Ponad 100 lat temu Józef Piłsudski napisał poniższe słowa:
“Jednym z przekleństw naszego życia, jednym z przekleństw naszego budownictwa państwowego jest to, żeśmy się podzielili na kilka rodzajów Polaków, że mówimy jednym polskim językiem, a inaczej nawet słowa polskie rozumiemy, żeśmy wychowali wśród siebie Polaków różnych gatunków.”
W dobie powszechnej i codziennej oraz bezustannej wojny informacyjnej z rosyjską despotią i jej farmami trolli oraz pożytecznych idiotów, jak i w obliczu informacyjnej ofensywy lib-leftu, słowa te powracają do nas z zatrważającą aktualnością. Oto bowiem podziały Polaków już nie biegną głównie wedle różnic klasowych czy zwykłych partyjnych wyborów. Dziś podział a wręcz idąca za nimi wrogość i nienawiść do reszty Polaków, spoza swojego własnego “rodzaju”, jest coraz częstszym czynnikiem, który jako najważniejszy opisuje i definiuje naszą rzeczywistość polityczną i społeczną. Podziały są dużo głębsze i dotykają najważniejszych podstaw naszego spojrzenia na świat – emocji, psychiki, postrzegania rzeczywistości, stosowanych kategorii rozumienia, zaufania lub jego kompletnego braku. Stąd też różnice w poszczególnych “odmianach” Polaków są tak dalece posunięte, że w nawet tych elementarnych momentach, gdzie spodziewać się by można solidarności, tam widzimy wrogość i wzajemną nienawiść. Niestety znów się okazuje, że Polak Polakowi Polakiem a to jak bardzo jesteśmy podzieleni i jak łatwo przechodzi rosyjski psyop w Polsce, stawia pierwszorzędne wyzwania tak dla nacjonalizmu, jak i jakiejkolwiek realnej opcji politycznej, chcącej uchodzić za wspólnotową i realizować taką politykę.
Fenomen Grzegorza Brauna to nie tylko ogromny wzrost w siłę człowieka jawnie opowiadającego się po stronie Rosji, ale także swoisty fenomen pod względem jego wyborców. Mamy tu oczywiście cały konglomerat: skrajni wolnorynkowcy; ludzie, którzy największego wroga postrzegają w państwie polskim; zwolennicy Rosji, skrajni katolicy; ale dla wszystkich ich wspólna jest również postawa względem rzeczywistości i otaczających ich realiów. Określić by ją można braunowską czy spiskową alternatywą, która nakazuje im nie tylko mieć poglądy cokolwiek osobliwe, ale przede wszystkim wyrażać skrajną nieufność oraz agresywność i wrogość wobec tego, co nie zgadza się z ich światopoglądem. A światopogląd ten sprowadza się do darwinistycznie pojmowanego i spłyconego do granic możliwości nacjonalizmu (właściwie szowinizmu), wrogości wobec wszystkich innych narodów, z wyjątkiem może Rosji i Serbii, w przeważającej większości skrajny kapitalizm oraz wiara we wszelkie możliwe teorie spiskowe, od jakże popularnych teorii związanych ze szczepionkami, COVID-em, 5G, po chemtrialse, a pewnie i znaleźlibyśmy pojedynczych przedstawicieli opcji płaskoziemców.
Jednym ze sztandarowych haseł definiujących tych ludzi jest sławetne już „wyłącz telewizję, włącz myślenie”, ewentualnie „otwórzcie oczy, włączcie myślenie”. Te wyśmiewane często hasła w gruncie rzeczy są konstytutywne dla tego środowiska. Ludzie ci odrzucają w całej linii normalne media, tak te z lewicy, jak i prawicy, naukowców, ludzi zajmujących się jakimikolwiek dziedzinami, na rzecz internetowych znawców i autorów filmów na YouTubie z żółtymi napisami. Jest autentycznym zwycięstwem rosyjskich służb, że mamy setki tysięcy, a może już i miliony ludzi, którzy wyżej stawiają Rolę czy Atora, niż specjalistów od wojskowości, oficerów, doktorów czy profesorów w swoich dziedzinach.
To zmniejsza, a wreszcie likwiduje nawet najbardziej elementarne miejsca i sytuacje, gdzie solidaryzm narodowy mógłby mieć jeszcze miejsce. Bo jeśli wyobrazimy sobie, że nawet 11 listopada ludzie tego typu będą realizować swoją spiskowo-brauniarską agendę, zwalczać „Ukropolin”, szukać spisków, to widzimy, że mówienie o kilku rodzajach Polaków i o kilku narodach ma jak najbardziej sens.
Niewątpliwie wyróżnikiem psychologicznym tych ludzi jest skrajna histeria, emocjonalność, posunięta do granic szaleństwa nieufność, czy skrajny brak obiektywizmu, który, co ciekawe, uważany jest właśnie za bardzo obiektywny czy krytyczny wobec rzeczywistości. Tymczasem ludzie ci stanowią pewnie jedną z kilku najłatwiejszych grup do dezinformacji.
Widzimy tu wręcz wykształcenie się alternatywnego świata złożonego z określonych polityków, działaczy społecznych, aktywistów, influencerów, komentatorów, którzy tworzą dość konsekwentny obraz rzeczywistości, który oczywiście w przeważającej większości nie ma nic wspólnego z realiami, ale pozwala niezwykle łatwo sterować swoimi wyborcami, a co gorsza, zwiększać ich liczbę.
Ekstrapolujmy tę sytuację i wyobraźmy sobie, że dochodzi do pełnokinetycznego starcia Rosji i Polski. Można się śmiało spodziewać, że wówczas brauniarze, czy nawet spora część wyborców Konfederacji, żołnierzy rosyjskich uzna za żołnierzy ukraińskich, udających tych rosyjskich, a całość za prowokację zrealizowaną przez tego czy innego „ukropolińskiego” polityka działającego w zmowie z prezydentem Ukrainy Zełeńskim.
Zresztą ciężko tych ludzi, którzy idą za Braunem, za Rolą, Skalikiem czy Fritzem, obwiniać o to. Jeżeli spojrzymy na polski świat medialny, o tym zresztą jeszcze będzie dalej, i zobaczymy, jak zakłamany jest przekaz, który wypływa z Gazety Wyborczej, TVN-u czy Wysokich Obcasów, jak bałamutne są treści rodem z Krytyki Politycznej, to nic dziwnego, że ludzie przestali ufać jakimkolwiek autorytetom i jakimkolwiek tradycyjnym przekaźnikom i mediom.
Przy tym poziomie nieufności i braku zaufania oraz wrogości do reszty Polaków nie sposób myśleć o elementarnych gestach wspólnotowości czy solidarności nawet w chwili, gdy wydaje się, że inaczej się nie da. Rosyjska rakieta uderza w Polskę? “Ale to ukraińska prowokacja”. Polska tenisistka wygrywa turniej? “Ale to ukraińska zdrajczyni, bo popiera Ukrainę”. Zwykła rozmowa o pogodzie czy zakupach może w takich warunkach urosnąć do rangi ciężkiej politycznej awantury – “bo Ukraińcy, bo ukropolin, bo spiski, bo 5G, bo chemiczne strugi” itp itd. Tu każda prawda, nawet najoczywistsza, ma z miejsca swoją alternatywę, dziwnym trafem prawie zawsze po myśli rosyjskiej narracji.
Tu też niezwykle ciekawym i konstytutywnym zjawiskiem dla brauniarzy i szurprawicy, jak i innych tego typu gatunków Polaków, jest zjawisko, które można by nazwać automatycznym zaszeregowaniem. Wszelkie nowe informacje, doniesienia czy zjawiska ludzie ci z automatu przypisują do takich kategorii jak ukraińska prowokacja, kłamstwo polskojęzycznych mediów, niemiecki spisek etc. Nie ma tu jakiejkolwiek refleksji czy miejsca na uznanie choćby elementarnych faktów. Ludzie ci po prostu z miejsca wiedzą, co mają myśleć, jakimi schematami, kategoriami się posługiwać i trzeba przyznać, że narzucenie i im, i innym opisywanym grupom Polaków pewnych zautomatyzowanych form analizy pseudo-rzeczywistości jest niezwykle skuteczne.
Ale oczywiście takich “gatunków” Polaków mamy więcej.
Z drugiej strony politycznej osi widać ogromną rzeszę „fajnopolaków”. To z kolei ludzie, którzy z miłości do Unii, Platformy, Trzaskowskiego, nowoczesności, równości, lgbt byliby w stanie zabić – i to dosłownie. Pełna nienawiści, histerii i szaleństwa morda tzw. “babci Kasi” jest dla nich wysoce konstytutywna.
Fajnopolaków można by uznać za przedstawicieli najbardziej sfanatyzowanej części wyborców obecnego obozu rządzącego i to przede wszystkim tworzącej rząd Koalicji Obywatelskiej i jej głównych polityków pod względem poglądów. Ludzie ci przede wszystkim opowiadają się za bezwarunkowym pozostaniem w Unii Europejskiej, powielaniem wszelkich zachodnich i europejskich wzorców, nienawiścią do tradycji oraz autentycznym pseudoreligijnym zapatrzeniem w przekaz mediów jak TVN, wszelkie ośrodki monitorowania czy Gazeta Wyborcza.
Przede wszystkim chodzi o skrajny poziom fanatyzacji, jednostronności i zamknięcia na jakąkolwiek dyskusję z innymi stronami. On to zresztą charakteryzuje wszystkie omawiane tu, jak i nie omawiane grupy Polaków.
Widzimy tu więc w tej optyce przypisanie wszelkiej maści opcji wspólnotowych, nacjonalistycznych i ogólnie rzecz biorąc prawicowych do obozu prorosyjskiego. I choć oczywiście w określonych wypadkach, jak Konfederacja Brauna ma to sens, to mówienie o tym, że PiS, polscy nacjonaliści czy prezydent Nawrocki są zwolennikami Rosji, to czyste szaleństwo.
Tak samo uwielbienie dla Unii Europejskiej, niechęć do jakiegokolwiek myślenia o powinności wobec swojej wspólnoty, skrajny liberalizm i atomizacja. Ale wszystko to oparte na emocjonalnym, czarno-białym traktowaniu tych zagadnień, a nie jakimkolwiek analizowaniu czy rozumowaniu w kategoriach logicznych lub merytorycznych.
W imię swojej europejskości, nowoczesności, postępu, ludzie ci nie tylko są gotowi afirmować wszelkie ideologiczne i polityczne szaleństwa, ale całkiem serio i poważnie uważać to za wyraz patriotyzmu i przywiązania do Polski.
I tu podobnie jak w wypadku braunowców, widzimy zjawisko automatycznego zaszeregowania, niczym w grze komputerowej, swoich przeciwników do określonych frakcji i grup cech, a więc każdy, kto nie zgadza się z fajnopolakiem i jego ulubionymi politykami, automatycznie staje się ksenofobem, rasistą, faszystą, ciemniakiem, słuchaczem disco polo, niewykształconym robolem, który umie tylko kopać rowy, pić alkohol i bić swoją konkubinę.
Zjawisko takie jest czymś więcej niż tylko sławetnymi ongiś lemingami. Tu mówimy o autentycznym zaprogramowaniu i stworzeniu bańki, poza którą wyjść nie tylko bardzo ciężko, ale zazwyczaj ludzie, którzy w niej tkwią, nawet nie mają świadomości tego. Lemingi po prostu nie interesowały się polityką i otaczającą ich rzeczywistością i głosowały tak, jak było to modne. Fajnopolacy i ich lustrzane odbicie braunowcy to ludzie, którzy paradoksalnie potrafią się mocno interesować polityką i sprawami bieżącymi, ale czynią to czerpiąc wiedzę czy to z mainstreamowych, lib-leftowych mediów, czy alternatywnych, powiązanych z szurprawicą.
Pytanie zasadnicze, komu jest to na rękę? Przede wszystkim rządzącym partiom i elitom. Ludziom takim, z jednej strony łatwiej transferować swoją propagandę i przywiązać ich, i to na stałe, do swojej partii. Z drugiej strony, ludzi podzielonych łatwiej rozgrywać między sobą i wyzyskiwać ich. Spójrzmy na taką partię Brauna. Nie tylko traci na tym największa konkurencja Platformy, czyli PiS i ewentualnie Konfederacja Mentzena, ale także niemała popularność Brauna powoduje, że jego skrajna narracja zmusza pozostałe dwie partie do swoistego szlusowania do nich i licytacji na to, kto jest bardziej “polski” i radykalny. Efekt? Rosnący poziom odrealnienia polityki i ostatecznie odpływu wyborców tych opcji na rzecz pozostałych obozów, albo po prostu przejścia do grupy ludzi niegłosujących w wyborach.
Zmierzając do brzegu, zadajmy sobie pytanie, gdzie w tym wszystkim jest nacjonalizm? Czy jako opcja polityczna, która z definicji staje przeciw klasycznym podziałom na lewicę i prawicę, nie powinniśmy być owym na poły legendarnym radykalnym centrum? W tym rozumieniu nasz radykalizm oznaczałby przede wszystkim dążenie do normalności, racjonalności i ochrony elementarnej racji stanu. Nie rezygnując z naszych aksjologicznych imponderabiliów, powinniśmy stać na straży przede wszystkim zdrowego rozsądku i spokoju. To w ogóle bardzo częste zjawisko w social mediach, jak i w przestrzeni publicznej, że osoby, które dotąd nie miały styczności z nacjonalistami niezależnymi i wyobrażenia na temat ich poglądów posiadały z publikatorów generalnie lewicowych, odkrywają nagle, że ludzie ci mają jak najbardziej racjonalne i sensowne postulaty oraz poglądy. Widziałem to wiele razy na social mediach, czy to Niklota, czy to Szturmu, czy to Obozu Narodowo-Radykalnego.
I w tej pogłębiającej się atomizacji, przy rosnących podziałach oraz wrogości między poszczególnymi grupami i rodzajami Polaków, myślę, że jednym z głównych zadań nacjonalizmu jest próba tworzenia takiej narracji, która z jednej strony zwalczać będzie najbardziej irytujące i szkodliwe głupoty z jednej i drugiej strony, a z drugiej stworzyć elementarną alternatywę, która kieruje się nie tylko dobrem Polski i Polaków, ale także względem na fakty, logikę i trzeźwą analizę.
Fakt, że nacjonalizm sensu stricte jest dziś dość niszowym zjawiskiem, w gruncie rzeczy daje nie tylko spore pole do działania, ale też nie obarcza nas żadnymi zobowiązaniami i powinnościami, względem wyborców, sympatyków (których, bądźmy szczerzy, mamy bardzo mało). Dystansując się tak od szurprawicy, centroprawicy, libleftu i kulturowej lewicy mamy szansę stanowić ostatnią deskę ratunku dla rozsądku i poszukiwania sensownej wykładni polityki i strategii dla Polski.
W obliczu braku jakiejkolwiek instytucjonalnej walki państwa polskiego z dezinformacją i działaniami wrogich nam sił, a wręcz wobec udziału części obozu rządzącego w tejże dezinformacji, vide Roman Giertych i jego grupa Silnych Razem, nacjonalizm dążyć musi do bycia wspomnianym radykalnym centrum, to jest zachowania swojego radykalnego charakteru pod względem politycznym, a jednocześnie zdystansowania się od wariactwa na jakiejkolwiek płaszczyźnie. To, że nie będziemy fajnopolakami czy zwolennikami nowoczesności i europejskości jest dość oczywiste, ale jeszcze nie znaczy to, że mamy wszędzie widzieć Ukraińców szykujących drugi Wołyń, lekarzy szykujących spisek szczepionkowy czy 5G, które ma dokonać depopulacji Polski i całego świata.
Ostatecznie przecież nacjonalizm to idea odwołująca się do narodowego solidaryzmu i wspólnotowości, a oba te pojęcia dziś właściwie są martwe i wobec funkcjonowania różnych rodzajów Polaków, jak to już sto lat temu określił Piłsudski, naszym zadaniem musi być choćby minimalne zasypywanie tychże podziałów i punktowanie wariactwa i obłędu z każdej strony, z której tylko się ono pojawi.