Adrianna Gąsiorek - Dzieci, które przestają widzieć granice

Ostatnie wydarzenia w polskich szkołach ponownie postawiły nas przed pytaniem, na które nie ma łatwej odpowiedzi: co musi wydarzyć się w życiu młodego człowieka, aby przemoc przestała być dla niego granicą nie do przekroczenia? Ataki w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach, a następnie fala niepokoju związana z zapowiedziami rzekomego „krwawego piątku”, wywołały strach, gniew i poczucie bezradności. Trudno się temu dziwić. Szkoła, która powinna być przestrzenią nauki, rozwoju i bezpieczeństwa, nagle staje się miejscem, w którym zarówno uczniowie, jak i nauczyciele zaczynają zastanawiać się, czy nic im nie grozi.

W takich chwilach społeczeństwo potrzebuje odpowiedzi. Najchętniej otrzymałoby jedną, konkretną przyczynę, którą można wskazać palcem, a następnie usunąć z życia dzieci i młodzieży. Jedni obwiniają internet, inni gry komputerowe, brutalne filmy, media społecznościowe, rodziców albo szkołę. Problem polega na tym, że żadna z tych odpowiedzi, rozpatrywana osobno, nie wyjaśnia całego zjawiska. Przemoc nie rodzi się w próżni, a jej źródeł nie da się sprowadzić do jednego ekranu, jednej aplikacji czy jednego błędu wychowawczego.

Kiedyś też były brutalne filmy i gry. Co zatem się zmieniło?

Warto zadać pytanie, które w dzisiejszej dyskusji wydaje się szczególnie istotne: czy naprawdę wychowaliśmy pokolenie, które po raz pierwszy w historii ma kontakt z brutalnymi treściami? Przecież dzisiejsi dorośli również dorastali przy filmach pełnych przemocy, grali w gry komputerowe, oglądali kino akcji i poznawali historie, w których agresja była sposobem rozwiązywania konfliktów. Mimo to nie możemy powiedzieć, że każde kolejne pokolenie automatycznie stawało się bardziej brutalne pod wpływem tego, co oglądało.

Nie oznacza to oczywiście, że brutalne treści pozostają bez znaczenia. Psychologia od dawna bada zależności między ekspozycją na przemoc, emocjami, zachowaniami i sposobami rozwiązywania konfliktów. Wyniki tych badań nie pozwalają jednak traktować samego kontaktu z grą czy filmem jako prostego wyjaśnienia rzeczywistej agresji. Znaczenie mają także temperament, środowisko rodzinne, relacje z rówieśnikami, wcześniejsze doświadczenia, stan emocjonalny oraz sposób interpretowania tego, co dzieje się wokół nas.

Różnica między dawniej a dziś może tkwić nie tyle w samej obecności brutalnych treści, ile w sposobie ich rozpowszechniania i społecznego przeżywania. Internet nie jest już tylko miejscem, w którym oglądamy film czy gramy w grę. To również przestrzeń nieustannej oceny, porównywania się z innymi, poszukiwania uznania i budowania własnej tożsamości. Zachowanie, które kiedyś pozostałoby lokalnym wydarzeniem, dziś może w ciągu kilku minut dotrzeć do tysięcy odbiorców.

Dla młodego człowieka, który dopiero uczy się rozumieć siebie i własne emocje, taka publiczność może mieć ogromne znaczenie. Potrzeba akceptacji, przynależności i uznania jest naturalna, szczególnie w okresie dorastania. Problem pojawia się wtedy, gdy zdobycie uwagi zaczyna być ważniejsze niż konsekwencje własnych działań, a szokowanie innych staje się sposobem na zaznaczenie swojej obecności.

Internet nie tworzy wszystkich problemów, ale może zmieniać ich skalę.

W dyskusji o ostatnich wydarzeniach pojawił się również wątek internetowego wyzwania, które miało rzekomo doprowadzić do skoordynowanych ataków w szkołach. Informacje o takiej akcji nie zostały jednak potwierdzone przez policję. Nie wolno więc przedstawiać ich jako ustalonego faktu. Sam mechanizm rozprzestrzeniania się pogłosek zasługuje jednak na uwagę.

Współczesna przestrzeń cyfrowa potrafi wzmacniać emocje, przyspieszać obieg informacji i sprawiać, że zachowania jednostek są interpretowane jako część większego zjawiska, zanim ktokolwiek zdąży zweryfikować fakty. Do tego dochodzi mechanizm naśladownictwa. Kiedy określone zdarzenie staje się głośne, inni mogą zacząć je powtarzać, komentować, grozić podobnym zachowaniem lub wykorzystywać atmosferę strachu do zdobywania uwagi. Nie oznacza to, że wszyscy mają takie same motywacje. Jedni mogą działać pod wpływem silnych emocji, inni szukać rozgłosu, a jeszcze inni nie rozumieć powagi własnych słów.

Nie należy przy tym zakładać, że każda groźba jest niewinnym żartem. Równie niebezpieczne jest jednak automatyczne uznawanie każdej pogłoski za dowód istnienia zorganizowanego planu. Potrzebujemy odpowiedzialnego reagowania, weryfikowania informacji i powstrzymywania się od rozpowszechniania niesprawdzonych treści. Panika również ma swoje konsekwencje: potęguje lęk uczniów, rodziców i nauczycieli, a w skrajnych przypadkach utrudnia spokojną ocenę rzeczywistego zagrożenia.

Dziecko nie staje się agresorem z dnia na dzień.

Najtrudniejsza część tej rozmowy dotyczy psychologii młodych ludzi. Dorośli często pytają, jak to możliwe, że dziecko krzywdzi drugiego człowieka, a czasem kieruje agresję również wobec nauczyciela. W tych pytaniach kryje się przekonanie, że dzieciństwo powinno być okresem niewinności, a młody człowiek z natury nie jest zdolny do czynów, których nie potrafimy sobie wyobrazić.

Tymczasem dzieci i nastolatki nie rodzą się z gotową umiejętnością regulowania emocji, rozwiązywania konfliktów i przewidywania wszystkich konsekwencji swoich działań. Dopiero uczą się rozpoznawać frustrację, radzić sobie z odrzuceniem, przyjmować porażkę i respektować granice innych osób. W większości przypadków rozwój tych kompetencji przebiega w zwyczajnym rytmie dorastania. Czasami jednak nakładają się na siebie różne trudności: samotność, długotrwałe konflikty, upokorzenie, przemoc doświadczana w otoczeniu, problemy emocjonalne czy brak bezpiecznej relacji z dorosłym.

Nie oznacza to, że każde dziecko przeżywające trudności stanie się agresywne. Zdecydowana większość młodych ludzi mierzących się z kryzysem nie krzywdzi innych. Nie można też na podstawie pojedynczego zachowania stawiać diagnozy psychologicznej ani z góry przypisywać sprawcy konkretnego motywu. W przypadku poważnych aktów przemocy przyczyny trzeba badać indywidualnie, zamiast dopasowywać je do gotowej teorii.

Warto jednak pamiętać, że agresja bywa poprzedzona sygnałami, które otoczenie może zlekceważyć: nasilającymi się groźbami, fascynacją krzywdzeniem innych, uporczywym nękaniem rówieśników czy coraz większymi trudnościami w kontrolowaniu zachowania. Żaden pojedynczy sygnał nie przesądza o przyszłej przemocy. Ich kumulacja wymaga jednak uwagi, rozmowy i, gdy jest to konieczne, pomocy specjalistów.

Dziecko potrzebuje granic, ale potrzebuje również dorosłego, który potrafi dostrzec jego trudności, zanim przerodzą się one w kryzys. Nie chodzi o usprawiedliwianie agresji. Chodzi o zrozumienie, że odpowiedzialność za czyn i próba wyjaśnienia jego przyczyn nie wykluczają się wzajemnie.

Szkoła nie może być sama, a nauczyciel nie może być jedynym strażnikiem bezpieczeństwa.

W następstwie takich wydarzeń łatwo oczekiwać od szkoły, że rozwiąże wszystkie problemy: rozpozna zagrożenie, wychowa, zapewni wsparcie psychologiczne, zapobiegnie agresji i zagwarantuje bezpieczeństwo każdemu uczniowi. To zadania ważne, ale nie można udawać, że jedna instytucja ma wystarczające możliwości, aby samodzielnie im sprostać.

Bezpieczeństwo dzieci jest wspólną odpowiedzialnością rodziców, szkoły, instytucji publicznych i całego społeczeństwa. Potrzebujemy dostępnej pomocy psychologicznej, rozsądnych procedur reagowania na groźby, współpracy z rodzinami oraz edukacji dotyczącej emocji i odpowiedzialności w internecie. Potrzebujemy też nauczycieli, którzy mogą zgłaszać niepokojące sytuacje i otrzymają realne wsparcie, zamiast słyszeć, że powinni poradzić sobie sami.

Nie mniej istotne jest to, jak dorośli rozmawiają o przemocy. Jeżeli sami reagujemy wyłącznie gniewem, upokarzaniem i potrzebą znalezienia winnego, trudno oczekiwać, że młodzi ludzie nauczą się konstruktywnego rozwiązywania konfliktów. Dzieci obserwują nie tylko to, co im mówimy, lecz także sposób, w jaki traktujemy innych, jak radzimy sobie z frustracją i czy potrafimy przyznać się do błędu.

Nie oznacza to, że za każdy akt przemocy odpowiada całe społeczeństwo w jednakowym stopniu. Oznacza natomiast, że profilaktyka wymaga czegoś więcej niż kolejnych apeli po tragedii. Potrzebne są konsekwencja, obecność dorosłych i gotowość do reagowania na problemy, które często wydają się zbyt małe, by poświęcać im uwagę.

Nie szukajmy jednej przyczyny. Szukajmy sposobów zapobiegania.

Ostatnie wydarzenia powinny skłonić nas do refleksji, ale nie do pochopnych osądów. Nie możemy uznać, że winne są wyłącznie gry, media społecznościowe, rodzice, nauczyciele czy kryzys wartości. Takie wyjaśnienia są wygodne, ponieważ pozwalają zamknąć trudny temat jednym zdaniem. Nie pomagają jednak zrozumieć złożoności problemu ani skutecznie mu przeciwdziałać.

Być może najważniejsze pytanie nie brzmi, dlaczego współczesne dzieci oglądają brutalne treści, skoro poprzednie pokolenia również je oglądały. Powinniśmy raczej zapytać, w jakim świecie społecznym i emocjonalnym dorastają dzisiejsi młodzi ludzie, jak radzą sobie z samotnością, presją i odrzuceniem oraz czy mają wokół siebie dorosłych, którym mogą zaufać.

Nie każdą tragedię da się przewidzieć. Nie każdemu kryzysowi można zapobiec. Możemy jednak tworzyć warunki, w których proszenie o pomoc nie jest powodem do wstydu, groźby nie są bagatelizowane, a przemoc nie staje się sposobem zdobywania popularności.

Najgorszą odpowiedzią na strach byłoby dziś uproszczenie. Najlepszą będzie połączenie stanowczości wobec przemocy z gotowością do rozumienia jej źródeł. Dzieci potrzebują bezpieczeństwa, jasnych granic i odpowiedzialnych dorosłych. Potrzebują również świata, w którym człowiek nie musi krzywdzić innych, aby zostać zauważonym.

Bo prawdziwym sprawdzianem dla nas wszystkich nie jest to, jak głośno potrafimy potępić przemoc po tragedii. Jest nim to, czy potrafimy wcześniej dostrzec człowieka, który potrzebuje pomocy, i zareagować, zanim będzie za późno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *