzeni. Rodzina Dostojewskich pochodziła z polskiej szlachty, tymczasem jej najsłynniejszy potomek miał dość niechętny stosunek do Polaków w ogóle, a polskiej szlachty w szczególności. O ile to drugie można jeszcze zrozumieć (wielu dobrych polskich patriotów także było radykalnie antyszlacheckich, niejednokrotnie mimo własnych korzeni), o tyle to drugie wymaga wnikliwszego spojrzenia na twórczość i doświadczenia Fiodora Michajłowicza.

Bo antypolonizm nie jest czymś oryginalnym wśród literatów rosyjskich. Możemy go odnaleźć podobnie u Gogola, Lermontowa, Puszkina, nawet Czechowa. Natomiast antypolski resentyment Dostojewskiego jest oryginalny na tym tle, bo z jednej strony ma źródła zupełnie odmienne od tych jakie leżą u podstaw antypolonizmu np. Turgieniewa, z drugiej strony paradoksalnie to właśnie jego antypolonizm może być bliższy przekonaniom tzw. prostego człowieka rosyjskiego, niźli podobna postawa autora ,,Tarasa Bulby”. Dlaczego? Bo nie wypływa z przekonań imperialnych, lecz z pojmowania samej istoty relacji międzyludzkich oraz cech wyobrażonych wspólnoty narodowej.

Gdyby Dostojewski, jak Gogol w ,,Tarasie Bulbie” czy Puszkin w ,,Oszczercom Rosji”, po prostu replikował propagandę imperialną Kremla to jego wizerunek Polaków zapewne pozostałby na poziomie elit politycznych, ale raczej nie stałby się elementem świadomości narodowej Rosjan. Tymczasem jednak jest inaczej, gdyż antypolonizm Dostojewskiego był bezpośrednio związany z jednej strony z jego osobistymi doświadczeniami z czasów katorgi, z drugiej zaś z jego filozofią etyczną, silnie zbliżoną do poglądów narodowolców, a więc de facto chłopomanii, tyle że w charakterystyczny dla intelektualistów rosyjskich sposób zabarwionej moralizmem.

Zacznijmy od pierwszego elementu. Bardzo wiele miejsca poświęca Polakom Dostojewski w swoim dziele ,,Wspomnienia z domu umarłych” będącym wspomnieniami z czasów katorgi. Niemal wszystkie wzmianki, które padają tam o współwięźniach narodowości polskiej są dalece negatywne. Największym zarzutem ze strony Dostojewskiego wobec przedstawicieli naszej narodowości jest rzekomy brak solidarności z innymi więźniami, którego dowodem ma być niechęć do integrowania się z nimi. Wychodzi tutaj nader specyficzny rys wzajemnego niezrozumienia. Dostojewski nie dopuszcza do siebie myśli, że w oczach polskich więźniów każdy Rosjanin mógł być potencjalnym prowokatorem czy donosicielem. Naturalny mechanizm obronny zamykania się w swoim kole on interpretuje jako przejaw ,,polskiej pychy”. Co bardzo istotne, Dostojewski w tym konkretnym wypadku pomija wątek społeczny. Fakt, że na katordze spotkał głównie polskich szlachciców, a jego współwięźniowe rosyjscy reprezentowalui wszystkie stany społeczne Rosji umyka mu zupełnie. Cechy polskiej szlachty w oczach Dostojewskiego stają się cechami całego narodu. Stąd pisarz wyciągnie kolejny, jeszcze bardziej krzywdzący wniosek o ,,dwulicowości” Polaków. W jego opinii etos honoru i rycerskości miał być dla Polaków jedynie pewną maską, pewnym rekwizytem pozostającym na poziomie deklaratywnym, który przykrywał cynizm, próżność i chęć łatwego zysku. Tak z reszta portretuje on większość bohaterów narodowości polskiej, w późniejszych utworach, takich jak np. ,,Zbrodnia i kara” posuwając się nawet do używania pogardliwego określenia ,,Polaczek”. Co ciekawe, będąc uczciwym, trudno nie przyznać Dostojewskiemu trochę racji. Bo jeśli coś jest naszym grzechem narodowym to niewątpliwie megalomania i przesadne mniemanie będą zapewne dzierżyć palmę pierwszeństwa. Co innego jest u Dostojewskiego manipulacją. Po pierwsze wspomniane przeze mnie rozciągniecie cech szlachty na cały naród. To jeszcze można wybaczyć, bo ze szlachtą głównie Dostojewski miał do czynienia w kontaktach z Polakami. Po drugie: wyciąganie z niewielkich przesłanek daleko idących wniosków. Obserwacja niechęci do integrowania się z Rosjanami, czy upodobania do bogactwa prowadzi Dostojewskiego do potężnego oskarżenia Polaków o ,,pychę” ,,dwulicowość” a nawet ,,zdradę Słowiańszczyzny”, przy czym to ostatnie wiąże się z religijnością Dostojewskiego. Ów wnikliwy badacz ludzkiej duszy, człowiek, który w swoich utworach odkrywał źródła dobra i zła w człowieku, ów mistyk i piewca osobistej relacji z Bogiem, był zarazem dalece niechętny katolicyzmowi. Jego żarliwa wiara prawosławna popchnęła go z czasem do popierania panslawizmu rosyjskiego, co siłą rzeczy nastawiało go do Polaków wrogo, jednak nie z przyczyn narodowościowych, lecz właśnie religijno- aksjologicznych. Po trzecie wreszcie: idealizacja chłopa rosyjskiego, upatrywanie się przez pisarza w ,,prostym człowieku ruskim” wzoru cnót wszelkich, a zwłaszcza stawianej w centrum pokory, popycha Dostojewskiego do uznania Polaka za antytezę owego niedościgłego wzorca. Najlepiej jest to widoczne w opowiadaniu ,,Chłop Mareusz”, gdzie tożsamy z autorem, pierwszosobowy narrator widzi w chłopskich więżniach, urządzających burdę w więzieniu ,,zbłąkane dzieci” i dopatruje się w nich kogoś podobnego do tytułowego Mareusza, który w jego wspomnieniach jest człowiekiem przepełnionym dobrem, nawet jeżeli ciemnym i prymitywnym. Polski szlachcic tymczasem kwituje to co widzi zdaniem ,,nienawidzę tych bandytów” wypowiedzianym na dodatek po francusku. W całej sytuacji absurdalne jest to, że Dostojewski widząc chłopów przy czynnościach nie mających nic wspólnego z moralnością, nadal widzi w nich Mareusza, a do polskiego szlachcica czuję ,,współczucie” motywowane faktem, że on ,,nie umie zobaczyć tego, co ja widziałem.” Na skrzydłach mistycyzmu i chłopomanii Dostojewski dolatuje do zaprzeczania faktom. I tu jest właśnie największe źródło antypolonizmu nie tylko Dostojewskiego, ale w ogóle większości Rosjan.

Nikt nie jest bardziej znienawidzony od człowieka, który zmusza do stanięcia w prawdzie. Gdyby nie było Polaków, to Rosjanin mógłby sobie po wiek wieków oszukiwać samego siebie tym jaki to niby jest ,,szlachetny” ,,prawy” ,,miły Bogu” itd. itd. Ale są Polacy. Polacy, którzy nie chcą żyć tak jak oni, którzy na dodatek w więszkości wypadków nie widzą w nich nic wspaniałego. Polacy którzy nie romantyzują chamstwa i prymitywizmu robiąc z nich, jak rosyjscy intelektualiści i zachodnie pięknoduchy, objawów ,,prostoty” i ,,naturalności”. Polacy którzy dość się nacierpieli od rosyjskich carów, żeby nie wierzyć w ich mitologię.

Antypolonizm Dostojewskiego jest tu kwintesencją antypolonizmu generalnie większości Rosjan. Nie wynika z imperializmu ani polityki, lecz z opacznego rozumienia podstawowych pojęć. Polskie umiłowanie wolności jest brane jako ,,rozpasanie”, poczucie godności własnej jako ,,pycha”, szczerość wobec innych i samego siebie jako ,,duma i wyniosłość”, itd. itd. Jest to wyrazisty przykład tego jak głęboko sięga wzajemne niezrozumienie i jak to ono właśnie staje się głównym źródłem niechęci, a nawet nienawiści.

Rosjanin widzi grzech, tam gdzie my widzimy cnotę. I na tym zasadza się cały tragizm naszych wzajemnych stosunków.

I tu już w zasadzie możemy puentować.

Wolności trzeba się nauczyć, albo jądro problemu rosyjskiego

W zasadzie Dostojewski będąc lustrem narodu rosyjskiego i najwnikliwszym badaczem jego duszy sam także jest produktem rosyjskości i to na wskroś. To samo można powiedziec również o Tołstoju, Turgieniewie, Czechowie, a nawet i Gogolu, o którego dziś toczy się spór akademicki o jego ukraińskość, który to spór mógłby być ciekawym osobnym tematem. Kiedy piszę ,,produkt rosyjskości” to mam tu na myśli nieszczęśliwe dziedzictwo wieków życia w zniewoleniu, gdzie po chanie następował car, po Rurykowiczach Romanowowie, a po carach pierwsi sekretarze, po nich zaś oligarchia. Rosjanie od czasów średniowiecza aż do dziś praktycznie nie mieli możliwości wzrastania w systemie dającym człowiekowi jakąkolwiek wolność. Jednocześnie pozostało w nich silne pragnienie wolności, a nawet niesienia wyzwolenia innym. Problem w tym, że sami już nie rozumieją czym jest wolność. Nie mając jej sami, nie mogą jej dawać innym, bo nie można dać czegoś, czego samemu się nie ma. Dlatego w swojej pokrętnej, wschodniej logice mistycznej przypisali nazwę wyzwolenia- zniewoleniu. I na tym zasadza się cały tragizm ich i wszystkich narodów, z którymi wchodzą w mocniejsze interakcje. Dostojewski czuł współczucie do polskiego szlachcica, ale w gruncie rzeczy bardziej godny współczucia był on sam wraz z całym swoim narodem.

Bo jak mówi Gandalf w tolkienowskim ,,Władcy Pierścieni”: ,,Co do mnie współczuje nawet niewolnikom Nieprzyjaciela.”

Być może, gdyby nauczyli się wolności ich kraj byłby inny, a stosunki z nim nie musiały by wiecznie opierać się na podejrzeniach i wrogości. Niestety, rzecz ma się inaczej i nie wróży wielkich nadziei na przyszłość.

Pozostaje nam jak Gandalfowi współczuć im i zarazem jak Aragornowi być gotowym na bój.

Bo nigdy nie wiadomo, kiedy odtrącony kochanek przypomni sobie o dawnej miłości.

Obyśmy wtedy mieli czym obronić się przed nim.

I to chyba puenta całego artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *