Adam Seweryn - Łowcy Plugastwa cz.2


Szachy i krew

Następnego dnia Jurek odwiedził swojego dawnego kolegę, Mariusza w jego kancelarii. Ten 41-latek o przenikliwych, niebieskich oczach i starannie przystrzyżonej brodzie, maskującej bliznę z dawnych lat był obecnie wziętym adwokatem, specjalizującym się w prawie cywilnym i podatkowym. Jednak w latach swojej młodości był stadionowym chuliganem i to właśnie na ścieżce kibicowskiej poznał Jurka w lecie 2005 roku. Był o 5 lat starszy , więc siłą rzeczy, jako charyzmatyczny, starszy kolega miał na niego duży wpływ. Później, gdy obydwaj nie byli już zaangażowani w ruch kibicowski, ich drogi rozeszły się, ale pozostał szacunek i w trudnych chwilach można było na Mariusza liczyć. Prawnik przesunął gońca na hebanowej szachownicy.

-Jurek, Długi nie żyje. Znaleźli go rano pod Mostem Kotlarskim. –Wiesz, że stał przez całe lata w tej samej ekipie co Leon i Radek.

Jurek poczuł przygnębiające uczucie smutku. Ostatni raz widział Długiego zaraz po pogrzebie Mamy. 46-letni bramkarz powiedział mu wtedy: „Młody, jakbyś czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać”. Teraz był martwy.

-Co z nim zrobili?

-To nie była bójka-powoli powiedział Mariusz. –Tętnica szyjna przebita z chirurgiczną wręcz precyzją. Sprawdzałem u zaufanego człowieka w kostnicy i dowiedziałem się, że prawie całkowicie się wykrwawił, ale obok zwłok nie znaleziono dużej kałuży krwi. Jakby coś ją z niego wyssało… I co jeszcze dziwniejsze-kontynuował- na ciele Długiego leżał kruk z wyciętym sercem. O tym w mediach nie powiedzą, bo wybuchłaby panika…


Cyfrowe Cienie

Eryk siedział w fotelu gamingowym, a błękitne światło trzech monitorów oświetlało jego rudą brodę. Jurek stał za nim, patrząc na przesuwające się linijki kodu.
— Mariusz mi mówił o „Długim”. Możesz mi sprawdzić monitoring w nocy z wtorku na środę?
Eryk prychnął, uderzając w klawisze z siłą kogoś, kto wyciska 140 kg na klatę.
— Już to zrobiłem, — I tu jest problem. Kamery miejskie mają „dziurę” dokładnie między 2:15 a 2:20. Ktoś puścił pętlę, profesjonalna robota. Ale… — Eryk uśmiechnął się drapieżnie — zapomnieli o prywatnym rejestratorze z budowy biurowca obok.

Na ekranie pojawił się ziarnisty obraz. Widać było postać „Długiego”, który szedł chwiejnym

krokiem. Nagle z cienia wyłoniło się coś, co poruszało się zbyt szybko, by być człowiekiem. Wyglądało jak smuga czarnego dymu, która na ułamek sekundy przybrała kształt wysokiego mężczyzny w długim płaszczu.
— Widzisz to? — zapytał Eryk, zwalniając nagranie. — To coś nie ma tętna, Jurek. Moje czujniki ruchu na podczerwień, które tam zamontowałem dla testu, pokazały zero stopni Celsjusza. To żywy lód.


Antykwariat wampira

Ulica Józefa była niemal pusta. Z czarnego audi wysiadło 4 mężczyzn. Oprócz Pawła, który prowadził samochód byli to Jurek, Radek i Maciek. Weszli do środka. Zapach starego papieru, skóry i tytoniu był tak gęsty, że niemal wyczuwalny na języku. Julian siedział w fotelu i czytał jakąś francuską gazetę z 1920 roku.

-Julianie-zaczął Jurek, poluzowując kołnierzyk błękitnej koszuli-Wybacz, że zakłócamy wieczór, ale chyba zasady zostały złamane. Morderstwo Długiego, którego zwłoki znaleziono pod Mostem Kotlarskim to zapewne sprawka jakiegoś wampira.

Julian powoli odłożył gazetę. Jego oczy w słabym świetle wydawały się dwiema czarnymi dziurami.

-Wiem. Czułem te wibracje w eterze już od kilku dni. To musiał być wampir, który tutaj niedawno przyjechał i jego moc jest naprawdę duża.

-Obok ciała był kruk z wyciętym sercem. Co to za sygnatura?- zapytał szorstko Radek.

-Witaj z powrotem, Radku. Donbas Cię nie zmienił, wciąż jesteś „uroczo” bezpośredni. To co widzieliście, to signum Luciena. To wampir ze starego, alpejskiego rodu. Przez te kilkaset lat swojego żywota większość czasu spędził w Szwajcarii. Jednak dość długo przebywał także w Rosji. Oficjalnie był szwajcarskim komunistą, który przyjechał do sowieckiego „raju”, aby z fanatyzmem służyć w NKWD. Ale tak naprawdę to zimny, bezideowy cynik. Do Rosji przyjechał tylko dlatego, że tam mógł w bardziej nieskrępowany sposób realizować swoje mordercze fantazje, niż w Szwajcarii, czy innych krajach zachodnich. Biegle włada 7 językami, świetnie walczy bronią białą i palną.

-Radek, powiem Ci coś, tylko się na mnie nie obrażaj. Masz duże szczęście, że obecnie Lucien zarabia, jako płatny morderca, głównie na zlecenia „białych kołnierzyków”, a nie najemnik na służbie Putina. Jakbyś trafił na niego na Ukrainie i jeszcze dowiedziałby się, że polowałeś na wampiry to gołymi rękami zerwałby z Twojej facjaty ten szyderczy uśmieszek, a potem brałby Cię na sposób turecki, bo wiedzcie o tym, że to zawsze był zboczeniec i sadysta, nawet na nasze wampirze standardy-powiedział wesoło Julian, a jego uśmiech upiornie obnażył ostre zęby. Muszę Wam powiedzieć jeszcze jedną przykrą rzecz. Ten kruk to nie tylko znak, to rytuał. Lucien wierzy, że kruk jest przewodnikiem dusz. Zabijając go w taki sposób i kładąc na ciele ofiary, może uwięzić jej duszę, która będzie zawieszona między światami i nie zazna spokoju, dopóki Lucien nie zostanie unicestwiony.

-Jesteś w stanie ustalić, gdzie on dokładnie teraz przebywa? To wampir wysoki, który nie będzie przecież koczował w jakimś gnieździe. –Odezwał się Jurek

-Wynajmuje apartament w Angel City. Ale nie idźcie tam do niego. Prawdopodobnie porobił tam już magiczne zabezpieczenia, których nie złamie nawet Twoja magia, Jurku, ani Twoje eliksiry Maćku, ani siła fizyczna i spryt Was wszystkich. Jeśli miałbym coś Wam doradzić, to najlepiej przydybać go gdzieś na mieście, w trakcie polowania…. Lub tuż po polowaniu, jak będzie w stanie upojenia krwią… -Wampir zaniemówił i spojrzał w oczy Jurka, myśląc nad czymś-Jakby żył Staszek, Twój dawny mentor, to potrafiłby zaplanować kombinację operacyjną i go dopaść.

-Staszek nie żyje, więc nie ma sensu o tym mówić.

-Skoro już wiemy, na czym stoimy, to może powiem o drugiej sprawie z którą tutaj przychodzę. –Odezwał się Radek spokojniejszym głosem. -Mam trochę dolarów, trochę peelenów i chciałbym u Ciebie kupić złote monety, bo to chyba najlepsze wyjście w czasach takiej inflacji.

-A z tym się zgodzę. I cieszę się, że nie myślisz o tym, żeby to wszystko wydać na gorzałkę i ladacznice-wampir uśmiechnął się upiornie, otwierając starą szafę i wyjmując z niej szkatuły z monetami.-Zawsze trzymałem większość oszczędności w złotych monetach i jakoś ten majątek przetrwał I Wojnę Światową, II Wojnę Światową, komunę, a teraz demokrację. Naszej kamienicy już dawno nie ma, a złoto się ostało.


Świadectwo z mroku

Jurek wszedł do salonu, gdzie zapach Spicebomb Extreme niemal szczypał w oczy. Brzytwa, mimo niskiego wzrostu, dominował w pomieszczeniu samą sylwetką – jego ramiona, szerokie od lat spędzonych na siłowni i ringu, opinała czarna bluza z dyskretnym biało-czerwonym logo.

— Twoi koledzy narobili syfu na Kleparzu. Wiesiek mi mówił, że Klaudiusz mało nie wyniósł ściany razem z drzwiami.

Stary dozorca znał Brzytwę, gdyż pod opieką miał nie tylko kamienice przy ul. Warszawskiej, ale także tą w której mieściła się knajpa Brzytwy i salon kosmetyczny jego żony.
— To nie byli zwykli złodzieje, Brzytwa — odpowiedział Jurek, siadając naprzeciwko. — To coś, co zabija waszych ludzi. Wampir wysoki, pracujący aktualnie, jako płatny morderca i jacyś jego pomagierzy. „Długi” był pierwszy. Kto będzie następny? Ja mam pewne przypuszczenia…

Brzytwa odstawił szklankę z wodą. Jego twarz stężała. Gangster odblokował smartfona i pokazał Jurkowi zdjęcie

-To była Magda. 22 lata, pracowała w jednym z moich lokali przy Dietla. Dobra dziewczyna, nikomu nie wchodziła w drogę — głos Brzytwy był niski i nienaturalnie spokojny, co u niego zawsze zwiastowało furię. — Jej koleżanka, ruda Sara, schowała się w szafie. Widziała wszystko przez szparę. — Powiedziała, że gość był wysoki, nieludzko szczupły i blady jak prześcieradło. Nie użył noża, nie użył pistoletu. Zabił ją gołymi rękami, jakby rozdzierał kartkę papieru. Sara przysięgała, że gdy ją dusił, z jego ryja wydobywała się mgła, mimo że w pokoju było gorąco. A potem… — Brzytwa zawiesił głos. — Potem gość po prostu wyszedł przez okno. Na czwartym piętrze. Bez drabiny, bez liny. I jeszcze jedna rzecz. Miała przebitą tętnicę szyjną, a ten blady skurwiel wyssał z niej prawie całą krew… A w pochwie miała wciśnięty ptasi dziób… Serio to musiał być jakiś pieprzony demon, czy inny czort, żeby tak zmasakrować dziewczynę…

-No i Ty się jeszcze dziwisz, że chłopaki zrobili mały rozpierdol na Starym Kleparzu? Coś Ci powiem, tylko, żeby to zostało między nami. Wiesiek nam opowiadał, że przy piwnicy w tej kamienicy na Warszawskiej kręciło się dwóch podejrzanych typów, wyglądających na wampirów. Chcieliśmy zrobić zasadzkę, no i prawie się udało. Prawie, bo byli we trzech i tamci dwaj jak zostali ostrzelani poświęconymi nabojami, to wyli, jak potępieńcy, a potem wywołali mgłę i zniknęli. Mamy za to tego trzeciego. On akurat jest człowiekiem. Były aspirant drogówki. Wiedział kim oni są i za kasę im służył. Śledził „Długiego” i tego Gniewomira Tyszkiewicza, dewelopera, którego ostatnio Długi ochraniał.

Brzytwa słuchał z zainteresowaniem i zapytał:

-Co z nim?

-Mamy go i pilnujemy. Jak chcesz i nam pomożesz to możesz być przy jego przesłuchaniu. Ale uprzedzam, że przesłuchanie poprowadzi Radek, bo akurat wrócił do Krakowa.

-Sara jest u mnie w bezpiecznym miejscu — dodał Brzytwa. — Ale jest w takim stanie, że tylko Janek mógłby z nią pogadać. Może ten twój pielęgniarz od psychiatrii wyciągnie z niej coś więcej, zanim kompletnie oszaleje ze strachu.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *