Adam Seweryn - Bezdroża Trumpa

Donald Trump przez całą swoją polityczną karierę jest postacią nad wyraz kontrowersyjną.  Dla wielu bezrefleksyjnych sympatyków prawicy na całym świecie stanowi, lub do niedawna stanowił niekwestionowany autorytet, jednak chłodna analiza jego obecnej prezydentury pozwala stwierdzić, że niezależnie od sympatii polityczno-ideowych należy mu się raczej miano szkodnika i politycznego szarlatana. Stanowi on esencję tego wszystkiego co składa się  na degrengoladę. Degrengoladę zarówno USA, jak też współczesnej prawicy. Nie trzeba być znawcą nauk politycznych, czy amerykanistyki, aby już w życiorysie tego polityka i finansisty wyłapać sprzeczności i przejawy hipokryzji. Konserwatysta i obrońca tradycyjnych wartości będący dwukrotnym rozwodnikiem, człowiek kreujący się na męża stanu i aspirujący do pokojowej nagrody Nobla, wywołujący kolejne wojny i konflikty międzynarodowe, lansujący się jako twardy człowiek i patriota, a w trakcie wojny w Wietnamie w niejasny sposób unikający poboru do wojska. Trump został wybrany na drugą kadencję w dużej mierze dzięki poparciu ze strony zwykłych Amerykanów, mających dość negatywnych aspektów globalizacji i zepsucia liberalnych elit. Pomimo tego, że był już wówczas człowiekiem leciwym, to miał szansę dokonać w amerykańskiej i światowej polityce nowe otwarcie. Niestety zamiast tego rozpoczął chaotyczny i niespójny proces realizacji swoich zmieniających się jak w kalejdoskopie pomysłów, prowadząc do coraz większej destabilizacji już nie tylko amerykańskiej, ale światowej polityki. Wstrzymanie amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy broniącej się przed agresją imperialnej Rosji i próby osiągnięcia jakiejś formy konsensusu z Władimirem Putinem to nie tylko naiwność, ale rzecz szkodliwa dla bezpieczeństwa świata, a szczególnie Europy Środowo-Wschodniej, w tym Polski. Warto zwrócić uwagę na to, że gdy prezydent USA próbuje kokietować Rosję, celem uzyskania neutralności tego kraju w ewentualnej eskalacji konfliktu na linii USA-Chiny to tak naprawdę opadają złudzenia na których od dziesięcioleci budowana była architektura bezpieczeństwa Polski i całej Europy. Teraz już nawet mainstreamowi politycy, dziennikarze i analitycy mówią otwarcie, że rozbieżność interesów USA i Polski stała się faktem, a amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa są fikcją. Jednak polityka wobec Rosji to nie jedyny przejaw szkodliwego wpływu Trumpa  na sytuację międzynarodową. Wielkie kontrowersje i reperkusje wywołała rozpoczęta przez Trumpa wojna celna z wieloma państwami. Ten populistyczny krok miał pokazać, jak to prezydent Trump dąży do przywrócenia przemysłowej produkcji w USA i polityki merkantylizmu, w rzeczywistości nie dało to żadnych dobrych efektów, a jedynie stało się zarzewiem licznych napięć w stosunkach międzynarodowych. Produkcja przemysłowa w USA zakończyła swój złoty wiek nie z powodu niskich ceł, tylko faktu, że koszty pracy i płace w krajach azjatyckich są nieporównywalnie niższe, niż w Ameryce Północnej, co przy globalistycznym kapitalizmie budowanym przez takich ludzi jak Trump spowodowało systematyczne przenoszenie produkcji do Chin i krajów, które do dnia dzisiejszego zaliczane są do Trzeciego Świata.

Nie będę się tu rozpisywał o głoszeniu przez Trumpa potrzeby aneksji Grenlandii, czy dokonanym z pogwałceniem prawa międzynarodowego zbrojnym porwaniu prezydenta Wenezueli, natomiast warto się przyjrzeć bliżej jego bezkrytycznemu podejściu do Izraela i syjonizmu.

 W toku trwającej niezwykle krwawej wojny izraelsko-palestyńskiej, 4 lutego 2025 roku prezydent USA spotkał się z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, a następnie oficjalnie oświadczył, że rozmawiali m.in. o propozycji wysiedlenia Palestyńczyków ze Strefy Gazy i utworzenia w tym miejscu „riviery”. Jednak chyba najbardziej katastrofalna w skutkach decyzja Trumpa to prowadzona wspólnie z Izraelem i w interesie tego państwa wojna napastnicza przeciwko Iranowi. Co kuriozalne, pomimo ogromnej dysproporcji technologicznej i finansowej, wojna ta idzie Amerykanom bardzo słabo i chyba jedynie najwierniejsi słuchacze propagandy Białego Domu  mogą uwierzyć, że USA tę wojnę wygrywa. Abstrahując już od kwestii moralnych i koncepcji wojny sprawiedliwej, to obecna wojna na Bliskim Wschodzie prowadzi do globalnego kryzysu związanego z przerwaniem łańcuchów dostaw, szczególnie ropy naftowej  i gazu ziemnego, co przekłada się na poważny kryzys paliwowy odczuwalny na całym świecie. Podsumowując, należy przyjąć smutną konstatację, że Donald Trump wbrew temu co do tej pory uważa wielu przedstawicieli polskiej prawicy, nie jest przywódcą „Imperium Dobra”, ani wiernym sojusznikiem gwarantującym nam bezpieczeństwo. Nie jest też liderem „konserwatywnej rewolucji” mającej doprowadzić do wymiany lewicowo-liberalnych elit i odrodzenia tradycyjnych wartości. Jego obecna polityka, zachowania i wypowiedzi kreślą portret psychologiczny człowieka, który co prawda jest potężny, ale nie jest ani wzorem cnót moralnych, ani nawet politykiem stabilnym i przewidywalnym. Jego charakter i postępowanie stanowi hybrydę stereotypowego kapitalisty zza Oceanu z Kaligulą, Iwanem Groźnym, lub jakimś szalonym chanem mongolskim, który dla zaspokojenia własnego ego chce podpalić świat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *