We wrześniu uczniowie rozpoczęli nowy rok szkolny. Podobnie jak w ubiegłych latach, jest to doskonała okazja do pochylenia się nad polskim systemem edukacji. Niestety, o jego licznych bolączkach, zwłaszcza pod rządami obecnej władzy, pisać można naprawdę sporo. Ja chciałabym poruszyć kwestię rekrutacji do szkół średnich, zasady której często uważane są za niesprawiedliwe i niedające pełnego obrazu kandydatów. A przyznać trzeba, iż tegoroczna rekrutacja mogła kosztować uczniów niemało stresu, ponieważ progi punktowe poszły mocno w górę.
Przypomnijmy, iż o przyjęciu do danej placówki decydują wyniki egzaminu ósmoklasisty (jest to egzamin, którego nie można nie zdać), oceny końcowe, ale też szczególne osiągnięcia, świadectwo z czerwonym paskiem czy wolontariat. Kandydat może otrzymać maksymalnie 200 punktów (100 za egzamin i 100 za oceny i inne osiągnięcia). Szkoła sama decyduje jakie przedmioty brane są pod uwagę przy rekrutacji. Zwykle jest to jednak polski, matematyka, język obcy oraz przedmioty związane z profilem klasy (zwykle np. historia, WOS, biologia, chemia czy informatyka). Podkreślić należy, iż szkoła przez rozpoczęciem procesu rekrutacyjnego nie może ustalić minimalnej liczby punktów, które uprawniałyby do przyjęcia. Jest ona równa licznie punktów, które otrzymał kandydat przyjęty na ostatnie wolne miejsce, czyli z najniższym wynikiem.
Choć w teorii zasady wydają się być uczciwe, to w rzeczywistości w każdej szkole oceny wystawia się nieco inaczej. Oznacza to więc, iż uczeń kształcący się u bardziej wymagającego nauczyciela może umieć więcej niż jego rówieśnik z innej placówki, ale jednocześnie mieć niższe stopnie. Brak czerwonego paska oznacza natomiast utratę aż 7 punktów. Uczeń zdolny, któremu do uzyskania świadectwa z wyróżnieniem zabrakło niewiele, z automatu może być na straconej pozycji. Kontrowersje wzbudzają również dodatkowe punkty za udział w wolontariacie, ponieważ z założenia wolontariat powinien być aktywnością całkowicie bezinteresowną.
Najbardziej problematyczna wydaje się być chyba kwestia egzaminu ósmoklasisty. Edukacja organizowana jest często wokół wyćwiczenia pewnych schematów i presji wyniku. Podkreślić należy, iż na wygranej pozycji bardzo często są dzieci z tych rodzin, które stać na korepetycje i dodatkowe kursy. Statystyki są tu niestety bezlitosne: dzieci z bogatszych rodzin osiągają lepsze wyniki w nauce i częściej idą na studia.
A przecież to właśnie od wyniku uzależniona jest dalsza przyszłość młodego człowieka. Powinięcie nogi oznacza często utratę możliwości dostania się do wymarzonej szkoły. Przypomnijmy, iż o ile maturę poprawiać można aż pięć razy, tak do egzaminu ósmoklasisty podchodzi się tylko raz. Dodatkowo, egzamin ten sprawdza wiedzę tylko z trzech obszarów: języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego. Gdzie jest miejsce na przykład dla historii czy przedmiotów przyrodniczych, które przecież nierzadko pełnią niezwykle ważną funkcję w dalszej edukacji. Wydaje się to być krzywdzące szczególnie dla uczniów wybierających klasy biologiczno- chemiczne.
Wyścig szczurów dodatkowo napędzany jest przez ranking szkół średnich, który niekoniecznie musi być jedyną wskazówką przy wyborze placówki. Nie mniej ważna jest tak zwana edukacyjna wartość dodana (EWD). Wskaźnik ten pokazuje, iż renomowane licea jedynie utrzymują poziom zdolnych uczniów, podczas gdy nauczyciele w innych szkołach potrafią skutecznie podnieść poziom uczniów słabych. Często progres z oceny dopuszczającej na dostateczną może kosztować nauczyciele o wiele więcej wysiłku niż praca z uczniem zdolnym.
Krytycy obecnego systemu podkreślają ponadto, iż wymuszanie na uczniu wyboru profilu jest błędem. Wskazują, iż od 15-latka nie można wymagać podejmowania decyzji, które mogą zaważyć o jego dalszej ścieżce zawodowej. Osobiście uważam jednak, iż kwestia ta nie powinna wywoływać sprzeciwu. Choć młodzież ma prawo nie mieć wystarczającej wiedzy o rynku pracy i o wynagrodzeniach, to jednak przecież podział społeczeństwa na tak zwanych humanistów i ścisłowców nie jest bynajmniej podziałem sztucznym (choć oczywiście są jednostki, które wychodzą poza ten schemat). Nastolatek wie zazwyczaj, czy dobrze idzie mu rozwiązywanie zadań z matematyki czy może lepiej czuje się w pisaniu wypracowań. Na wybór studiów i zawodu przyjdzie jeszcze czas, jednak każdy powinien mieć możliwość poszerzania wiedzy z tych przedmiotów, które interesują go najbardziej.
Co istotne, na pewne absurdy związane z rekrutacją do szkoły średniej zwraca uwagę Rzecznik Praw Dziecka, Monika Horna- Cieślak. Okazuje się bowiem, iż dodatkowe punkty przyznawane są za udział tylko w tych konkursach i zawodach wiedzy, które podawane są do publicznej wiadomości przez kuratorów oświaty. Oznacza to więc, iż podczas gdy na przykład uczeń z województwa małopolskiego otrzyma punkty za udział w konkursie, tak jego kolega z województwa pomorskiego nie będzie mieć już takiego szczęścia. Obecne przepisy prawne nie wskazują jednolitych kryteriów, które powinny być uwzględniane przy tworzeniu wykazów.
Na koniec postawić należy najważniejsze pytanie: jakich konkretnie zmian potrzebuje proces rekrutacji do szkół średnich? Tu nie ma rzecz jasna jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ takowa wymagałaby tytanicznej pracy i przetestowania nowych rozwiązań w praktyce. Wydaje się jednak, iż należałoby raz na zawsze zakończyć koncentrację edukacji wokół umiejętności rozwiązywania testów i uczenia się pod klucz. W mojej ocenie ważniejsza jest jednak praca nad systemem oceniania, tak aby był on bardziej obiektywny i dawał pełniejszy obraz ucznia. Niektórzy wskazują, iż od klasycznych stopni bardziej sprawiedliwe mogłyby okazać się oceny w formie procentów. Dodatkowo, na ocenę końcową nie powinna wpływać tylko sucha wiedza, ale też np. udział w projektach, zaangażowanie w zajęcia itp. W skrócie: chodzi o system, który doceniałby systematyczność i nie uzależniałby dalszej edukacji od jednorazowego egzaminu.