Jesteśmy nacjonalistami, ponieważ jedynie prymat interesu, egoizmu narodowego jest odpowiedzią na zagrożenia jakie niesie ze sobą współczesny, zglobalizowany świat. W swoich koncepcjach zwolennicy teorii społeczeństwa ponowoczesnego wróżą upadek tradycyjnych więzi społecznych, wartości oraz zastanych instytucji, na których zasadza się wszelka tradycja. Ci piewcy postmodernizmu wskazują nie bez racji, iż dzisiaj gospodarka opiera się przede wszystkim na technologiach informatycznych. Tej rewolucji technologicznej towarzyszy niestety również rewolucja obyczajowa w końcu rewolucja dezintegracji tradycyjnych więzi społecznych, które przyczyniały się do stabilnego funkcjonowania Narodu.
Współczesna gospodarka i towarzyszące jej postawy zatraciły etos pracy. Zasadniczym dążeniem pracodawcy stało się dążenie do maksymalizacji zysków, przy jednoczesnym bagatelizowaniu praw pracowniczych. Te jednostkowe postawy przekładają się również na życie zbiorowe. Dzisiejszy człowiek sukcesu to przede wszystkim spekulant, który upatruje swoją szansę w gąszczu korporacji, łatwego zysku. Korzysta na tym wielki kapitał. Banki inwestycyjne dowolnie wpływają na wartość złotówki, wielkie sieci handlowe dożynają polski handel, system bankowy przynosi wielkie zyski, jednak nie polskiemu kapitałowi.
Rodzinny warsztat pracy nie istnieje, mała przedsiębiorczość jest niestabilna i nieopłacalna. Polskiego pracownika, rzemieślnika, sklepikarza nie broni nikt. W końcu „wolny rynek” rządzi się swoimi przejrzystymi (sic!) i uczciwymi (sic!) regułami. Ale przecież w przestrzeni publicznej funkcjonują związki zawodowe, których zadaniem jest obrona pracownika. Jednak czym różnią się od korporacji, te zamknięte korporacje zawodowe zrzeszające etatowych działaczy nastawionych jedynie na wygodne siedzenie w biurach związkowych, spędzając cały swój czas na biciu piany.
„Wolnościowcy” wszelkiej maści oburzają się na wszelkie postulaty zwiększenia roli państwa w gospodarce, czy ingerowaniu w stosunki pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem. A to właśnie państwo winno stać się skutecznym arbitrem na tej linii. Wszelkie konflikty powinny być rozwiązywane w duchu solidaryzmu narodowego. Tak wiele mówi się na płaszczyźnie teoretycznej o społecznej odpowiedzialności biznesu. Jest to tymczasem kolejna mrzonka, którą należy wsadzić pomiędzy banki o wolnym rynku, a krasnoludkach i sierotce Marysi.
W moim przekonaniu jedynie silne państwo kreujące odpowiednie warunki dla rozwoju Narodu na wszelkich płaszczyznach jest gwarancją zapewnienia warunków sprawiedliwości społecznej oraz szans na rozwój. Paradoksalnie to w przestrzeni owego „wolnego rynku” zabetonowane układy, niejasne przepisy podatkowe, biurokracja zażynają wszelką możliwość tworzenia nowych miejsc pracy, opartych przede wszystkim na indywidualnej inicjatywie. Poza granicami kraju Polacy okazują się bardzo przedsiębiorczy, są szanowani za swoją pracowitość oraz podejście do obowiązków. Tymczasem przez 25 lat „wolności” tendencje wzrostowe okazują się jedynie statystyki.
Państwo Narodowe powinno dążyć do wspierania w jak największym stopniu rodzimej produkcji rolnej. Polskie płody rolne znajdują odbiorców na całym świecie. Tymczasem przez tylne drzwi wprowadza się do Polski GMO, które niszczy naturalne rolnictwo, już określane mianem “ekologicznego. Unia Europejska dyktuje polskim rolnikom ograniczenia w zakresie produkcji. Czym zatem różni się ów „wolny rynek” od centralnego planowania? Czy wizja tworzenia zrębów rynku wewnętrznego, gdzie bylibyśmy samowystarczalni przede wszystkim w odniesieniu do rolnictwa jest tak iluzoryczna?
Idea narodowego solidaryzmu w wizji Państwa Narodowego winna opierać się na instytucjach, które będą w sposób skuteczny wprowadzać w życie zasady interesu narodowego zarówno na płaszczyźnie życia społecznego, jak i gospodarczego. Państwo nie może być jedynie stróżem nocnym, jak chcą tego liberałowie. Musi bowiem czuwać całą dobę!