W tym miesiącu miałem niewątpliwą przyjemność otrzymać z rąk samego autora tomik poezji ,,Aby podnieść Różę”. Dzieło to technicznie rzecz biorąc nie jest debiutem Eryka Bukowskiego, który już wcześniej opublikował tomik ,,Wyniesiony”. Jednakże jego publikacja nastąpiła w pewnym symbolicznym momencie życia autora- o czym sam poeta piszę na wstępie i co było zaznaczone na wieczorze autorskim w Jelczu-Laskowicach, w Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego w dniu 16.05. tego roku. Bukowski ma w tym roku 23 lata, a jest to ten sam wiek, który w momencie swojej śmierci miał Andrzej Trzebiński. Jest to też wiek w którym Słowacki napisał ,,Kordiana” a Mickiewicz tworzył pierwsze ,,Ballady”. Wspominam tu nazwiska tych wielkich poetów, gdyż tomik Bukowskiego jest gruntownie wpisany w szeroko pojętą tradycję literacką. Próbując zdefiniować jego twórczość w kontekście możliwych nurtów literackich nie potrafię nie nawiązać do wypracowanego przez wybitnego pisarza i krytyka literackiego Stanisława Srokowskiego pojęcia ,,nurtu twórczej tradycji”. W gronie teoretyków literatury bardziej znany jako pomysłodawca nazwy i patron ideowy akreizmu wybitny wrocławski poeta użytym przeze mnie pojęciem nazwał drugi z nurtów poezji współczesnej uznanych przez niego za wnoszący do polskiej literatury XXI wieku rzeczy wartościowe. Jest to nurt autorów świadomie nawiązujących do form klasycznych i klasycznych wartości, czerpiących z tradycji literackiej i przetwarzający ja w sposób twórczy przy jednoczesnym jednoznacznym odrzuceniu idei dekonstruktywizmu. Nurt ten nie jest szczególnie szeroko reprezentowany, toteż tym bardziej w osobie Eryka Bukowskiego należy powitać kolejnego zawodnika tego klubu szermierki słowem. Używam tego określenia nie bez powodu- jak stwierdza sam autor pytany o źródła pierwszych inspiracji, ważnym doświadczeniem jego życia było uprawianie wcześniej boksu. To co łączy boks i poezję to właśnie wymiar techniki operacyjnej- poezja jest szermierką słowem, tak jak boks jest szermierką na pięści. Takie pojmowanie poezji przywodzi na myśl bardziej włoskich futurystów, niż poezję nurtu neoklasycystycznego, jednak autor tomiku ,,Aby podnieść Różę” doskonale pokazuje w swoich dziełach, że nie tylko można, ale wręcz powinno się potrafić, łączyć dynamikę i żar jasnego przekazu z klasyczną elegancją formy. Tego bowiem wymaga od twórcy nie co innego, jak właśnie jego obowiązek wobec przeszłości i przyszłości. Tak jak Arystoteles pisał o konieczności dostosowania formy i treści, tak z drugiej strony Friedrich Nietsche wśród niewielkiej liczby twierdzeń z którymi mogę się zgodzić miał jedno bardzo ważne- ,,pisz krwią”. Ten przykaz oznacza, że twórca nie tylko może, ale wręcz powinien dziełu poświęcać odpowiednią ilość wysiłku i uwagi, a także umieć własne cierpienia i upadki przekuwać w tworzywo twórcze nie popadając przy tym w tani autosentymentalizm. Bukowskiemu się to udaje, głównie dzięki temu, że jego tradycjonalizm nie jest tylko deklaratywny. Przejawia się i w treści i w formie czyniąc jego poezję nośnikiem tego co nazywam wartościami klasycznymi- jest to ni mniej, ni więcej jak stara dobra triada platońska, wzbogacona o rzymski virtus. Tak więc Prawda, Dobro, Piękno i Męstwo. W jaki sposób te wartości wybrzmiewają w tomiku Bukowskiego zostanie opisane poniżej.
Prawda- albo poezja jako bunt przeciw hipokryzji świata
Platon chciał wygnać poetów z państwa, gdyż wszystkich gremialnie uważał za kłamców. Nie zgadzam się z nim programowo, gdyż uważam że dobry poeta i dobra poezja jest właśnie nośnikiem prawd głębszych, a jeżeli nawet nie porusza się w obrębie transcendentaliów to przynajmniej ukazuje nam świat w poetyckiej kondensacji treści lub obnaża fałsz tego, co bywa utożsamiane ze światem, co zresztą można nazwać ,,światem” pod warunkiem jednak użycia tego słowa w sensie biblijnym, w sensie takim w jakim używał go Mikołaj Sęp Szarzyński- ulubiony z barokowych twórców dla autora ,,Aby podnieść Różę”.
W tym tomiku możemy odnaleźć każdy z owych wymiarów poetyckiego dążenia do prawdy. Jest więc poetycka szata uprawiania filozofii- wymiar pierwszy, dążenie do ukazania głębszych uniwersalnych wartości. Tak jest np. w wierszu ,,Życie- ileż to warte w talii galaktyk”. W tym utworze autor rozważa kwestie związane z jednej strony z rolą dziedzictwa pokoleń w kształtowaniu się człowieka, z drugiej sam sens człowieczeństwa. I to zespolenie tych dwóch jakże różnych składników powraca nam jak refren przez cały tomik. Dziedzictwo, wspólnota, wartość wspólnotowości, a z drugiej strony pytania o sens życia, istotę bycia człowiekiem, wreszcie odwieczne pytanie ,,unde malum” czy rozważania o istocie świata. Warto tu zwrócić uwagę na jeden dwduwers wskazanego tu wiersza.,,Jest świat doskonały, nieskazitelny/Od błędów człowieka i przypadków”. Ta fraza Eryka Bukowskiego z jednej strony kieruje nasze myśli na powrót ku Platonowi i całemu szeroko pojętemu nurtowi idealistycznemu w filozofii- wszak idealiści właśnie wyznawali pogląd o istnieniu świata idei, z drugiej strony kieruje nas ku sporowi o pochodzenie zła, jaki mieli między sobą Różewicz i Miłosz. Autor recenzowanego tomiku zdaje się bardziej stawać po stronie Różewicza, który pochodzenie zła na świecie przypisywał wyłącznie człowiekowi. Możemy różnie podchodzić do tego poglądu, niemniej samo łączenie filozofii bytu, z filozofią moralną w prostym dwuwersie jest dowodem wybitnego kunsztu poetyckiego młodego autora, zarazem pokazując, że filozofia jest mu zdecydowanie bliska.
Inaczej owo dążenie do prawdy przejawia się w wierszu ,,Sąd nad rzeczywistością podczas wysiadania na skwerze Krasińskiego”. W tym wierszu, niczym w wielu utworach Barańczaka, autor dochodzi do szerszych refleksji poprzez dokonanie wpierw pewnego opisu konkretu, opisu realnej chwili z prozaicznego świata codzienności. Utwór łączy w sobie brutalną krytykę konkretnych zjawisk społecznych z fotograficzną precyzją opisu a zarazem umiejętnym przechodzeniem od szczegółu do ogółu. Podmiot liryczny patrzy i ocenia- co właśnie jest istotą tytułowego sądu, a zarazem policzkiem wymierzonym w twarz wszystkim ideologiom ,,nieosądzania”. Pozwolę tu sobie na cytat z tego wiersza, mnie osobiście szczególnie przeszywający. ,,Przerasta mnie to imaginarium/Wysiadając o czasie słonecznym/Dostrzegłem kobietę w ciąży/I alkohol w jej dłoni/ Więc i moja dłoń ściśnięta/(…)Musiała znosić ciekawość oka.” Ów kontrast oczu i dłoni- oczu które są ciekawe świata, spragnione prawdy, rejestrujące i będące narzędziem osądu i dłoni, które w obliczu takiego a nie innego obrazu świata niestety pozostają bezsilne- ten kontrast jest jednym z wielu, które szczególnie zapadają w pamięć, jednak to tylko jeden z wielu. W gruncie rzeczy cały tomik jest zbudowany na kontrastowych zestawieniach symboli i metafor. W wierszach Bukowskiego kwiaty, słońce i jeziora spotykają się z grobami, ruinami i popiołem, ogrody i pasieki z krwią i szubienicami, Raj z Piekłem. I nie jest to wszystko tanią stylistyką lecz wynika z samej treści tej poezji- ta poezja jest pełna kontrastów, bo życie jest ich pełne, bo pełna jest ich wreszcie nasza Ojczyzna. I to jest ów drugi wymiar dążenia do prawdy.
Nie brakuje jednak także walki z zafałszowaniami, co jest trzecim i zarazem najbardziej aktywnym wymiarem dążenia do Prawdy. Tak jest np. w ,,Śnie VIII”. Wiersz ten jest krótką, ale jakże wymowną krytyką cywilizacji mechanicznej, w czym zdają się pobrzmiewać echa filozofii Ernsta Jüngera, ale także np. Johna Roalda Ruela Tolkiena. Mechanizacja to fałsz, to co prawdziwe jest organiczne. I właśnie w obronie tej organiczności staję Eryk Bukowski.
Dobro- czyli miłość i pamięć w poezji
Nie brakuje w tomiku Bukowskiego wierszy o bardziej osobistej tematyce, jednak i one wpisują się w pewien uniwersalny nurt pisania aksjologicznego. Dwoma wartościami wokół których obraca się bowiem kompas owej osobistej, konfesyjnej twórczości jest miłość i pamięć o przodkach. Przy czym trzeba zaznaczyć dwie kwestie- zarówno pierwsza jak i druga są pojmowane przez autora szeroko. Tak więc w kontekście miłości spotkamy nie tylko wzruszające liryki stricte miłosne jak np. ,,Nie wiem ile Ciebie jest we mnie” czy ,,Twojej Ery”, ale znajdziemy też wiersze można by rzecz metamiłosne- stanowiące rozważania o naturze samego uczucia. Tak jest np. w utworach ,,Kwiaty” czy ,,Jaśniejesz ty co w ciemnym całunie”. Utwory te przywodzą na myśl lirykę trubadurów prowansalskich czy minnesingerów bawarskich i to nie tylko ze względu na bogate wykorzystanie symboliki kwiatowej, lecz także sam fakt pewnego filozofizującego podejścia do miłości. Z kolei pamięć nie dotyczy tylko pamięci osobistej, przodków w sensie dosłownym- jak to jest w wierszu,,Kochanej babci Jadwidze”. Dotyczy również pamięci zbiorowej, doświadczeń dziejowych Narodu, tak jak to jest np. w wiersz ,,Nocą gdy słyszę obłoki” w którym symbolika popiołów i sztormu dość wyraziście skłania czytelnika do refleksji nad historią naszej wspólnoty. I nawet jeżeli w tego typu wierszach czasem przesadnie tyrtejski ton zaniża ich wartość artystyczną- jak np.w wierszu ,,11.11.” to jednak stanowią one także cenny element całego tomiku, dodając mu konkretnego rysu, nie tylko treściowego, ale wręcz ideowego.
Zarazem wszystkie te wiersze są bardzo dopracowane formalnie i jakkolwiek poprzez formę przejawia się bardziej piękno niż dobro, to jednak warto zwrócić uwagę na tę kwestię. W przeciwieństwie bowiem do niejednego z autorów współczesnych Eryk Bukowski nie usprawiedliwia ciężarem zagadnień formalnego niechlujstwa. Czyni coś dokładnie przeciwnego- im tematyka wierszy jest bardziej wymagająca tym ich forma staje się bardziej kunsztowna. Jest w tym coś Herbertowskiego- pewien klasycystyczny rys dążenia do decorum. Ta konstatacja prowadzi nas do rozważań genologicznych i formalnych nad tomikiem.
Piękno- czyli zgodność formy z treścią
Wspomniałem o Herbertowskim rysie poezji Eryka Bukowskiego ale w gruncie rzeczy jego dążenie do decorum, przejawiające się na wiele czasem zaskakujących na tle dzisiejszej poezji sposobów ma korzenie znacznie głębsze. W gruncie rzeczy o potrzebie zgodności formy z treścią wspomina w swojej Poetyce już Arystoteles, a jego dzieło było źródłem inspiracji dla takich poetów jak Andrzej Trzebiński, czy Tadeusz Gajcy-a więc autorów ,,Sztuki i Narodu”, do których twórczości autor nawiązuje chociażby tytułem. Warto jednak zaznaczyć, że doszli oni do Arystotelesa dosyć okrężną drogą- poprzez fascynację ideą ,,czystej formy” której twórcą był jeden z naczelnych skandalistów II RP tj. Witkacy. Warto go wspomnieć nie tylko ze względu na to, że jego idea doprowadziła i twórców SiN-u i Eryka do arystoteleskiej, klasycznej idei decorum. Witkacy był też jednym z ojców katastrofizmu, a przede wszystkim twórcą filozoficznego pojęcia monady psychofizycznej. Witkacowski monadyzm stoi na antypodach Platona, gdyż jest jasnym opowiedzeniem się za realizmem w patrzeniu na człowieka. Tak więc nie tylko arystotelejska estetyka, ale i ontologia. Z tej ontologii właśnie autor ,,Aby podnieść Różę” wyprowadza swoje postulaty twórcze. W kwestii estetycznej jest to w tomiku widoczne na cztery sposoby: poprzez dbałość o formę, poprzez dbałość o pewne decorum, poprzez wrażliwość na język (co stawia autora blisko Stanisława Barańczaka) i wreszcie poprzez dobór tematyki niejako kierujący nas ku doświadczeniom estetycznym.
Gdzie najbardziej widać pierwszy z owych przejawów? Niewątpliwie w tych wierszach, gdzie autor świadomie sięga po wymagając literackiego kunsztu formy klasyczne. Przykładem jest utrzymany w sonetowej formie tren ,,Kochanej babci Jadwidzę”. Przykładem jest rytmiczny i wysoce retoryczny wiersz ,,Za czym tęsknisz?” w formie odwołujący się do sirventes– średniowiecznych prowansalskich pieśni zawierających wezwania pod adresem ideowych bądź literackich przeciwników. Przykładem jest wreszcie wiersz ,,W kręgu lilii” swoją rytmicznością, wersyfikacją i układem rymów (do czego wrócimy za chwilę) ponownie przywodzący na myśl pieśni średniowiecznych bardów takich jak np. Bertran de Vantadur (Prowansja) czy Dietmar von Aist (Bawaria).
Co do wspomnianego decorum- przejawia się ono na każdym kroku. Forma jest dopasowana do treści i na odwrót. Jeżeli na co chciałbym zwrócić baczniejszą uwagę czytelnika to na oryginalne sposoby przejawiania się owej zgodności- np. poprzez rymy. Jak zauważył sam autor w jednej z publicznych wypowiedzi współcześnie większość poetów albo jest rymofobami albo rymofilami. Zgadzam się z tym osądem i dodaję od siebie, że w mojej ocenie Eryk Bukowski jest jednym z niewielu poetów zachowujących zdrowy do rymów stosunek. Mało tego- pojawią się one tam, gdzie akurat są potrzebne. Tu nie ma przypadkowości. Treść rządzi formą, ale nie narzuca jej, pozwala by ona sama dopasowała się do niej jak rękawiczka. I to czyni proces twórczy owocnym.
Jeśli chodzi o wrażliwość na język- najlepiej widać ją tam, gdzie autor bawi się różnicowaniem znaczeń lub wprowadzaniem słów o niejednoznacznych konotacjach. Tak jest np. w wierszu ,,Love Will Tear Us Apart”, gdzie słowa ,,roztopić” ,,rozkroić” ,,rozłzawić” wreszcie ,,rozdzielić” nabierają znaczeń wprost przeciwnych od konotowanych pierwotnie. Taki zabieg jest czymś niesamowicie uderzającym czytelnika. Podobnie jest w wierszu ,,Erotyk (p.t.e.)” zawierającym zagadkę językową z łaciny, ale i dwuznaczność w słowie ,,akt”. Polecam do zapoznania się przez samych czytelników.
Co do ostatniego punktu- dobór tematyki w tym tomiku jest bardzo przemyślany, dzieląc go na konkretne części, logicznie następujące po sobie i zilustrowane gustownymi, minimalistycznymi w stylu rysunkami. Nie ma oficjalnego podziału na rozdziały, jednak wyraźnie można tomik podzielić kompozycyjnie tak, że części bardziej konfesyjne, przeplatają się z tymi bardziej deklaratywnymi. Taki układ dodaje całej publikacji walorów estetycznych.
Męstwo – czyli poezja jako zapowiedź Nowego Średniowiecza
Kończąc cały wywód pragnę odwołać się do jeszcze jednej wartości- dovirtus. W poezji Eryka Bukowskiego przywiązanie do niej wybrzmiewa regularnie. Ta poezja nie gloryfikuje bierności ani głupawego mesjanizmu. Ta poezja zadaje pytania i domaga się odpowiedzi na nie. Ta poezja jest prowokacyjna- bo taka ma być. Jednocześnie przepełniona jest duchem Nowego Średniowiecza. Gdy autor piszę o miłości, to nie przypomina w tym ani współczesnych donżuanów, ani zapłakanych romantyków. Przypomina raczej średniowiecznego trubadura czy minnesingera, który miłosne strofy dla damy swego serca składał np. uczestnicząc w krucjacie. Gdy rozważa kwestie filozofii życiowej to nie przypomina ani współczesnych kawiarnianych inteligentów ani zalewających się absyntem krakowskich modernistów. Przypomina raczej Dantego albo Villona, którzy zdobywali się na filozofię, gdyż w niej widzieli obronę od tragizmu świata. Ta poezja jest głęboko męska- i właśnie dlatego jej potrzebujemy.
Serdecznie polecam wszystkim czytelnikom lekturę tomiku Eryka Bukowskiego.