Jerzy Frodsom - Podziękowania dla Zełeńskiego

W środowisku szeroko pojętej „prawicy” w Polsce coraz bardziej ugruntowuje się powszechna niechęć zarówno do postaci Zełeńskiego, jak i dla narodu, który tenże reprezentuje. Wbrew pozorom jednak zdaje się, że na przekór rozgrzanym konserwatywnym głowom – polityk ten robi dla naszego kraju o wiele więcej dobrego niż złego i wręcz zasługuje na podziękowanie.

Gwałt na liberałach i romantykach

Pierwszą dużą zasługą Zełeńskiego dla Polski nie jest jakieś jego celowe propolskie działanie – wręcz przeciwnie, zachowując się w sposób, który dla naszej opinii publicznej wydawał się niemal zdradziecki, niewdzięczny i cyniczny pomógł dojść nam do etapu przebudzenia. Po latach obściskiwania z kolejnymi polskimi politykami – uwzględniając prezydenta naszego państwa, po masowym pospoplitym ruszeniu w sferze humanitarnej w pierwszych dniach po wybuchu wojny, wreszcie po miliardowych dostawach uzbrojenia i udostępnieniu naszej infrastruktury – odpłacił naszym politykom lekcją polityki realnej. Legendarne Realpolitik uderzyło naszą warstwę polityczną w twarz i to w taki sposób, że nie było sposobu tego ukryć, ani realnie zmitygować afrontu. Ostatecznie nasi politycy musieli przełknąć gorzką pigułkę i przyjąć do listy swoich tytułów również i tytuł frajera.

Pomimo tego, że w naszej przestrzeni publicznej od lat pojawiają się głosy mówiące o konieczności prowadzenia polityki realnej, a nie opartej o romantyczne ideały, czy idealistyczne nadzieje oraz złudne wyobrażenia o istocie rzeczywistości – nasi politycy wykazują się wyraźną odpornością na fakty wskazujące, że ich mentalność nie przystaje do rzeczywistości. Żeby przebudzić takiego człowieka z iluzji, którą dookoła siebie kreuje w celu zachowania spójności własnej wizji świata potrzebne jest często jakieś gwałtowne, brutalne i traumatyzujące wydarzenie. Nasi politycy, jak w sumie większość naszego narodu – patrzą na Ukraińców z góry. Jesteśmy znacznie lepiej rozwinięci, jesteśmy częścią „świata zachodu”, NATO, Unii Europejskiej. Jesteśmy dokładnie tam gdzie chcieliśmy być wychodząc spod sowieckiego buta. Ukraińcy natomiast są w większości z tych aspektów nadal znacznie zacofani, zdegenerowani wszechobecną korupcją i zdominowani przez mafijne układy oligarchiczne. Na dodatek tego wszystkiego są chłopcem do bicia dla nieobliczalnej Rosji, która z braku pomysłu na swoją egzystencję w świecie przyszłości postanowiła postawić na militarne narzędzia realizacji swojej polityki. Z tej perspektywy patrzą na Ukrainę polscy politycy – i daje im to przeczucie, że pomagają słabszemu, schorowanemu krajowi w potrzebie. Tymczasem, ten słaby, schorowany i pobity kraj uśmiechał się, gdy dostawał od nas wsparcie, a teraz uśmiecha się, gdy ma okazję wbić nam nóż pod żebra – ku szczeremu zaskoczeniu naszej klasy rządzącej. Jak to się mogło stać, że kraj, któremu udzieliśmy takiego wsparcia wykazał się wobec nas taką butą i taką agresją? Jak mogli być tak niewdzięczni oraz bezczelnie twardo wymuszać realizację swoich interesów na Polsce?

Zaskoczenie naszych polityków, ich poczucie zdrady i krzywdy oraz brak możliwości zmycia z siebie piętna frajera jest właśnie takim zdarzeniem, które może być bodźcem budzącym naszą mierną warstwę rządzącą z iluzji w której żyli od początku epoki „końca historii”. Jeden policzek od Ukraińców w sprawie zboża, czy też kwestii transportowych mógł być łatwo przez nich przełknięty – w końcu do przyjmowania policzków nasi politycy przywykli. Jednak kolejne razy wymierzane w nasz kraj bez jakiegokolwiek pudrowania wyglądają raczej na brutalny gwałt na osobie, która w trakcie tego stosunku jedynie nieśmiało wspomina, że to nie wypada, że mało romantycznie oraz że przecież tacy byliśmy dla siebie mili. Ten prymitywny Ukrainiec jednak tylko się śmieje z tego jęczenia polskiej klasy politycznej i kontynuuje swój proceder, a nasi politycy świetnie zdają sobie sprawę, że cały ten ich horror rozgrywa się na oczach obu narodów. Oliwy do ognia dolewają ukraińscy politycy, którzy nadają jednostce wojskowej imię „bohaterów UPA”. Czy tak brutalna lekcja będzie wystarczającym bodźcem do przebudzenia? Czy okaże się lekcją udzieloną naszemu krajowi na czas, aby przygotować grubszą skórę i nauczyć się właściwych reakcji w nadchodzących trudniejszych czasach? Mam nadzieję, że z czasem na te pytania padną  twierdzące odpowiedzi i to właśnie tej Ukraińskiej lekcji będziemy zawdzięczać właściwą reakcję w przyszłej godzinie „W”. Ta lekcja polityki udzielona naszym politykom jest pierwszym zjawiskiem za które winniśmy podziękować Zełeńskiego, a pierwszą jaskółką zwiastującą przebudzenie polskich polityków jest odebranie Orderu Orła Białego Zełeńskiemu przez Nawrockiego oraz pozytywną reakcję naszego społeczeństwa na ten gest. Lekcja zaczyna być przyswajana.

Zabezpieczenie naszej państwowości

W pierwszych dniach po wybuchu wojny mogilśmy obserwować potężne pospolite ruszenie. Poziom wsparcia jaki oddolnie Polacy okazali Ukraińcom przerósł najśmielsze oczekiwania i okazał się niesamowitym zjawiskiem humanitarno-społecznym. Na kanwie tych pozytywnych emocji i poczucia wspólnoty z powodu posiadania wspólnego wroga powstała chwilowa atmosfera potężnej przyjaźni między naszymi narodami. Wołyń, czy trudna historia związana z kozaczczyzną oraz wschodnia mentalność Ukraińców poszły w zapomnienie. Hurraoptymizm i propagandowy prąd budowania politcznego poparcia dla sprawy ukraińskiej w naszym kraju połączyły się w mieszance wybuchowej. W pewnym momencie większość naszego narodu maślanymi oczami patrzyła na każdego Ukraińca. Zjawisko to rozlało się powszechnie – od lewaka, który widział w nich „uciemiężonych uchodźców” – po konserwatystę, który widział w nich „bohaterów broniących nas przed Rosją”.

Eskalacja tych pozytywnych emocji doprowadziła do pojawienia się absurdalnych pomysłów jakiegoś rodzaju „unii polsko-ukraińskiej” albo odtworzenia „Rzeczypospolitej Obojga Narodów” – tym razem z Ukrainą, czy innych form politycznego uwspólnotownienia, które z naszej perspektywy były groźne. Kapitał polityczny, który był zbudowany na fali naszego hurraoptymizmu groził, że takie absurdalne pomysły staną się rzeczywistością. Istniała wola polityczna po stronie liberałów, lewicy oraz większości PiSu aby na proukriańskim sentymencie zdobywać punkty w swoich elektoratach. Gdyby Ukraińcy zachowywali się tak jak nasi proukriańscy politycy sobie wyobrażali wyrażanie wdzięczności oraz przyjaźni, to przy nieudolności naszych polityków – już byśmy odczuwali wpływ oligarchicznych macek z Ukrainy.

Dzięki kompleksom Ukraińców i ich antypolskiemu nastawieniu oraz wspomnianym w rozdziale wcześniej gwałcie na polskiej klasie politycznej – mamy pewność, że nasza suwerenność jest zabezpieczona na dłuższy czas przed nieudolnością naszych polityków. Gdyby cały kierunek w którym zmierza nasza państwowość zależał tylko od naszej klasy rządzącej, to bardzo szybko byśmy tego pożałowali, ale dzięki antypolskiemu charakterowi ukraińskiego mainstreamu mamy pewność, że nasi rodzimi populiści nie odważą się tak bardzo wchodzić suwerenowi za skórę, by robić w tym zakresie jakieś głupie ruchy. Znów to Zełeńskiemu i antypolskim ukraińcom zawdzięczamy nasze bezpieczeństwo polityczne.

Zabezpieczenie interesu narodowego

W ostatnich latach mieliśmy kilka sporów z Ukrainą związanych z naszymi sprzecznymi interesami narodowymi. Najbardziej oczywistymi były kwestie rolnictwa oraz kwestie transportowe. Nasza klasa rządząca ma duże doświadczenie niszczenia polskiego przemysłu w różnych branżach. Gdyby to tej klice pozostawić kwestie decydowania o kwestii zachowania naszego państwa w stosunku do tych dwóch tematów, to można być niemal pewnym, że zarówno polskie rolnictwo jak i branża transportotowa zostałyby dopisane do listy ofiar polskich polityków. Tymczasem nie musieliśmy robić zupełnie nic, by ukraińscy wirtuozi polityki potknęli się o własne niezawiązane sznurówki. Ich buta, chamstwo i niewdzięczność doprowadziły do sytuacji, gdy temat Wołynia oraz UPA wrócił do mainstreamu. Dzieci ukraińskich oligarchów łamiące przepisy ruchu drogowego na Warszawskich ulicach, czy też na morskim oku – w autach z miliony dolarów – oraz oficjalne komunikaty ukraińskich urzędników i władz pańśtwowych – skutecznie doprowadziły do wzrostu antyukraińskich postaw. Dziś populistyczni politycy nie mogą bronić Ukraińców, bo bardzo szybko stracą punkty wyborcze. Dziś sami ukraińcy wymusili na polskiej klasie politycznej postawę antyukraińską.

Znów – to nie lektura książki „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945” ani seans z filmem „Wołyń” Smarzowskiego – doprowadziło do aktualizacji stosunku polskiej klasy politycznej wobec Ukrainy. To właśnie bezczelność, niewdzięczność i buta wykazywana przez ukraińców doprowadziła do tego, że polscy politycy musieli zagrać w grę na narzuconych przez przeciwnika zasadach. To właśnie tym Ukraińcom jesteśmy winii podziękowania za to, że znów utworzyli taki klimat polityczny, gdzie nie uda się zdradzić polskiego interesu narodowego – nawet pomimo najszczerszych chęci naszych wielce miłościwie panującym.

Szczere dzięki!

Przed zmianą nastawienia do Ukraińców w Polsce nigdy nie wpadłbym na skuteczny sposób normalizacji naszych realcji sąsiedzkich ani na sposób, by zabezpieczyć nasz interes narodowy w relacjach z Ukrainą. Tymczasem okazało się, że kontrskuteczna polityka międzynarodowa tego kraju w realacjach z nami okazała się lepszym panaceum na problem naszych realcji bilateralnych niż mogłem sobie wyobrazić. Dziś patrzę na te błędy ukraińskiej polityki i z uśmiechem spoglądam w przyszłość, gdzie tryumf w naszej rywalizacji właśnie zbliżył się do rzeczywistości. Nie musieliśmy zreformować naszego systemu. Nie musieliśmy nawet utworzyć nowego prądu politycznego i go upowszechnić. Wystarczyło pozostawić naszych i ukraińskich polityków naprzeciwko siebie i chwilę poczekać. W tym momencie nawet już nie czuję negatywnych emocji związanych z Wołyniem. Patrzę w przyszłość i widzę, że nasza rywalizacja z Ukrainą będzie wygrana nie tyle dzięki naszej sile, co dzięki słabościom Ukrainy. Za tak optymistyczną przyszłość z tego miejsca szczerze dziękuję zarówno Zełeńskiemu, jak i współczesnym ukraińskim szowinistom, którzy nieintencjonalnie przyjęli rolę Mefistofelesa i mogą jedynie za Goethem recytować: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *