Kamil Królik Antończak - Zmęczony realizm



Dla wielu czytających ten tekst zapewne na pierwszy rzut oka połączenie, które będzie w nim opisywane wyda się paradoksem.  Zarówno, jeśli jesteś młodym nacjonalistą, który dopiero wchodzi w działalność, pełen energii i wiary w ludzi, w zmiany w społeczeństwie, których możesz dokonać taka teza może wydawać się absurdem.  Również dla czytelnika z zewnątrz, niezaangażowanego w działalność narodową, zestawienie tych dwóch pojęć może wyglądać jak intelektualna sprzeczność.  Myślę jednak, że wielu starszych stażem aktywistów przez doświadczenie i konfrontację ideałów z rzeczywistością, którzy być może nigdy wprost się nie wypowiadali na ten temat podziela te spojrzenie i widzi w nim spójność.

Mowa o łączeniu nacjonalizmu z mizantropizmem. Dla wielu wyda się to abstraktem. No bo jak można mówić o nacjonalizmie rozumianym jako troską o wspólnotę, odpowiedzialność za naród, wierność tradycji, pamięć o tych, którzy byli tu przed nami, ale i o przyszłych pokoleniach. A jednocześnie przyznawać się do pogardy, niechęci i głębokiego rozczarowania człowiekiem i społeczeństwem, bo nie mam tu na myśli nienawiści do człowieka i społeczeństwa w ogóle? 

Jak można odczuwać pogardę do społeczności, w której się żyje, tego jaka ona jest, a jednocześnie deklarować prace na rzecz tejże społeczności? 
Paradoks znika dopiero wtedy, gdy przestajemy myśleć o nacjonalizmie wyłącznie w kategoriach emocjonalnej wiary w ludzi. Młodość polityczna często opiera się na przekonaniu, że naród jest uśpioną siłą, którą wystarczy obudzić. Że pod warstwą apatii kryje się gotowość do poświęcenia, solidarność, instynkt wspólnotowy. Wystarczy impuls, przywództwo, moment historyczny.

Z czasem jednak przychodzi doświadczenie. Okazuje się, że społeczeństwo jest bardziej zmienne niż stałe, bardziej reaktywne niż twórcze, proste do zmanipulowania, jeśli tylko ma się na to zasoby. Entuzjazm szybko gaśnie, deklaracje nie wytrzymują próby, a interes prywatny często wygrywa z dobrem wspólnym. To nie musi prowadzić do porzucenia idei. Może jednak prowadzić do zmiany jej rozumienia.

W tym miejscu pojawia się mizantropizm rozumiany nie jako nienawiść do ludzi, lecz jako utrata złudzeń wobec ich natury społecznej. Jako świadomość, że człowiek jest istotą słabą, podatną na konformizm, wygodę i chwilowe nastroje. Tego, że człowiek stał się ofiarą systemu, zwykłym pionkiem w maszynie, która pilnuje, by zbyt dużo nie myślał, by rozerwać w nim więzy rodzinne czy więzy przyjaźni. Egoistyczny produkt bez wolnego czasu, który ma tylko pracować, konsumować i płacić. Nie jest to bezsensowna pogarda, lecz trzeźwość. I właśnie z tej trzeźwości może wyłonić się dojrzalsza forma nacjonalizmu. Nie jako wiara w to że może jeszcze nie dziś, ale tak za dwa-trzy lata, może pięć uda się zmienić myślenie mas przez mrówczą oddolną pracę. Lecz jako konsekwentne podtrzymywanie zasad, które mają trwać niezależnie od zmiennych nastrojów społeczeństwa, któremu pan z telewizora i tiktok mówią kogo mają szanować i co kupować. Nie jako emocja, lecz jako forma. Nie jako entuzjazm, lecz jako dyscyplina. 

Gdy jedni się wypalą nie widząc oczekiwanych owoców, które chcieli zebrać i odejdą nierzadko wróciwszy do stada baranów prowadzonych przez korporacje uznając, że tak widocznie musi być tracąc zapał na samodzielne myślenie. Kiedy już ulegną panującym trendom, „bezpiecznym poglądom”, modzie, wyselekcjonowanym wiadomościom i postawom jakich się oczekuje od owego stada baranów, jedni zostaną. Zostają, ale zmienia się fundament ich myślenia. Nacjonalizm przestaje być projektem opartym na wierze w masy. Staje się próbą zachowania formy w świecie, który formę traci. 
Blisko temu do myśli Juliusa Evoli. Niezależnie od kontrowersji wokół jego osoby, jedno jest istotne: dla niego najważniejsza była wierność zasadzie, nie nastrojowi epoki. Tradycja nie jako folklor czy sentyment, lecz jako pion, który ma pozostać prosty nawet wtedy, gdy wszystko wokół się chwieje. To postawa mniejszościowa. Nie opiera się na przekonaniu, że większość ma rację. Opiera się na przekonaniu, że racja nie zależy od większości. 
W takim ujęciu nacjonalizm nie jest wyrazem bezkrytycznej wiary w społeczeństwo. Jest raczej odpowiedzią na jego słabość. Skoro człowiek jest zmienny, potrzebuje stałych punktów odniesienia. 

Skoro wspólnota łatwo ulega rozproszeniu, potrzebuje zasad, które ją dyscyplinują. Ale co, jeśli ta dyscyplina nie wystarczy? Co, jeśli społeczeństwo, w swojej masowej postaci, jest już tak zdegenerowane, że żadne zasady nie zdołają go podnieść? Tutaj mizantropizm osiąga swój zenit: nie jako kapitulacja, lecz jako diagnoza terminalna. Społeczeństwo, to stado baranów karmione algorytmami, obietnicami i kredytami, nie zasługuje na wiarę. Ono musi upaść. Całkowicie. Koniec kropka. Nie z powodu romantycznej apokalipsy, ale z powodu dążenia do chaosu – zgnicia, korupcji i duchowego wyjałowienia, które same w sobie są mechanizmem autodestrukcji. Oczyszczenie nie przyjdzie z rewolucji czy reformy; nadejdzie z implozji, gdy system pożre własny ogon, a masy, pozbawione iluzji konsumpcji, zderzą się z pustką.

Nie popieram jednak akceleracjonizmu, by podsycać chaos, sypać piach w tryby maszyny, licząc na szybszy kataklizm. To głupota, bo przyspieszanie rozkładu tylko mnoży cierpienie bez celu, wzmacniając opresyjne mechanizmy, które i tak się wzmocnią, zanim padną. Zamiast tego, nacjonalizm w tej mizantropicznej odsłonie staje się wartownią – bastionem dla nielicznych, którzy zachowują formę pośród rozkładu. To nie heroizm masowy, lecz elitarna asceza. Evola mówił o „jeździe na tygrysie” – nie walcz z bestią nowoczesności, ale ujeżdżaj ją, dopóki nie zdechnie z wyczerpania. W tym sensie nacjonalizm to nie próba ratowania tonącego okrętu, lecz budowa arki dla zasad, które przetrwają potop. Naród nie jako aktualna, zepsuta masa, lecz jako archetyp, ideał transcendentny, wolny od demokratycznej miazgi.

W tym punkcie rezonuje myśl Emila Ciorana, rumuńskiego pesymisty w młodości zafascynowanego Żelazną Gwardią, który gardził ludzkością robiąc to z precyzją chirurga. Dla niego historia to farsa, a człowiek – błąd natury, skazany na absurd egzystencji. „Lepiej być psem niż człowiekiem” – pisał, demaskując naszą słabość, próżność i niezdolność do autentyczności. W połączeniu z nacjonalizmem, ten mizantropizm Ciorana staje się filtrem: nie nienawidzisz narodu za to, że jest, lecz za to, czym się stał – produktem masowej produkcji, zombie konsumującym własną duszę. Ale wierność narodowej dumie, zasadom, historii, osiągnięciom i tradycji jako kotwicy w chaosie, pozwala transcendować tę pogardę. To nie optymizm, lecz ironia: podtrzymujesz sztandar nie dla tłumu, który go opluje, lecz dla samego sztandaru, bo w nim jest esencja, która przetrwa upadek.

Wyobraź sobie więc nacjonalistę-mizantropa: nie agituje na ulicach, nie liczy na wyborcze cuda. Zamiast tego kultywuje dyscyplinę w izolacji – studiuje historię nie jako mit, lecz jako katalog ludzkich porażek; buduje małe wspólnoty oparte na krwi i honorze, ale bez złudzeń co do ich trwałości; czeka na oczyszczenie, nie przyspieszając go, bo wie, że natura sama załatwi sprawę. To postawa arystokratyczna, antydemokratyczna w rdzeniu – bo demokracja to rządy słabych, a słabi zawsze ciągną w dół. Owszem, ten pogląd ma wady: izoluje, czyni bezsilnym wobec bieżących zbrodni systemu, jak deprawacja młodzieży czy kolonizacja kulturowa. Ale w świecie, gdzie masy wolą Netflixa od buntu, co innego pozostaje? Łudzenie się i fałszywa nadzieja? Nie. Lepiej stać prosto w ruinach, niż klęczeć w iluzji, próbować wyrwać z matni konsumterroru tych którzy mają szansę na wyrwanie się, ale nie łudzić się że tak się stanie. 

W efekcie, połączenie mizantropizmu z nacjonalizmem to nie paradoks, lecz ewolucja. Od młodzieńczego zapału do zimnej klarowności. Od wiary w człowieka do lojalności wobec idei. Społeczeństwo upadnie – i dobrze, bo jest rakiem. Oczyszczenie przyjdzie, ale nie z naszych rąk. Naszym zadaniem jest zachować iskrę, która zapłonie w popiołach. Może to brzmi elitarnie, górnolotnie, mrocznie, nawet „nienawistnie” – cóż, prawda rzadko bywa miła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *