Grzegorz Ćwik - Jesteśmy bezbronni

W Polsce jak zawsze dobre samopoczucie i beztroska idą w parze z całkowitą bezbronnością i brakiem odpowiednich instytucji, procedur i przygotowań do walki z zagrożeniami strukturalnymi. Kiedy bowiem mówimy o możliwości wojny z Rosją, wówczas cały czas zastanawiamy się, kto, ile ma rakiet, czołgów, żołnierzy etc. Nie myślimy zupełnie, że wojny nowej generacji, jak obecnie trwająca na Ukrainie i szereg innych z ostatnich dwóch dekad, to wojny wieloaspektowe i wieloplanowe. Co najważniejsze – głównym celem jest tu nie tylko już terytorium, zasoby czy pieniądze podbitego ludu, ale przede wszystkim jego umysły. Wojna toczy się na płaszczyźnie poglądów, przekonań, „siły rażenia” wizji ideowej czy religijnej, jaką dana strona prezentuje. To nam kompletnie umyka w naszych codziennych publicystycznych wojenkach, a dotyczy to przecież nie tylko zagrożenia wojną z Rosją, ale ogólnie szeregu różnych czynników ideowych. Przecież propaganda Unii Europejskiej, przygotowywanie Polski do zmuszenia jej do przyjęcia euro, podsycanie separatyzmów i ruchów oddolnych czy wręcz jawnie wrogich polskiej racji stanu, jej służbom i wojsku, to dziś chleb powszedni Polski i Polaków. I co? Ano jak zawsze – słodka sielanka i wspakulturowe poczucie, że przecież u nas jest lepiej niż na Zachodzie, więc czego się bać i o co martwić? Nawet jeśli – a to Kolumbijczyk zamorduje bestialsko Polkę, a to aktywiści z V kolumny znów przemycą paru sabotażystów od Łukaszenki, a to znów rosyjskie drony albo podpalacze przypomną o kremlowskim smrodzie – zaraz po tym wracamy do słodkiego samouwielbienia.

I tak – jeszcze nie jesteśmy na poziomie Zachodu. Ale nie dlatego, że jesteśmy odporniejsi czy rozsądniejsi, a dlatego, że przez 45 lat PRL-u wszelkie zmiany i patologie zawitały do nas kilka dekad później. I co by nie mówić – w nadrabianiu zaległości w rozwoju wspakultury jesteśmy prawdziwymi prymusami.

Wojna nowych czasów

Minęły bezpowrotnie czasy, kiedy o sile państwa w starciu z jakimikolwiek zagrożeniami, zwłaszcza zewnętrznymi, stanowiła tylko ilość i jakość żołnierzy oraz zasobność skarbca. Dziś wojna realizowana jest multidomenowo, a więc nie tylko militarnie, ale i ekonomicznie, cyfrowo, informacyjnie, strukturalnie, demograficznie etc. Wróg może być absolutnie wszędzie i oczekiwanie, że skoro od 4 lat zbroimy się na potęgę, to Rosjanie na pewno zdecydują się na pełnokinetyczny konflikt, jest dość naiwne. Historia pokazuje, że Rosja uderza tam, gdzie przeciwnik jest najsłabszy. A my jesteśmy najsłabsi w kontekście instytucji oraz… semiosfery.

Semiosfera zwykle określana jest jako domena związana z ludzkimi poglądami, przekonaniami, wartościami czy symbolami. Stwierdzić, że ktoś przejmuje semiosferę, to tyle, co uznać, że udaje mu się narzucić swój światopogląd i wizję świata. W doktrynie wojen nowej generacji uznaje się, że zawładnięcie semiosferą jest ważniejsze od przejęcia terytorium czy zniszczenia siły żywej armii nieprzyjaciela. Dziś nadrzędne są idee i wartości, narzucić je nieprzyjacielowi to tyle, co całkowicie go zdominować i obezwładnić. Dokładnie to próbowali zrobić Rosjanie na Ukrainie w 2022 roku i przez cały okres konfliktu od 2014 roku, podobnie w Gruzji oraz… w Polsce i całym regionie wschodniej flanki NATO.

Tu nie wystarczy potrząsanie szabelką, wyświechtane frazesy, ładnie (albo i nie…) wyglądające parady wojskowe oraz buńczuczne zapewnienia ministrów i marszałków. Swoją drogą tych samych, którzy, kiedy indziej informują, że już mają spakowany… plecak ewakuacyjny albo że do walki wyślą swoją żonę.

Tu potrzeba zrozumienia, że wojna to system – niczym system naczyń połączonych, a najważniejszym naczyniem jest tu właśnie semiosfera, wola polityczna, morale i gotowość oraz świadomość do przeciwdziałania określonym prądom i zagrożeniom.

Dziś ledwie udaje nam się reagować na wypadki dywersji i sabotażu Rosji, a i to zwykle w oparach lekko już zaczynającej się paniki czy wręcz histerii.

Tego nie zrobi za nas pohukiwanie premiera czy któregoś z jego funkcjonariuszy. Do tego potrzeba dobrze działających instytucji i służb, tak tych już istniejących, jak i nowych, powołanych do zapobiegania strukturalnym i długofalowym zagrożeniom.

Najlepiej widać to po działaniach, czy raczej braku ich, w kontekście dezinformacji i szerzenia moskiewskiej propagandy. Na obecną chwilę właściwie każdy, kto chce wysługiwać się Moskwie i w sferze publicznej opowiadać się za jej wizją i jej twierdzeniami oraz aksjologią, ten ma prawo to robić, a państwo polskie nie posiada absolutnie żadnych instrumentów, aby temu przeciwdziałać. Przykładowo państwa bałtyckie czy skandynawskie już od wielu lat posiadają wyspecjalizowane komórki powiązane zazwyczaj z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i służbami specjalnymi, których celem jest namierzanie ośrodków dezinformacji, przeciwdziałanie im oraz przede wszystkim edukacja społeczeństwa.

Celem, jaki przyświeca wrogim nam państwom i ich sojusznikom, jak przede wszystkim Rosja, ale widać to także w działaniach Chin, jest wygranie wojny, zanim ta w ogóle będzie miała miejsce. Zrozumieć to należy przez cel, jaki stawiała sobie Rosja już w roku 2022, a więc takie złamanie morale przeciwnika, aby nawet niewielkie działanie zbrojne, jakim początkowo miała być operacja z lutego 2022 roku, załamało morale i w gruncie rzeczy całym państwem. O ile Ukraińcy byli dobrze przygotowani zarówno pod względem morale, gotowości do walki i poświęceń, jak i struktur armijnych, tak u nas wydaje się, że złote czasy sarmatyzmu, w rozumieniu jak najgorszej wspakultury saskiej, o której pisał Stachniuk, cały czas królują.

Nie można nie mieć poczucia, że nawet największe kryzysy, jak przekroczenie granicy Polski przez rój dronów rosyjskich, próba wykolejenia pociągu czy podpalenia hal handlowych, są tylko krótkim przebłyskiem świadomości, po którym następuje powrót do letargu i stanu błogości oraz niereagowania w sposób systematyczny i konsekwentny na coraz większe zagrożenia.

Dotykamy tu zresztą dużo szerszego problemu, jakim jest całkowita bezbronność polskiego narodu wobec jakichkolwiek zagrożeń ideowych, nie tylko jeśli chodzi o rosyjską propagandę. Spójrzmy chociażby na agendę Unii Europejskiej, a zwłaszcza na coraz silniejsze i częściej powtarzane postulaty likwidacji polskiej waluty i zastąpienia jej europejską walutą, jaką jest euro. Pomijając wszystkie kwestie ekonomiczne, jak chociażby suwerenność monetarna i fakt, że złotówka jest walutą emitowaną przez rząd polski, a nie europejski (czytaj niemiecki), to przecież nie posiadamy żadnych instytucji edukacyjnych, think tanków czy innych agend, które realizowałyby edukacyjny i kontrunijny kurs w tym zakresie.

Króluje u nas niczym niezmącona, znana z okresu polskiej szlacheckiej wolność osobista i wolność głoszenia wszelkich przekonań, oczywiście nie nacjonalistycznych, bo te są dla mainstreamu i establishmentu czymś straszliwym, ale poza tym mówić można absolutnie wszystko. Głosić wszelkie antypaństwowe hasła, sugerować, wręcz nawoływać do separatystycznych działań, jak chociażby w kontekście Śląska czy Kaszub, atakować można Wojsko Polskie, Straż Graniczną i jego funkcjonariuszy, a co gorsza, przenika to także struktury państwowe, co widzimy po działaniach prokuratur i sądów. Te przecież nie stają w obronie polskiego munduru, a o zgrozo, po stronie dywersantów i sabotażystów nasyłanych tu przez Łukaszenkę, a w gruncie rzeczy przecież przez Putina.

Oczywiście Polacy, jak to zazwyczaj mają w swoim zwyczaju, preferują tak czy inaczej nieskrępowaną swobodę wypowiedzi i wolność myśli, nie rozumiejąc, że te z gruntu muszą być ograniczone przez interes społeczności i wspólnoty, jaką jest naród. Mówienie czegokolwiek, co się chce, bez zrozumienia, że słowa mają wpływ, to zwykła anarchia, a przecież takie słowa jak propaganda prorosyjska, realizacja niemieckiej czy unijnej agendy, jak również tak zwanego woke culture, to niezwykle szkodliwe i godzące w najbardziej żywotne interesy nurty, którym państwo jako takie musi przeciwdziałać, ale nie w rozumieniu wypowiedzi tego czy innego urzędnika albo kampanii realizowanej na najniższym możliwym poziomie, ale w rozumieniu planu. To oznacza istnienie odpowiednich, dobrze przeszkolonych i finansowanych narzędzi oraz za ich pomocą realny wpływ na rzeczywistość społeczną, w tym wspomnianą sferę struktur i instytucji, które do tego są stworzone. Chodzi tak o działania edukacyjne, jak i dekonstrukcję szkodliwych mitów i działań o charakterze sabotażowym. Bo jeśli widzimy przykładowo powszechne wśród celebrytów atakowanie żołnierzy Wojska Polskiego, Straży Granicznej, podważanie prawa Rzeczypospolitej Polskiej do suwerenności i posiadania własnych granic, to nie musimy czekać na Rosję, bo Rosja już tu jest.

Warto wspomnieć, że jednym z ważniejszych rozsadników tej wspakultury i obrońców źle rozumianej wolności słowa jest oczywiście Konfederacja. Partia ta, rządzona przez libertynów i realizująca skrajnie wolnorynkową oraz libertyńską agendę, nie bez powodu jest dzisiaj szeroko wiązana z prorosyjskimi wpływami. I nie chodzi o to, czy jest to prawda czy nie, czy Konfederacja faktycznie realizuje prorosyjską propagandę czy nie, ale że Konfederacja nie widzi żadnej różnicy między mówieniem tego, co dobre, a tego, co szkodliwe, i nie zastanawia się zupełnie nad społecznymi i wspólnotowymi konsekwencjami długotrwałego wpływu wrogich nam narracji. Zamiast tego Konfederacja proponuje nam libertyńską i niczym nieograniczoną wolność słowa, widzianą z poziomu skrajnie indywidualistycznego i wypranego z jakiejkolwiek dozy odpowiedzialności i gotowości do obrony wartości wspólnotowych.

Wojna. Wojna się nie zmienia.

W Polsce, poza krytyką rządów oraz naszych sąsiadów, zwłaszcza Niemiec czy szerzej Unii Europejskiej, mówić można generalnie wszystko. A wojna przecież się nie zmienia, czyli przeciwnik wykorzystuje wszelkie nasze błędy, zaniechania i potknięcia. Takim zdecydowanym błędem jest brak istnienia struktur, których celem byłoby zwalczanie wrogiej narracji i szukanie przewag właśnie w sferze semiosfery. Polacy dzisiaj są całkowicie rozbrojeni pod tym względem i tak naprawdę niewiele trzeba w ramach konsekwentnie prowadzonej propagandy, aby wprowadzić nam w głowy wszelkie konieczne z punktu widzenia wroga wirusy. Niespecjalnie chce mi się wierzyć, że coraz powszechniejsze nastroje pacyfistyczne, mówienie, że wojna nie jest nasza – oczywiście mówię tu o wojnie na wschodzie – negowanie konieczności poboru etc., nie ma nic wspólnego z tym, że jest to na rękę Rosji. Tak samo skrajnie wolnorynkowa agenda, gdzie taki Korwin-Mikke wprost już mówi, że celem jego wolności i oddolności jest to, żeby państwo nie mogło się po prostu uzbroić. A więc wolnorynkowcy sami przyznają już, że ich agenda jest jasno związana z postulatem rozbrojenia wobec rosyjskich dążeń imperialnych. Z drugiej strony przecież państwo jak najbardziej konsekwentnie mówi o tym, że rzeczywiście nie ma zamiaru wprowadzać z powrotem służby zasadniczej.

Tak samo państwo nie widzi problemu, że kierowana przez posła Kohuta agenda tak zwanej mniejszości śląskiej jest niczym innym jak niemiecką infiltracją i budowaniem powoli pola do przyszłej próby odłączenia Śląska, a być może i innych dzielnic Polski, od naszego państwa. Pojawiające się zresztą prądy związane także z federalizacją Unii Europejskiej, utratą suwerenności w ramach Unii, a raczej tego, co zostało nam z tej suwerenności, o ironio, nie tylko nie znajdują kontry w działaniach rządu, ale ten rząd wręcz związany jest z siłami, które to promują. Mam tu na myśli i tak Unię Europejską, jak i generalnie Berlin.

Miarą tego, jak bardzo jesteśmy zagrożeni, a jednocześnie bezbronni, jest powszechność zarówno wśród celebrytów, jak i sporej części społeczeństwa, atakowania wspomnianych służb mundurowych, przede wszystkim Wojska Polskiego oraz Straży Granicznej. Dziś fakt, że ludzie ci z narażeniem zdrowia i życia bronią granicy Rzeczypospolitej Polskiej, czyli wypełniając swoją przysięgę, jest asumptem do histerycznych i zapewne w dużej mierze inspirowanych przez zagranicę ataków na tychże ludzi. Jak wspomniałem, państwo zamiast ich bronić, dodatkowo jeszcze ich prześladuje, dokładając kolejną strefę niebezpieczeństwa, a mianowicie zagrożenie odpowiedzialnością karną za wyimaginowane przestępstwa wobec sabotażystów Łukaszenki. Sam fakt zresztą, że dopuszczalne jest to, że ludzi, którzy przysięgali bronić Polski, karzemy za to, że potraktowali siłowo tego czy innego terrorystę nasłanego tu przez wschodnie reżimy, świadczy o tym, jak bezbronność instytucjonalna wpływa na dezintegrację funkcjonowania naszego państwa.

Być może właśnie tutaj leży pole do szerszej działalności dla nacjonalistów, to znaczy w tym rozumieniu, że środowiska narodowe w sposób bardzo konsekwentny i szeroki prowadzą działania mające na celu wykształcenie swoistego układu immunologicznego. Nie może być bowiem tak, że za każdym razem, gdy pojawia się systemowe zagrożenie, to trzeba od nowa i od samego początku tłumaczyć ludziom, co jest złe, a co dobre. Musimy doprowadzić do sytuacji, w której taki system immunologiczny, taki wewnętrzny radar, który natychmiast wykrywa zagrożenia, zaszczepiony jest przynajmniej w pewnej części tego narodu. Państwo od 35 lat w sposób bardzo świadomy, ale i wynikający z wpływów zewnętrznych, abstrahuje od takich działań i bez względu na to, kto rządzi, nie widać prób tworzenia przeciwwagi ideologicznej. Stąd może jako nacjonaliści jesteśmy szczególnie predestynowani do realizowania takich działań. Nie chodzi tu tylko zresztą o już istniejące organizacje, ich kanały dotarcia do ludzi i metody działania, ale o szukanie nowych, systemowych i powiązanych sieciosferycznie projektów.

Możliwości strukturalnego przeciwdziałania wrogim nam prądom w ramach semiosfery jest naprawdę dużo. Od think tanków, przez kanały social media, kanały YouTube, sieci eksperckie, konferencje, wydawnictwa naukowe, książki etc. Rzecz w tym, by działania takie zostały podjęte, a skoro państwo pod rządami zarówno prawicy, jak i centrum całkowicie wyrzeka się takich działań, pora być może, aby nacjonaliści się tym zajęli. Biorąc pod uwagę kryzys dotychczasowych form działania środowiska narodowego, być może właśnie taki kierunek rozwoju nacjonalizmu jest remedium na tę sytuację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *