Kamil Królik Antończak - Najbardziej kontrowersyjny film roku?

Najbardziej kontrowersyjny film roku? Cóż… ciężko chyba jeszcze wyrokować biorąc pod uwagę, że rozpoczął nam się dopiero lipiec, jednak na pewno nie sposób przejść obok tego filmu obojętnie. Film „Citizen Vigilante” w reżyserii Uwe Bolla, bo o nim mowa, to film, który bardziej prowokuje niż opowiada historię. Produkcja za sprawą kontrowersyjnych zwiastunów m.in. sceny, gdzie czarnoskóry migrant bez powodu podcina gardło białej kobiecie wracającej z zakupów wraz z dzieckiem, zaczęła siłą śnieżnej kuli wzbudzać coraz większy szum w internecie. Ciężko się temu dziwić, że w wielu ludziach ten zwiastun wytworzył silne emocję. Niestety tego typu sceny nie są jedynie wytworem scenarzystów, dziś nie ma tygodnia, w którym nie dochodziłyby do nas informację o kolejne ofierze takiego właśnie ataku na zachodzie Europy.

Uwe Boll od lat funkcjonuje jako jedna z bardziej kontrowersyjnych postaci kina. Reżyser przez jednych określany jest mianem twórcy nieudolnego i mistrza błędów, przez innych jako człowiek świadomie grający na emocjach i skandalach. W przypadku „Citizen Vigilante” po raz kolejny zrobił coś, co potrafi najlepiej – stworzył film, po którym ludzie kłócą się częściej, niż rozmawiają o samym kinie.
Fabuła jest prosta. Sanders, grany przez Armiego Hammera, bierze sprawiedliwość we własne ręce i rozpoczyna prywatną krucjatę przeciw przestępczości, na które prawo pozostaje ślepe. Jego działania szybko przeradzają się w medialny fenomen, a internet zaczyna traktować go jak bohatera lub zagrożenie – zależnie od tego, po której stronie sporu stoi odbiorca.
I właśnie tutaj pojawia się największy problem oraz największa siła filmu jednocześnie.

„Citizen Vigilante” nie próbuje być subtelnym thrillerem psychologicznym w stylu „Taxi Driver” z Robertem De Niro. Nie jest też inteligentną analizą społecznych napięć. Boll rzuca widzowi wyostrzony temat migracji, kryzysu bezpieczeństwa, frustracji wobec systemu i gniewu społecznego, po czym wszystko to miesza w jednym kotle.
Film miejscami przypomina bardziej internetową dyskusję z sekcji komentarzy niż klasyczne kino. Postacie bywają jednowymiarowe poza samym głównym bohaterem, który budzi sprzeczności, dialogi często brzmią bardziej jak polityczne manifesty niż naturalne rozmowy ludzi, a scenariusz nie pozostawia wiele miejsca na interpretację. Zwłaszcza sceny wiadomości telewizyjnych mają ukierunkować odbiorce w jasnym kierunku jeśli chodzi o odpowiedzialność władz i bezpieczeństwo obywateli wobec problemów ukazanych w filmie.
Jednocześnie trudno odmówić produkcji pewnej brutalnej szczerości oraz tego, że współczesne kino przez długi czas unikało tematów pokazanych w „Citizen Vigilante” z perspektywy ludzi o poglądach bardziej konserwatywnych czy narodowych.  Boll nie udaje artysty tworzącego wyrafinowane metafory. Nie buduje skomplikowanych symboli. Nie prowadzi nas za rękę po powoli zazębiającej się akcji budowanej w narastającym napięciu. Pokazuje gniew — czasem przesadzony, czasem może i karykaturalny, ale rozpoznawalny. I być może właśnie dlatego film wywołał tak gwałtowne reakcje.

Armie Hammer wypada zaskakująco solidnie. Widać, że aktor traktuje rolę poważniej niż sam materiał, na którym pracuje. Momentami ma się wręcz wrażenie, że próbuje wyciągnąć film na wyższy poziom niż pozwala mu scenariusz, który główną postać dla mnie osobiście pozostawia do końca niejasną, a jawiący nam się obrońca sprawiedliwości i moralności, goszczący w burdelu i normalizujący prostytucję to scena, którą chętnie bym wyciął z tego filmu.
Pod względem realizacji „Citizen Vigilante” pozostaje jednak typowym filmem Uwe Bolla. Sceny akcji są nierówne, montaż chwilami wydaje się chaotyczny, a całość balansuje gdzieś pomiędzy poważnym thrillerem, a niezamierzoną autoparodią czy horrorem klasy b, jeśli zwrócimy uwagę na scenę, w której nasz mściciel rozprawia się ze obławą policji na jego kryjówkę. Efekty rozrywanych od pocisków ciał i wybuchów sztucznej krwi mogą wywołać uśmiech na twarzy, a niekonsekwencja w postaci taśm zabezpieczających miejsce akcji z napisem Policja przy jednoczesnym napisie na plecach Police przedstawicieli służb uzupełnia ten obraz przez który niemiecki reżyser zyskał sobie przydomek „mistrza błędów”.

Najciekawsze jest jednak to, że dyskusja wokół filmu stała się większa od samego filmu. Jedni widzą w nim krytykę współczesnej Europy i frustracji społecznych. Inni traktują go jako tanią prowokację i polityczną propagandę. Kto po jakiej stronie stronie najlepiej oczywiście zobrazują nam znane tytuły gazet, które powiedzą nam z jakim gniotem mamy do czynienia czy też oceny krytyków, niepokrywające się ze zwykłymi odbiorcami kina.
Ostatecznie „Citizen Vigilante” nie jest wielkim kinem. To nie jest film, który zapisze się w historii jako dzieło przełomowe. Wydaje mi się że tak szybko jak ta kontrowersyjna śnieżna kula nabierała na silę tak szybko się rozbiła i nie widać po niej śladu już ponad tydzień później, kiedy to o filmie zrobiło się już praktycznie cicho. Ale jest czymś innym – kulturowym granatem wrzuconym do pokoju pełnego ludzi. Nieważne, czy ktoś go pokocha, czy znienawidzi. Boll po raz kolejny osiągnął swój cel. Za odwagę w poruszaniu kontrowersyjnych tematów – plus, zdecydowanie chciałbym więcej produkcji ukazujących tego typu problemy nie z perspektywy odklejonych od realiów świata liberalnych lewicowców. Za scenariusz i subtelność – minus, dało się to ubrać zdecydowanie lepiej, ale nie o to chyba najbardziej chodziło samemu reżyserowi. Za wywołanie dyskusji – zdecydowanie plus. W każdym razie na pewno film warto obejrzeć, żeby samemu sobie wyrobić o nim zdanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *